• facebook
  • rss
  • Odkryty we florenckim klasztorze

    Radek Michalski

    |

    Gość Wrocławski 29/2015

    dodane 16.07.2015 00:00

    Błogosławiony Czesław odnalazł się w sercu Toskanii. Nie była to jednak wakacyjna wyprawa...

    Jak tam trafił? – „Brat Czesław, świętego Jacka brat rodzony...” – dr Wojciech Kucharski tłumaczy fragment zniszczonej, łacińskiej inskrypcji spod fresku. – Nie mam wątpliwości, że chodzi o patrona naszego miasta, tym bardziej, że znane jest podobne przedstawienie tej postaci.

    Szkoła w starym klasztorze

    Zaczęło się dość niepozornie. Otóż w nieużywanej części dominikańskiego klasztoru San Domenico, kilkaset metrów od granicy Florencji, otwarto biura Centrum im. Roberta Szumana. Instytucja ta, będąca częścią Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego, prowadzi zaawansowane badania w zakresie nauk społecznych, głównie politologii i socjologii, ale nie brakuje w niej także projektów interdyscyplinarnych. Dyrektor jednego z takich projektów prof. Olivier Roy otrzymał swoje nowe biuro właśnie w klasztorze. – Zajmujesz się religią, to na pewno ściana ci się spodoba – usłyszał, gdy odbierał klucze. I rzeczywiście. Niepozorny gabinet zdobi całościenny malunek, na którym dwóch dominikanów stoi nad pochylającym się wojownikiem w turbanie. W tle widać mury miejskie, brodatego mężczyznę w bogato zdobionej szacie, a w przeciwległej części konnych rycerzy szarżujących w ich kierunku. Przedstawienie dominikanów w dominikańskim przecież klasztorze wydawałoby się zupełnie naturalne. Freskiem zainteresował się odwiedzający prof. Roya o. Maciej Zięba, były prowincjał polskich dominikanów. Po odsunięciu stołu można było odczytać fragmenty znajdującej się przy samej podłodze, częściowo już zniszczonej, inskrypcji. A tam dwa ważne imiona: Cslaus i Hyacinth. Nie było wątpliwości, że mowa o polskich braciach z zakonu kaznodziejskiego, pozostawało jednak pytanie, kogo dokładnie przedstawia fresk. W zidentyfikowaniu głównej postaci pomógł dr Wojciech Kucharski. Na co dzień pracuje we wrocławskim Ośrodku Pamięć i Przyszłość, a swoje naukowe zainteresowania skupia także na przedstawieniach bł. Czesława i badaniach jego kultu. O nich właśnie napisał swój doktorat. – Takich przedstawień jest niewiele – podkreśla. – Liczba dotychczas znanych, powstałych przed XX wiekiem, nie przekracza kilkudziesięciu. Tylko kilkanaście jest poza granicami Polski (głównie w Czechach i kilka we Włoszech) najwięcej znajduje się we Wrocławiu, przy grobie bł. Czesława. Po obejrzeniu zdjęć fresku, zilustrowana scena skojarzyła się dr. Kucharskiemu ze znaną wcześniej grafiką, przedstawiającą domniemany i legendarny chrzest wodza mongolskiej armii oblegającej Wrocław. Czyżby więc miasto widoczne na fresku było tym samym, którego patronem w 1963 r. został Czesław?

    Dzieło do odkrycia

    Klasztor San Domenico w Fiesole został konsekrowany w 1435 roku i z tego okresu pochodzi skrzydło mieszkalne przeznaczone dla braci, w którym odnaleziono fresk. To tam do połowy XV wieku żył i tworzył słynny Fra Angelico (Jan z Fiesole – bea- tyfikowany przez Jana Pawła II w 1982 roku i dwa lata później ogłoszony patronem artystów). Można jednak z pewnością powiedzieć, że wizerunek bł. Czesława znajdujący się w tym klasztorze, nie jest jego autorstwa. Wydaje się późniejszy, stworzony wyraźnie w innym stylu. Nie sposób jednak w tej chwili podać roku jego powstania. – Dalsza część inskrypcji mówi o kazaniach głoszonych przez Czesława do Pomorzan, Prusów i prawdopodobnie Liwów – dodaje dr Kucharski. – Motyw ten pojawiał się w pracy Abrahama Bzowskiego „Tutelaris Silesiae” (Obrońca Śląska), wydanej w 1608 r. i poświęconej bł. Czesławowi. To sugeruje, że fresk nie powstał wcześniej niż w XVII wieku. Inną okazją do jego powstania mogło być ogłoszenie Czesława błogosławionym w 1713 roku przez papieża Klemensa XI. Wiadomo jednak, że zmarły w 1242 roku dominikanin cieszył się czcią jeszcze przed papieskim dekretem, stąd aureola widoczna wokół jego głowy nie rozwiązuje zagadki ostatecznie. Widać, że klasztorna ściana na której znajduje się fresk, była zamalowywana, a nawet wykuto w niej drzwi (obecnie zamurowane). Wszystko to na długo jeszcze przed wynajęciem budynku przez centrum Roberta Szumana. Nic zatem dziwnego, że historii malowidła nie pamiętają mieszkający w klasztorze dominikanie. Jednak sami zainteresowali się dziełem i obecnie prowadzą kwerendę w archiwum klasztornym, która może przynieść rozwiązanie zagadki pochodzenia fresku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół