• facebook
  • rss
  • Nie bójmy się być radykalni

    Karol Białkowski:

    |

    Gość Wrocławski 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    O niezwykłej sile mediów w kreowaniu poglądów społeczeństwa na małżeństwo i rodzinę oraz o tym, jak nie dać się zmanipulować, z ks. dr. Rafałem Kowalskim, dyrektorem Wydziału Komunikacji Społecznej i rzecznikiem prasowym wrocławskiej kurii, rozmawia Karol Białkowski.

    Karol Białkowski: Proszę odpowiedzieć tak lub nie: manipulują nami?

    Ks. Rafał Kowalski: Kto?

    Media?

    Wolę określenie: wywierają wpływ.

    Zatem mówią, jak mamy myśleć...

    Na pewno wpływają na to, o czym myślimy. Jest to jedno z najsilniejszych narzędzi wpływu. Redaktorzy oszałamiająco skutecznie zwracają uwagę odbiorców na to, co w danym dniu uznali za najważniejsze. Pewne tematy trafiają na pierwsze strony gazet i na początek serwisów informacyjnych, bywają powtarzane w kolejnych dniach, nierzadko podejmowane w różnych programach. Badania wskazują na wysoki stopień korelacji pomiędzy tym, co media uznały za istotne, a tym, co wymieniali odbiorcy zapytani o sprawy dla nich ważne. Poza tym dostrzegam coś, co określiłbym mianem nieformalnych agencji informacyjnych. Wystarczy, żeby duża stacja wrzuciła informację na swój pasek lub podała ją jako najważniejszą, a pomniejsze redakcje natychmiast podejmują temat. W ten sposób ilość programów, audycji, artykułów nagłaśniających daną kwestię rozprzestrzenia się niczym wirus.

    Jak to się ma do kształtowaniu obrazu małżeństwa i rodziny?

    Jeśli takim tematem będzie np. niechęć młodych ludzi do zawierania małżeństwa albo wzrost liczby rozwodów i media będą z różnych stron ukazywać bezsens zobowiązań na całe życie, wykorzystując przy tym takie metody wywierania wpływu na ludzi jak autorytet czy społeczny dowód słuszności, nie uwierzę, że pozostaje to bez wpływu na podejmowane decyzje. A ten mój brak wiary wynika z obserwacji i rozmów (już nie tylko z młodymi) ludźmi, którzy mówią: „Papierek nie jest mi do niczego potrzebny” czy „Co z tego, że syn czy córka żyją bez ślubu? Dziś wszyscy tak postępują”.

    Wspomniał Ksiądz o metodach wywierania wpływu...

    Od dziecka jesteśmy wychowywani, żeby wierzyć autorytetom. Najczęściej przynosi nam to korzyści, ponieważ występują one z poziomu wiedzy, który dla przeciętnego człowieka jest niedostępny. Gdy prosimy o radę lekarza czy naukowca, rzadko analizujemy to, co usłyszeliśmy. Opłaca się nam to do momentu, gdy ktoś nie będzie chciał skorzystać z tej naszej „słabości”. Często w programach informacyjnych wypowiada się „ekspert”, który z pozoru jest neutralnym komentatorem. Kiedyś wydawało mi się, że jeśli jest to profesor doktor habilitowany, to jest on największym autorytetem w kraju. Niestety rzeczywistość jest brutalna. Często po prostu dziennikarz ma jego numer telefonu w swoim notesie i to jest jedyne kryterium doboru. Nikt mi nie powie, że kiedy w dyskusji na temat in vitro komentatorem jest wprawdzie profesor, ale ten, który posiada klinikę przeprowadzającą te zabiegi, bezstronnie wypowie się o problemie. Tymczasem w umysłach ludzi pozostaje jedno: „Mówili o tym w telewizji i wypowiedział się naukowiec”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół