• facebook
  • rss
  • Szok i niedowierzanie

    ks. Rafał Kowalski

    dodane 13.06.2014 07:15

    Nie myślałem, że doczekam takich czasów, a wszelkie symptomy wskazujące, że jest źle, odsuwałem od siebie, tłumacząc, że ludzie nie mogą tak nisko upaść.

    Czwartek, godziny południowe. Odbieram jeden z wielu telefonów od dziennikarzy. Następnego dnia ruszają rekolekcje twitterowe naszego arcybiskupa i zainteresowanie mediów jest spore.Tym razem jednak pytania pana redaktora dotyczyły zupełnie innej sprawy. Przesłał je mailem, a gdy uzyskał odpowiedź, dzwonił kilkakrotnie, dopytując o szczegóły. Ot, zwyczajna praca dziennikarska, można pomyśleć. Niestety niezwyczajna.

    Za każdym razem ów redaktor rozpoczynał rozmowę od słów: "kazali mi się zapytać", "pytanie, które muszę jeszcze zadać" czy "mój szef jeszcze pyta"... Bywa. Człowiek się uczy. Wszak na tym zawsze polegało zdobywanie fachu, że młodszy przypatrywał się starszemu, który wprowadzał go w tajniki zawodu. Aż nagle bomba wybucha: autor dzwoni z informacją, iż materiał już się pojawił na portalu i dodaje: "Proszę księdza, mimo że ja jestem podpisany pod artykułem, to ja się pod nim nie podpisuję".

    Słyszałem wiele epitetów wobec dziennikarzy, że płacą raty za lodówkę i muszę pisać tak, jak im każą, że są zwyczajnymi najemnikami bez własnego zdania. Zawsze stawałem po ich stronie. Wszak kilka lat pracowaliśmy na jednym froncie. Tym razem najczarniejszy sen się ziścił. Jak nisko trzeba upaść, żeby podpisać się pod tekstem, z którym się nie zgadzam? Nie pytam o to, jak taki dziennikarz może sprostać ustawie Prawo Prasowe, które zobowiązuje go, by zachował szczególną staranność przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów. Pytam o to, jak rano, stając przed lustrem, może sobie spojrzeć w oczy? I tak po ludzku jest mi go żal. Życie musi być ciężkie, gdy trzeba golić się z zamkniętymi oczami.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Alpejski
      13.06.2014 11:39
      Drogi księże Rafale!

      Kiedy ostatni raz byłem w Polsce, pewien dziennikarz z pewnej Gazety napisał oczywistą nieprawdę o pewnych ludziach. Próbowałem telefonicznie z nim porozmawiać. Centrala zastosowała pełną blokadę. Pojechałem do redakcji. Pełna blokada i groźby ze strony ochrony. Człowiek ten miał za sobą system ludzi go chroniących, chroniących jego kłamstwa...

      Czy przeżyłem szok? Tak. Po latach dowiedziałem się, że był tak zwanym "cynglem", czyli dziennikarzem od brudnej roboty. Działał na zlecenie skorumpowanej prezydent pewnego miasta na południu Polski.

      Dowiedziałem się o tym dopiero kiedy ta Pani dostała rekordową ilość zarzutów od prokuratury, o ile pamiętam ponad 1600 zarzutów korupcyjnych, wtedy wszyscy otworzyli usta. Ludzie, których tamten cyngiel opluwał nigdy nie doczekali się nawet sprostowania o przeprosinach nie wspominając. Teraz już ksiądz wie jak to działa.

      Wspomnę, że po wielu latach ochrona nadal wie z kim tego dziennikarza nie powinna łączyć...
      doceń 10
    • livka
      13.06.2014 13:44
      Pytanie tylko, czy ów dziennikarz miał wpływ na to, co wydrukowano? Czy ktoś nie "podkręcił" jego tekstu, albo nie "dorzucił mięsa" jak potocznie określa się takie działanie. Ja po 10 latach pracy w prasie regionalnej, z wielkim żalem rzucałam pracę. Właśnie dlatego, że pisałam tekst, a na drugi dzień to co czytałam w gazecie nie oddawało tego co napisałam. Nazwisko oczywiście było moje, a nie redaktora podkręcającego. Na nic moje prośby, by podpisał się ten co pozmieniał. Nie tyle nie mogłam patrzeć w lustro, co ludziom w oczy. Też musiałam tłumaczyć się, że nie ja pisałam, to co podpisałam. Smutna rzeczywistość, która zapewne nie tylko mnie zmusiła do rezygnacji z ukochanego zawodu. A działo się to jakieś 6 lat temu, więc rzecz się dzieje nie od dziś.
    • issewen
      13.06.2014 14:05
      Po prostu obrzydliwy konformista - życzę mu nawrócenia i zmiany życia, żeby za służbę kłamstwu nie został potępiony.
    • adamp_314
      13.06.2014 14:22
      @ks. Rafał
      @Alpejski

      Myślę, że warto ujawniać, w których redakcjach dzieją się takie rzeczy. Przy tym, o ile w przykładzie Alpejskiego wydaje się, że za dziennikarzem stała redakcja, o tyle w felietonie nie jest to do końca jasne, czy dziennikarza prowadził ktoś z redakcji, czy też ktoś z zewnątrz. Taka "wtyka" w mediach może być przydatna dla różnych osób czy instytucji, a poważne redakcje starają się z nimi walczyć, bo psuje to ich reputację.

      Zapewne niewielu czytelników GN wie, że Elsevier - wydawca, wielki monopolista na rynku czasopism naukowych - postanowił sobie dorobić i w latach 2000-2005 założył sześć czasopism wyglądających na naukowe a w rzeczywistości opłacane przez koncerny farmaceutyczne. Gdy to się wydało w 2009 roku wybuchł skandal, który do dzisiaj ciąży nad wizerunkiem wydawcy. Stąd mój apel by nie pisać tak "ogólnie", nie wszyscy dziennikarze i nie wszystkie redakcje tak działają. Więcej informacji o skandalu z Elsevier można znaleźć na przykład tutaj:

      http://www.the-scientist.com/?articles.view/articleNo/27383/title/Elsevier-published-6-fake-journals/

      I jeszcze ciekawostka: jak widać w prasie popularnej zdarza się, że nie wszyscy współautorzy są podpisani pod tekstem. W publikacjach naukowych zdarza się na odwrót - bywa, że podpisane są osoby, które nie kiwnęły palcem przy badaniach...
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół