• facebook
  • rss
  • Diamentowi

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 07/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    Poznali się 62 lata temu. On upatrzył ją sobie na zabawie, przyprowadził do stolika. Została z nim na zawsze.

    Od 40 lat jest z nimi niezmiennie także „Gość Niedzielny”. – Cenię „Gościa” za rzetelność i wyważony punkt widzenia. Nigdy na przestrzeni tylu lat mnie nie zawiódł. Zawsze uczciwie podchodził do spraw, którymi się zajmował. Pełen profesjonalizm – mówi Stanisław Gąszczak. Jego żona podkreśla, że gazeta zawsze była prowadzona na wysokim poziomie. – Nie upolitycznił się, jak wiele innych tytułów. Broni i pokazuje wartość rodziny. Zawsze co tydzień czytamy od deski do deski – dodaje Irena Gąszczak. Teraz na łamach swojej ulubionego pisma dzielą się świadectwem 60 przeżytych małżeńskich lat.

    Talerze nie latały

    Wszystko zaczęło się 9 maja 1955 roku. – Poszedłem z kolegami na taką PRL-owską zabawę. Wchodzę na korytarz, gdzie siedziało kilka pań. Mówię do nich: Ja już mam dziewczynę na całą zabawę. Oni pytają, o którą mi chodzi. Odpowiedziałem: Jak przyprowadzę do stolika, to zobaczycie. I przyprowadziłem – wspomina Stanisław Gąszczak. – Spotykaliśmy się ze sobą 2 lata. 22 kwietnia 1957 roku wzięliśmy ślub – dodaje. Dziś mają dwie dorosłe córki i dwoje wnuków. – Bywało raz lepiej, raz gorzej, nie zawsze różowo, ale talerze nie latały. Dobraliśmy się charakterami (śmiech) – opowiada Irena Gąszczak. Wrocławskie małżeństwo każdego ranka dziękuje Bogu, że otwarli oczy, a On dał im kolejny dzień. Już 50 lat mieszkają w parafii księży salezjanów pw. Chrystusa Króla we Wrocławiu. Należą do tych, którzy budowali kościół. A wiara w Boga, jak podkreślają, była z nimi cały czas. – Spotkaliśmy się jako młode osoby wierzące i dla nas to było ważne, że jesteśmy świadomymi katolikami. Tak też wychowaliśmy dzieci i wnuki. Nie trzeba było ich zmuszać do chodzenia do kościoła, bo daliśmy im przykład. Nie może tak być, że rodzic wypędza dzieci na Mszę św., a sam na nią nie uczęszcza – mówi pani Irena. Bóg stał zawsze w ich życiu na pierwszym miejscu.

    Słowo „rozwód” nie istnieje

    Ich recepta na udane małżeństwo wydaje się banalna, ale nie da się ominąć tego, o czym mówią, gdy myśli się dobrym związku. – Wzajemna miłość i pełne zaufanie budują silną relację. Oszustwa, zdrady ją niszczą, dlatego uczciwość pełni tutaj kluczową rolę. Czasy nie były łatwe, ale przeżyliśmy je razem. Nigdy nie padła myśl o rozwodzie. Nie wyobrażam sobie innego męża. Zresztą takiego męża bym już na pewno nie dostała – uśmiecha się 79-latka. Pan Stanisław dodaje, że za ich czasów młodzieńczych jak ludzie się zapoznawali, to nie zwlekali ze ślubem. – A teraz na coś czekają. Najpierw kilka lat pożyją ze sobą „na kocią łapę”, potem wezmą ślub. Później dopada ich poważniejszy kryzys i od razu rozwód – diagnozuje ojciec i dziadek. Małżonka wspomina, że kiedyś rozbite małżeństwa nie były tak powszechne. Ludzie mieli twarde zasady. Nie dopuszczali myśli o rozstaniu. – Wiadomo, że zakochanie szybko mija. Teraz młodzi kilka razy biorą ślub. Ja sobie tego w ogóle nie wyobrażam. Przysięga sprzed 60 lat dalej mnie obowiązuje i chcę jej dotrzymać do końca. Dlatego nigdy nie zakładaliśmy życia bez siebie. A teraz mąż w lewo, a żona w prawo… – zamyśla się pani Irena. Oboje stwierdzają, że współczesnym parom czasem brakuje odpowiedzialności przy zakładaniu rodziny.

    Patrz na wzory, nie na pozory

    Gdy dziadkowie wspominają czasy dzieciństwa i młodości, zgodnie oświadczają, że młodzi dzisiaj mają wszystko. – Myśmy tego nie mieli. Łóżko żelazne, stół z desek mąż zbijał. Ciągle się dorabialiśmy. A teraz ludzie wszystko chcą mieć od razu. Rozpieszczeni – uważa Irena Gąszczak. Jej zdaniem, społeczeństwo w zbytnim dobrobycie traci moralność. Nie potrafi korzystać odpowiednio z wolności. Pani Irena zauważa, że kiedyś czasu było więcej. Ludzie spotykali się towarzysko, przychodzili do siebie. – A teraz wszyscy zagonieni. Komputery i smartfony to złodzieje czasu – dodaje 79-latka. Jak o sobie mówią po 60 latach? – Zdyscyplinowany, sumienny, pracowity i uczciwy wobec mnie. Gdybym miała jeszcze raz wychodzić za mąż, to tylko za niego! – zarzeka się pani Irena. – Moja żona jest dla mnie wszystkim. Kocham ją niezmiennie. Dzisiaj takich dziewcząt nie ma. Prowadzi dom, opiekuje się finansami, troszczy się o mnie – mówi pan Stanisław. Nie rozumieją, dlaczego w mediach pokazuje się ciągle celebrytów, którzy po dwa, trzy, cztery razy wychodzą za mąż lub żenią się. – To są wzorce? – pyta 84-latek. Stanisław i Irena Gąszczakowie dzieciom i wnukom służą za wzór. Sami mówią, że życie ich nigdy nie rozpieszczało, ale zawsze cieszyli się sobą. A dziś dalej widać w ich oczach tę samą miłość, która rozpoczęła się 62 lata temu.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół