• facebook
  • rss
  • Kościół to nasza sprawa

    ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 46/2013

    dodane 14.11.2013 00:00

    Posłannictwo świeckich. Nie przyjmowali święceń kapłańskich ani nie składali ślubów zakonnych. Pracują, mają rodziny, wychowują dzieci i tylko dziwią się, uśmiechając się ukradkiem, że ich działania media opisują: „Kuria się oburzyła” albo „Kościół edukuje”.

    Może to efekt tkwienia w dawnym systemie. Zmieniły się wprawdzie nagłówki gazet, a stacje telewizyjne dbają o oryginalne logo, gorzej jest ze zmianą mentalności niektórych dziennikarzy. Przecież nie tak dawno wszelkie działania ewangelizacyjne musiał zainspirować ksiądz. To duchowni stali na czele parafii i oni wyznaczali kierunki działania, a gdy trzeba było występować w obronie Kościoła, koniecznie musiał to zrobić człowiek w koloratce. Świeccy z różnych powodów czekali, aż proboszcz podejmie konkretne inicjatywy, poprosi o pomoc, ewentualnie wskaże pole, w którym mogliby się zaangażować. Tak było i może niektórym trudno się pogodzić z tym, że tak już nie jest.

    W Polsce to niemożliwe

    „Kuria chce walczyć z ideologią gender” – tytuł artykułu, zamieszczonego na stronie internetowej tygodnika „Wprost”, bardzo wyraźnie sugeruje dalszą treść. Autor pisze, że wrocławski Kościół zorganizował kampanię informacyjną przeciwko seksualizacji dzieci, a przedstawicieli kurii niepokoi m.in. tworzenie przedszkoli „równościowych” czy wprowadzany do szkół przedmiot o nazwie wychowanie obywatelskie z elementami równości płci. Jeszcze dalej, opisując tę samą kampanię, posunął się TVN. Tutaj tytuł sugerował, że Kościół nie tylko jest przeciwko gender, ale i przeciwko feministkom. Informację o akcji na stronie internetowej stacji zestawiono natomiast z fragmentami homilii abp. Józefa Michalika, wygłoszonej w czasie Mszy św. z okazji 90. urodzin kard. Henryka Gulbinowicza, dodając, że kampania rusza tydzień po wypowiedzi metropolity przemyskiego. A wszystko za sprawą… grupki rodziców, którzy zainicjowali w stolicy Dolnego Śląska akcję „Stop seksualizacji naszych dzieci”. Z tego, co udało nam się ustalić, nikt z nich nie jest zatrudniony we wrocławskiej kurii. – Rozpoczęło się od dwóch kobiet, do których dotarły sygnały, że do polskich szkół i przedszkoli wprowadzane są programy – ich zdaniem – deprawujące dzieci i młodzież – opowiada Paweł Trawka, jeden z inicjatorów kampanii we Wrocławiu. Oburzone zaczęły szukać sojuszników, przede wszystkim informując o treściach przekazywanych w publicznych placówkach najmłodszym. Tak zrodził się pomysł zakrojonej na szeroką skalę kampanii. – Podstawą jest informacja, z którą chcemy docierać do rodziców. Niektórzy, poznając programy realizowane w przedszkolach, przecierają oczy ze zdumienia i mówią: „W Polsce takie rzeczy? To niemożliwe!” – tłumaczy P. Trawka. Dopowiada, że celem organizatorów jest także pomoc tym, którzy nie zgadzają się na tego rodzaju edukację swoich pociech. – Najczęściej treści nie są konsultowane z rodzicami.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół