• facebook
  • rss
  • Żar z nieba

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 33/2013

    dodane 15.08.2013 00:15

    Rekolekcje w drodze. Ekstremalnie wysokie temperatury, zarówno w pogodzie, jak i w związku z duchowymi przeżyciami, towarzyszyły pątnikom podczas pieszej wędrówki na Jasną Górę. Przy wsparciu armii świętych i błogosławionych uczestnicy XXXIII Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej odnawiali swoją wiarę.

    Tysiące intencji przedstawili Jasnogórskiej Pani piesi pielgrzymi z archidiecezji wrocławskiej. 10 sierpnia przed obliczem Czarnej Madonny stawiło się 2 tys. zmęczonych, ale szczęśliwych pątników. – To był wyjątkowy czas – podkreślali zgodnie wszyscy zagadnięci. Mimo że wędrówka trwała „zaledwie” 9 dni, to prawdziwe pielgrzymowanie zaczyna się dopiero po jej zakończeniu. – Łatwiej się idzie w grupie podobnie myślących i wierzących. Przed nami zadanie, by samodzielnie nieść świadectwo swojej relacji z Jezusem Chrystusem do szkół, zakładów pracy – w codzienność – mówi ks. Stanisław Orzechowski, główny przewodnik pieszej pielgrzymki wrocławskiej.

    Sposób na wakacje

    Romuald Adamowicz pierwszy raz na pielgrzymkę wrocławską wyruszył w 1986 r. – Miałem wtedy 15 lat. Wszystko było inne: realia, w których szliśmy do Częstochowy, zaplecze techniczne czy zaopatrzenie. W tamtych czasach było też więcej ludzi. Myślę jednak, że jedna rzecz nie zmienia się w ogóle.

    To duch modlitwy – mówi. Podkreśla również, że dziś na szlak wyruszają zdecydowanie młodsi. – Wtedy uczestnictwo w rekolekcjach w drodze miało także charakter patriotyczny. To były takie oazy wolności – dodaje. W ciągu 27 lat R. Adamowicz przeżył wiele pielgrzymkowych wydarzeń. Wspomina rok 1991, gdy z całej Polski młodzież pieszo podążała nie tylko przed oblicze Matki Bożej, ale również by uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży w Częstochowie i spotkać się z papieżem Janem Pawłem II. Kolejną znaczącą chwilą, która miała swoje przełożenie na całe późniejsze życie, było zawarcie sakramentu małżeństwa podczas pielgrzymki w 1997 r. – To było naturalne. Przez lata chodziliśmy na Jasną Górę razem i dlatego podjęliśmy decyzję o zawarciu sakramentu w tym właśnie, ważnym dla nas środowisku i czasie – tłumaczy. Ślub odbył się w kościele na częstochowskim Zaciszu, wokół którego wrocławscy pątnicy rozbijają swoje namioty na ostatni nocleg. Trzy lata temu w pielgrzymce wziął udział pierwszy syn Romualda, a rok temu kolejny. – Jest zupełnie inaczej. Teraz nie mogę się w pełni angażować w posługę w grupie, bo muszę się zająć dziećmi – wyjaśnia. Podkreśla także, że dzięki corocznej „męskiej” wyprawie udaje mu się budować szczególne relacje na linii ojciec – syn. – Mam nadzieję, że za rok pójdziemy już w pełnym składzie: z chłopakami, moją żoną i najmłodszą córką – dodaje. Jaka była XXXIII PPW? – Nie pamiętam, by kiedykolwiek było aż tak gorąco – mówi ze śmiechem R. Adamowicz. Dodaje już całkiem poważnie, że cieszą go każdorazowo nowe inicjatywy, które mają na celu pobudzenie uczestników do zastanowienia się nad stanem swojej wiary. – Tak było i w tym przypadku. Słuchając opowieści o świętych patronach, których relikwie towarzyszyły nam przez tych 9 dni, przyszła do mnie refleksja: czy i ja podążam tak jak oni do bram nieba? Odpowiedzi ciągle szukam – zaznacza.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół