• facebook
  • rss
  • Świadectwo Urszuli

    Urszula

    dodane 03.08.2016 20:19

    Moja pielgrzymka do Częstochowy zaczęła się w kwietniu 2015 r. w Rzymie - wspomina.

    Musieliśmy wcześnie wstać, by dojechać do Watykanu na Mszę św. o 7.15. Po Mszy opuściły mnie siły i ledwo chodziłam. A tu Święte Schody, nie wolno z nich zawrócić…Idę na kolanach. Nikogo przede mną nie ma. Idę. Zobaczyłam poręcz. Trzymam się jej. Widzę ślady krwi Chrystusa (...).

    Na kolacji wszyscy zmęczeni gorącym dniem, a tu na salę tanecznym krokiem wchodzi Irena. Jakby cały dzień odpoczywała. Pytam ją, skąd ma tyle siły, a ona odpowiada, że chodzi pieszo do Częstochowy. Była już 33 razy. Nie była w jednym roku, bo autobus przejechał jej po stopie i długo się goiło. Niesamowite. Mieszka niedaleko mnie, więc zaczynamy się spotykać. Daje mi książkę o pielgrzymce wrocławskiej „Dopokąd idę”. Czytam jak Biblię. Potem w trakcie lektury rozpoznaję opisywanych tam ludzi. Namawia mnie, by iść z nią, spać w jej namiocie. A ja walczę z moim lenistwem i strachem.

    1 maja 2015, pielgrzymka na Ślężę. Pierwszy raz widzę Orzecha – mówi porywająco. Spotykam Adama. On też chodzi do Częstochowy. Pierwszy raz razem z Ireną, 35 lat temu. Niesamowite, gdy odkrywam, że ludzie czekają na pielgrzymkę cały rok, że biorą specjalnie urlop w pracy, by tak go spędzić. Szok. Umawiamy się, że będziemy się nawzajem za siebie modlić „Pod Twoją obronę…”, aby pójść na pielgrzymkę. Dzwonią obydwoje do mnie. Mogę się o wszystko pytać: jak się przygotować, co zabrać. Zapisuję się w swojej parafii. Ksiądz zdziwiony. Gdy 1 sierpnia idę do kościoła po znaczek i Vademecum, na Mszy św. udziela mi specjalnego błogosławieństwa św. Rafała. Tydzień wcześniej dostałam od sąsiadki pamiątkę z Medjugorie – obrazek Matki Bożej; od cioci z Anglii Matkę Bożą Fatimską, bo była w Portugalii. Dzwoni ciocia z Dębnicy i opowiada o Matce Bożej z La Salette (też kartkę przysłała). W jednym tygodniu "trzy Matki Boskie" w moich rękach…

    Niedziela, 2 sierpnia 2015. Do Wrocławia zamiast mojej córki wiezie mnie chłopak drugiej, Rafał. To też jest znak. Jest Adam. Irena przedstawia mi "Babcię". Tę "Babcię!", najskromniejsza z kobiet, o lasce i w starych gumowych klapkach, w których chodzi co roku. Irena pokazuje mi rolnika, który przejdzie ten etap i ostatnie dwa do Częstochowy. Ma 80 lat. W katedrze do moich rąk trafiają znaki 1 i 16. Towarzyszyć mi będą całą drogę. (…). Piękna Msza w Malinie, na trawie pod drzewami. Piękne kazanie Orzecha. Mogę go słuchać bez końca. Takie mądre i proste słowa... Jak Jan Paweł II, umie trafić do każdego.

    Pierwsza w życiu noc w namiocie. Z kim?! Drugą osobą jest Danka – niesamowicie podobna do mojej „pierwszej mamy”. No dobra. Tylko spokój. Przecież sama prosiłam o łaskę wybaczenia jej na tej pielgrzymce, a tu jej sobowtór i jeszcze mamy razem spać. Okazuje się sympatyczna. Gdy biję się z myślami, że nie mogę wybaczyć do końca tego, co zrobiła mi „pierwsza mama”, jakby w odpowiedzi następnego dnia ta obca mi kobieta całuje mnie szczerze. To lek na moją duszę. „Miłość jest największym egzorcyzmem”. Zgadza się. Jestem wolna. Moje serce wybaczyło.

    Pomagamy sobie jak w rodzinie. Namiot jest Ireny. Danka też pierwszy raz na pielgrzymce i w namiocie. Ale jest starsza ode mnie. Po zawale, po przeszczepie, z chorymi nogami. Chodzi z kijkami. Jak dobrze, że swoich nie wzięłam, tylko przeszkadzają. Uczę się chodzić w kolumnie. By nikogo nie deptać, by mieć trochę świeżego powietrza. Gdy padam na nos, widzę uśmiechniętego, ba, tańczącego „ochroniarza” w wielkości niedźwiedzia. Jak jego uśmiech podnosi na duchu i daje sił do drogi! Zaczynam podnosić głowę. Też patrzę pod nogi, ale uśmiecham się. Nie będę iść jak stado baranów, pędzona z głową do ziemi. Nie. Ja idę radośnie, z własnej woli, z głową do góry (szyja opalona na dowód). Brat Roman z tyłu, brat Zbyszek z przodu. Po paru dniach przeprosiłam ich, bo na początku mnie wkurzali i nie rozumiałam ich zadania. Największy szacunek dla Błażeja. Gdy jedzie samochód, nie drgnie na milimetr. Ryzykuje własne życie, byśmy szli bezpiecznie. Nie mogłam odkryć, kim jest. Na początku w myślach nazywałam go swoim aniołem stróżem, archaniołem Rafałem, a może Michałem.

    (…) Gdy w ostatnie dni asfalt miał ponad 50°C, powietrze w cieniu 40°C, dzieliliśmy się ostatnim łykiem wody, czym kto co miał do jedzenia i picia, aby dojść razem. Zrozumiałam, że nie możemy się zatrzymywać, gdy ktoś zwalnia. Musimy iść równym tempem do celu. Jak w życiu. Różne rzeczy mogą nas odciągać od Boga.  

    Noc na cmentarzu. Wszyscy już śpią. Mnie w pierwszej chwili ogarnia przerażenie. Jakby nawiedziły mnie duchy. Uczucie to mija, gdy postanawiam, co zrobię po powrocie do domu. Po pierwsze – rozbiję i wyrzucę rzeźbę Buddy, która plącze się z nami od początku małżeństwa (figurę przyniósł mąż), aby moje dzieci i mąż wrócili do Boga. Drugie – dam na Mszę Gregoriańską za teścia. Mogłam wreszcie spokojnie zasnąć. Gdy tylko wróciłam do domu, obydwie te sprawy załatwiłam. Przedtem 20 lat nie miałam dość silnej woli, by to zrobić.

    Babcia. Ta babcia pocałowała mnie 2 razy. A swojej babci jednej nie widziałam nigdy, żadnego dziadka, jedną babcię tylko raz. Ten pocałunek wynagrodził mi to. Mam babcię. Prawdziwą. Mam tylu braci i tyle sióstr. Zrozumie tylko ten, kto był adoptowany, kto wychowywał się sam, wiedząc, że ma brata i siostrę rodzoną, ojca i matkę, która dziecku powiedziała: nie mów do mnie "mamo". Ta pielgrzymka to lek na moją duszę. Nie muszę rozumieć. Mam kochać i wybaczać. Irena – to moja matka duchowa, a ja jej córka. Dużo mnie nauczyła, a ja staram się jej słuchać.

    Siostra Helena ma 80 lat, sztuczne biodro i chodzi, co rok. Mówi do mnie „kulka”. Czemu? Jestem taka gruba? Nie, jestem podobna do jej córki – też Uli, na którą mówi kulka. Jakaś siostra nazwała mnie Eulalią – też ładnie. Mam nowe imiona i nową rodzinę. Grupę I. Kocham Was. Czuję się jak w domu. Jak zrobić by w moim prawdziwym domu była taka atmosfera? To moje zadanie. Kochać męża i dzieci. Muszę im powiedzieć, że żyją w grzechu, niech się pobiorą.

    *

    W naszej jedyneczce pielgrzymowali obcokrajowcy: Wietnamczyk, 2 Murzynów z Afryki, Francuz, Bułgarzy i pielgrzymi z Kanady. Jakoś szczególnie nie lubię Różańca. Za długi, plączą się tajemnice. Wolę Koronkę do Miłosierdzia. Gdy codziennie odmawiałam na palcach Różaniec w drodze, w tych obcych językach też, zwróciłam uwagę, że [obcokrajowcy] trzymają różańce w rękach i modlą się idąc. Gdy obok mnie szedł brat, który modlił się na dużym różańcu, zrobiło mi się wstyd (…). To on swoją postawą namówił mnie do Różańca. Będąc 15 sierpnia w Licheniu kupiłam sobie taki duży różaniec i nie wstydzę się (oj nie zawsze…) wyjąć go między ludźmi i modlić się. (…). Szkoda, że dochodzimy do Jasnej Góry. Chciałabym by ta pielgrzymka wyruszyła dalej przed siebie po wszystkich wsiach Polski, a może jeszcze dalej do Santiago… (…).

    26 lipca 2016 r.

    Jeśli przyjaciel mówi ci "Idź", to idź. Nie wiadomo, kiedy będzie następny raz. Mój był dopiero po 30 latach. Pierwszy raz namówiła mnie koleżanka ze szkoły, w 1985 r. Nie miałam dość odwagi. Najtrudniej wyruszyć, wyjść z domu. Co zmieniło się w  moim życiu przez ten rok? Błogosławię w myślach osoby, zwłaszcza smutne i biedne; podaję rękę w kościele na znak pokoju każdemu obok mnie (nauczyłam się tego na pielgrzymce); rok temu do Częstochowy przyjechał do mnie mój mąż. Był pierwszy raz w życiu w Częstochowie i płakał przed Matką Bożą. Po tylu latach poszedł w grudniu do spowiedzi; odprawione zostały Msze św. gregoriańskie; posążek Buddy wylądował na śmietniku pierwszego dnia po powrocie.

    W tym roku nie idę (6 sierpnia ślub mojej córki i Rafała), dołączam więc do szesnastki. Myślami jestem z braćmi i siostrami (...). A na koniec: jestem szczęśliwa cały rok, jestem "dzieckiem chrztu Polski", urodziłam się w sierpniu 1966 roku...

    Siostra Urszula

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół