• facebook
  • rss
  • Poszli wszyscy do stajenki

    kb

    dodane 29.12.2014 14:25

    Żywa szopka w Miękini trwała tylko jeden dzień. To wystarczająco długo, by sprawić wiele radości całym rodzinom.

    - Pomysł wyszedł od księdza proboszcza, Waldemara Kocendy. Podchwyciliśmy temat i zaraziliśmy entuzjazmem całą radę parafialną - mówi Wanda Mickiewicz, szefowa Akcji Katolickiej w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Miękini. Jak zaznacza duszpasterz, w realizację dzieła było zaangażowanych sporo osób. - Każdy był odpowiedzialny za jakiś odcinek przygotowań - wyjaśnia.

    Przedsięwzięcie nie było wcale proste, bo wokół plebanii nie było pomieszczenia przygotowanego na przyjęcie żywych zwierząt. - Szopkę zrobiliśmy z pomieszczenia, które służyło do przechowywania metalowych ławek, które na wiosnę wystawiamy wokół kościoła. W ten sposób uzyskaliśmy puste pomieszczenie, w którym wybudowaliśmy odpowiedniej wielkości boksy - tłumaczy Stanisław Ziejka, członek rady parafialnej. Podkreśla, że wszystkie prace trwały dwa tygodnie. W. Mickiewicz dodaje, że w porządkowanie pomieszczenia zaangażowali się chłopcy z Ochotniczej Straży Pożarnej.

    Żywa szopka cieszyła się ogromną popularnością   Żywa szopka cieszyła się ogromną popularnością Karol Białkowski /Foto Gość Jak się okazało największy problem był ze zwierzętami. - Miękinia niby jest wsią, ale faktycznie jest sypialnią dla Wrocławia. W naszej miejscowości jest tylko jedno gospodarstwo rolne. Stamtąd wypożyczyliśmy cielęta i barany, kozy przywieźliśmy z sąsiedztwa, a króliki podrzucili nam państwo z osiedla. Natomiast koń dotarł do nas z parafii obok - wylicza szefowa parafialnej Akcji Katolickiej. Przekonuje, że wszyscy gospodarze zadeklarowali, że jeśli w przyszłym roku inicjatywa zostanie ponowiona, to oni przyprowadzą swoje zwierzęta już na Wigilię, po to, by szopka funkcjonowała przez całe święta.

    Zarówno pani Wanda jak i pan Stanisław przekonują, że żywa stajenka została wybudowana, by dać radość mieszkańcom miejscowości, zwłaszcza dzieciom, które niejednokrotnie, mimo, że mieszkają na wsi, nie widziały nigdy z bliska zwierząt hodowlanych.

    Ks. W. Kocenda zwraca uwagę, że szopka miała służyć zintegrowaniu społeczności lokalnej. Głównym punktem programu było popołudniowe misterium bożonarodzeniowe, kolędowanie i ognisko.

    - Ufam, że w miarę jak będziemy tę inicjatywę podejmować w przyszłych latach, to będzie ona rosła i uatrakcyjniała święta - mówi ksiądz proboszcz. Nie wyklucza, że za rok pojawią się kolejne okazy, np. osioł, czy... wielbłąd. - W Miękini nie ma rzeczy niemożliwych - dodaje S. Ziejka.

    _____________

    Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • marek_32
      29.12.2014 22:55
      Poprawki do tekstu Pani Mitkiewicz a nie (Mickiewicz) ,Kozy zostały przyprowadzone od niedalekiej sasiadki plebani Miękińskiej a nie z sąsiedniej wioski.Trzeba tu taż podkreslić również że koń został przyprowadzony przez Pana Mazura z Księgienic ojca naszego młodego i wielokrotnego medalisty w wyścigach konnych na wrocławskich Partynicach calej Polski jak i rownież teraz na swiecie SZCZEPANA MAZURA o ktorym nic nie pisze się w naszej Gminie i w lokalnej prasie a przeciesz to chluba naszej Gminy.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół