• facebook
  • rss
  • Zachowali się, jak trzeba

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 11/2015

    dodane 12.03.2015 00:15

    Dzisiaj możemy już z całą pewnością powiedzieć: Danuta Siedzikówna „Inka” zostanie patronką I LO we Wrocławiu. Dlaczego ten proces się tak odwlekał?

    Głośna sprawa, która dwa tygodnie temu obiegła całą Polskę, nie zaczęła się od zeszłorocznego głosowania uczniów. Dwóch chłopców, na początku 2014 roku maturzystów I Liceum Ogólnokształcącego, wyszło do władz szkoły z propozycją, żeby bohaterską sanitariuszkę Armii Krajowej włączyć do plebiscytu jako jedną z kandydatek na nowego patrona. Dzisiaj Patryk Rynkiewicz i Damian Fiet cieszą się z efektu końcowego, choć mają duże wątpliwości co do stylu, w jakim go osiągnięto, i społecznego odbioru.

    Na razie propozycja

    – Doszliśmy do wniosku, że „Inka” idealnie nadaje się na patrona naszej placówki. Ginąc za ojczyznę, była w licealnym wieku. Jako młoda dziewczyna wykazała się wielkim bohaterstwem, a to trafia do współczesnej młodzieży – mówi Patryk Rynkiewicz. Na początku chłopcy „uderzyli” ze swoją propozycją do rówieśników ze szkolnego korytarza. Przedstawiali postać Danuty Siedzikówny z pomocą stowarzyszenia „Odra–Niemen”, do którego należą. – Trzeba podkreślić, że pomogło nam wtedy wielu nauczycieli, bo nie było to łatwe przedsięwzięcie. Promocja musiała się odbyć na bardzo dużą skalę. Chodziliśmy po klasach i zachęcaliśmy do głosowania na „Inkę”, opowiadając o historii żołnierzy niezłomnych – wspomina Damian Fiet. Grono pedagogiczne zdecydowanie poparło działania nastolatków, którzy wkrótce złożyli specjalny wniosek z kandydaturą „Inki” do głosowania.

    Demokratyczna decyzja

    Plebiscyt okazał się sukcesem. Zdecydowaną większością głosów uczniów I LO Danuta Siedzikówna zwyciężyła. „Inka” pokonała innych wybitnych Polaków – noblistkę Marię Skłodowską-Curie oraz pisarza Stanisława Lema. Nie był to tylko wybór uczniów. Także w opinii rodziców i nauczycieli sanitariuszka Armii Krajowej powinna patronować najstarszemu liceum na Dolnym Śląsku. – Środowiska związane z naszą szkołą, a przede wszystkim uczniowie zadecydowali bez żadnych wątpliwości. Sądzę, że to też dobra chwila na taki wybór – mówiła w połowie marca 2014 roku dyrektor szkoły Irena Podgórska. Dodała, że spodziewała się takiego wyniku głosowania i go szanuje. I że gdy patrzy na młodych ludzi, wydaje się jej, że bardziej identyfikują się z postacią bohaterskiej sanitariuszki, która okazuje się czytelniejsza dla współczesnej młodzieży niż pozostali kandydaci.

    Cisza przed burzą

    Minął rok, jednak dokumenty przygotowywane przez szkołę, nie trafiły do Rady Miasta. Dyrekcja z niewiadomych powodów wstrzymywała się z decyzją. W przeddzień Narodowego Święta Żołnierzy Wyklętych 2015 sprawa ujrzała światło dzienne w mediach internetowych. W rozmowie z dziennikarzem wicedyrektor szkoły Anita Skrzyniarz stwierdziła, że proces nadania szkole imienia został zahamowany z powodu niepokojących głosów różnych środowisk, które podają w wątpliwość wybór „Inki”. – Docierają do nas opinie, że to nie do końca dobra decyzja. Musimy je wziąć po uwagę. Myślę, że rozmawiamy o delikatnej kwestii. Nie powinno pojawiać się tyle zarzutów choćby z zewnątrz, które wyrażają obawę, że wybór „Inki” nie do końca można nazwać rozsądnym – stwierdziła pod nieobecność przełożonej wicedyrektor. Powiedziała również, że w zwią- zku ze zbliżającymi się uroczystościami 70-lecia szkoły pojawia się wielu absolwentów, którzy także wyrażają swoje zdanie na ten temat. – W większości spotykamy się z opiniami negatywnymi. Powinniśmy brać je pod uwagę. Trzeba wybrać patrona wszystkich lub prawie wszystkich pracowników i uczniów szkoły – zakończyła rozmowę A. Skrzyniarz.

    Burza, czyli catharsis

    Te słowa obiegły cały kraj, wywołując powszechne oburzenie. Coraz to nowe media podejmowały sprawę. Szkoła się zabarykadowała, jej dyrekcja nie chciała odpowiadać na pytania, co jeszcze bardziej skłoniło opinię publiczną do domysłów. Placówce przyklejono łatkę bastionu komunistycznego, a jej nauczycieli i władze okrzyknięto zwolennikami poprzedniego ustroju. Z całego kraju spływały komentarze wspierające uczniów i zdecydowanie negatywnie wyrażające się o decyzji dyrekcji. Medialny szum zrobił swoje. Kiedy sprawą zajęli się przedstawiciele miasta, szybko okazało się, że w dwa dni można wszystko załatwić.

    Moim zdaniem

    I LO będzie nosić imię Danuty Siedzikówny „Inki”, ale sposób, w jaki cel osiągnięto, pozostawia niesmak. Dzisiaj dyrektor Irena Podgórska tłumaczy, że głównie opinia koła absolwentów funkcjonującego przy szkole zahamowała decyzję. Nie mogła ot tak jej zlekceważyć. A Damianowi i Patrykowi, mimo niewątpliwego sukcesu ich pomysłu, jest po prostu przykro. Społeczeństwo na fali skandalu wieszało psy i wylewało pomyje na pracowników szkoły, którzy przecież od początku solidaryzowali się z pomysłodawcami nadania szkole imienia niezłomnej. Ktoś niestety znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem. Na szczęście żadne z nich go nie dosięgło.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół