• facebook
  • rss
  • To stypendium zmienia życie

    ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    To nie jest kolejna kwesta z szalejącymi prowadzącymi, wykrzykującymi wysokość zebranych kwot. Wbrew pozorom nie pieniądze są tu najważniejsze.

    Młodzi ludzie ubrani w żółte chusty wyjdą z odpowiednio oznakowanymi puszkami Fundacji „Dzieła Nowego Tysiąclecia”, by – jak sami mówią – spojrzeć w oczy tych, którzy ich wspierają, i porozmawiać chwilę z osobami, dzięki którym marzenia o studiach stały się dla nich rzeczywistością. Na wrocławskich uczelniach ponad setka studentów od lat zdobywa wiedzę dzięki stypendium, które ma być żywym pomnikiem bł. Jana Pawła II.

    Ogromny przełom

    Justyna Figuła pochodzi z Lubszy. O możliwości zyskania wsparcia ze strony fundacji dowiedziała się z ogłoszeń parafialnych. – Powiedziałam sobie: „Dlaczego nie?”. Spełniałam wszystkie warunki: pochodzę z niewielkiej miejscowości, dochód w rodzinie nie przekraczał wyznaczonej kwoty, a do tego nigdy nie miałam problemów z nauką i zawsze mogłam pochwalić się wysoką średnią ocen – wspomina.

    Już sześć lat jest stypendystką „Dzieła Nowego Tysiąclecia”. Tylko dzięki stypendium mogła przyjść do Wrocławia na studia. – Wiedziałam, że sobie poradzę i nie będę nadwerężać budżetu rodziców – mówi. Justyna oraz pozostali stypendyści przyznają, że moment, w którym znaleźli się we wspólnocie Dzieła, był przełomowy w ich życiu, i jak dodają – nie chodzi jedynie o zabezpieczenie finansowe. – Zanim otrzymałem stypendium, byłem osobą nieśmiałą, cichą i zamkniętą w sobie – opowiada Emil Kalinowski, dziś student IV roku chemii na Politechnice Wrocławskiej. Z pomocy fundacji korzysta od drugiej klasy gimnazjum. – Spotkania z rówieśnikami, wspólne wyjazdy, obozy formacyjne, w których uczestniczymy jako stypendyści, sprawiły, że w tej dziedzinie nastąpiła duża zmiana – tłumaczy i wspomina, jak podczas pierwszego obozu, gdy nikogo nie znał, codziennie dzwonił do mamy. – W czasie kolejnych wyjazdów już sporadycznie kontaktowałem się z domem, by przekazać informację, że wszystko jest dobrze. Poznałem nowych kolegów, koleżanki. To otworzyło mnie na ludzi. Nauczyłem się nawiązywać kontakty. Dziś nie boję się nieznanych miejsc. Nie są mi straszne nowe wyzwania – zaznacza. Nie ukrywa także, że fakt, iż celem jednego z wyjazdów był Wrocław, sprawił, że wybierając uczelnię, zdecydował się na studia w naszym mieście.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół