• facebook
  • rss
  • Mamo, mamo dobij!

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 01.03.2017 09:50

    "Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami, jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: »Mamo, mamo dobij!«".

    Gdy w środku pięknego polskiego lata, 18 lipca 1946 roku, w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej 35 we Wrocławiu prokurator odczytywał wyrok, śpiewali „Pod Twoją obronę”. W ostatniej chwili przed śmiercią, tuż po pocałowaniu krzyża, razem krzyknęli: „Niech żyje Polska!”. Wśród nich była 22-letnia Helena Motykówna, aresztowana i skazana na karę śmierci wraz z innymi żołnierzami z oddziału. Do samego końca nie straciła hartu ducha i nie dała satysfakcji stalinowskim oprawcom.

    - To jedyna zidentyfikowana kobieta pól 81A oraz 120 - Kwater Ofiar Terroru Komunistycznego. Co więcej, „Dziuńka” została stracona, gdy była w zaawansowanej ciąży (8.–9. miesiąc) - mówi Eugeniusz Gosiewski, wiceprezes Stowarzyszenia „Odra–Niemen”.

    Naoczny świadek wydarzenia, Idzi Gatner, napisał potem:

    "Pod mur postawili tę kobietę w ciąży [Helenę Motykę] i tego Idziego [Piszczałkę] i innych. Ja to widziałem. Ile tam było, dwadzieścia, trzydzieści metrów. Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: »Mamo, mamo, dobij!«. Więźniowie, słyszący i obserwujący dramatyczny przebieg rozstrzeliwania skazanych, rzucili się wówczas do okien i zaczęli walić w miski. Był to ich protest".

    Razem z Heleną zamordowano jeszcze innych żołnierzy: Romana Roszkowskiego, Edwarda Szemberskiego i Idziego Piszczałkę. Szczątki Heleny Motykówny spoczywają na cmentarzu osobowickim we Wrocławiu.

    Helena Motykówna "Dziuńka" stracona została w zaawansowanej ciąży 18 lipca 1946 w więzieniu na ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu.   Helena Motykówna "Dziuńka" stracona została w zaawansowanej ciąży 18 lipca 1946 w więzieniu na ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Archiwum Odry-Niemen

     

    ***


    Eugeniusz Werens ps. „Pik” po wojnie dotarł do Wrocławia, gdzie nawiązał kontakty z byłymi członkami Armii Krajowej i Narodowej Organizacji Wojskowej. 26 stycznia 1946 roku, w mundurze kapitana Wojska Polskiego, w towarzystwie dwóch kompanów udał się do kawiarni „Odrodzenie”, mieszczącej się przy ul. Szczytnickiej. Pech chciał, że zastali w niej kocioł Urzędu Bezpieczeństwa. Doszło wówczas do strzelaniny, w wyniku której zginęło trzech funkcjonariuszy UB i MO, a Eugeniusz Werens został ranny w nogę. Podczas udanej ucieczki ucierpiał jeszcze bardziej w wypadku samochodowym.

    - Niestety, nie miał potem szczęścia. Kilka miesięcy później, w drugiej połowie maja, bezpieka trafiła na trop grupy „Pika”. Został aresztowany jako ostatni w Kielcach wraz z żoną i jej rodziną. Na początku przewieziono go do aresztu WUBP we Wrocławiu, a następnie trafił do więzienia przy ul. Kleczkowskiej - mówi wiceprezes Stowarzyszenia „Odra–Niemen”. Po jednodniowym procesie Werens z resztą swej grupy usłyszeli wyroki śmierci. Wykonano je 16 kwietnia 1947 roku w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej.

    - Wcześniej żonę Werensa, Krystynę Matuszczak, skazano na 7 lat. W więzieniu na świat przyszła ich córka Lucyna, którą pozwolono ojcu zobaczyć tylko raz - dodaje Gosiewski. Ciało Eugeniusza Werensa pochowano na cmentarzu osobowickim. Szczątki zostały zidentyfikowane w wyniku prac zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN.

    Po jednodniowym procesie Eugeniusz Werens ps. "Pik" z resztą swej grupy usłyszeli wyroki śmierci   Po jednodniowym procesie Eugeniusz Werens ps. "Pik" z resztą swej grupy usłyszeli wyroki śmierci Archiwum Odry-Niemen

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    ***

    We Wrocławiu do dzisiaj mieszka sporo rodzin żołnierzy wyklętych, którzy tu żyli, walczyli, a potem byli sądzeni i mordowani. Należy do nich mjr Zbigniew Lazarowicz ps. „Bratek”, członek AK oraz Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Żołnierz niezłomny oraz syn jednego z wielkich niezłomnych - ppłk. Adama „Klamry” Lazarowicza – członka kierownictwa Zrzeszenia WiN, więźnia politycznego, zabitego 1 marca 1951 w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

    To właśnie w kolejne rocznice mordu członków IV Zarządu WiN obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    - Wszyscy przeszli okrutne trzyletnie śledztwo, z nieustannym biciem, głodzeniem i torturami. Każdemu z nich proponowano kolaborację. Bez wahania odmawiali, świadomie wybrali śmierć. Jestem dumny z działań ojca i swoich. Cieszę się, że po latach zakłamywania historii żołnierzy drugiej konspiracji, Polska poznaje prawdę o tych bohaterach - mówi Zbigniew Lazarowicz.  

    Na pamiątkę m.in. egzekucji Adama Lazarowicza ps. "Klamra" uchwalono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych   Na pamiątkę m.in. egzekucji Adama Lazarowicza ps. "Klamra" uchwalono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych Zasoby internetu

     

     

     

     

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • halinkaa
      01.03.2017 12:54
      dzisiaj mordują za dodatkową pizze w Planned Patenthood, a kiedyś za dodatkową wódkę w KBW, ludzie, którzy twierdzą, że takie były wtedy czasy, wszystko robili dobrze i inaczej się nie dało dziś są nadal przewodnią siłą w naszym kraju w większości dziedzin
      doceń 28
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół