• facebook
  • rss
  • Co skrywa "Chata"?

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 21.03.2017 08:29

    Podczas pokazu specjalnego filmu "Chata" ks. prof. Marek Lis analizował popularną produkcję z perspektywy religijnej i teologicznej. Nie wypada ona pod tym względem dobrze.

    Kolejny pokaz specjalny "Gościa Wrocławskiego" dotyczył filmu nakręconego na podstawie bestsellerowej powieści. Uczestniczyło w nim ponad 350 osób. Gościem wieczoru był ks. prof. Marek Lis,  teolog, filmoznawca, wykładowca Uniwersytetu Opolskiego.

    - Według mnie wprowadzanie tego filmu w obieg katechezy byłoby dużym błędem. Być może w obieg innych przedmiotów jak najbardziej. Tam, gdzie jest mowa o pojednaniu, rodzinie, żałobie. Byłbym ogromnie ciekaw opinii jakiegoś terapeuty, bo produkcja bez wątpienia ma potencjał terapeutyczny - stwierdził prelegent.

    Analizował on obsadę i całą ekipę filmową.

    - Próżno szukać w doświadczeniu reżysera i autora scenariusza jakiegokolwiek odniesienia do tekstów religijnych. Co to oznacza? Że materię książkową potraktowali tylko w kategoriach komercyjnych. Przenieśli świetny tekst, który kupiło 20 milionów ludzi na świecie, na ekrany. Dobre myślenie? Pod względem komercyjnym pewnie, czy pod względem religijnym - nie sądzę - skwitował wykładowca.

    Jak zauważył, w przypadku "Chaty" mamy do czynienia z kinem, które przyciąga ludzi, daje rozrywkę, wywołuje emocje i wzrusza. Z czysto ludzkiego punktu widzenia to film przyjemny, który dobrze się ogląda. Jednak z perspektywy religijnej pojawia się kilka zjawisk problematycznych.

    - Jeżeli film próbuje opowiadać o Bogu w Trójcy Świętej, czyniąc z Niego głównego bohatera, to mam prawo zadać sobie pytanie: jakiego Boga ten film pokazuje? - mówił przed kinową widownią kapłan.

    Sięgał także do swojej pamięci filmoznawczej kina religijnego i zastanawiał się, czy komuś udało się w niebanalny i poważny sposób pokazać Boga. Mówił także o ikonie i jej próbie pokazania Boga.

    - Co dzieje się w "Chacie"? Bóg nam się objawia w osobach. Bóg, którego jesteśmy w stanie pojąć, nie może być Bogiem, bo jeżeli Go zrozumieliśmy, to znaczy, że jest mniejszy od nas. I tu Bóg tak pokazany w filmie, przestał być Bogiem - analizował ks. prof. Lis.

    Trójca, jego zdaniem, w "Chacie" stała się… "czwórcą", ponieważ na ekranie pojawia się jeszcze jedna postać: Mądrość, która ma prerogatywy właściwie takie same, albo nawet odrobinę wyższe niż Bóg.

    - Produkcja porusza także temat apokatastazy, czyli pustego piekła. Czy naprawdę wszyscy zostaną zbawieni? Tego nie wiem. Ewangelia pozostawia jednak co do tej tezy poważne wątpliwości. Zaskoczeniem dla mnie okazało się przywołanie jednej z bardzo dawnych chrześcijańskich herezji, czyli patrypasjanizmu. Nie Syn Boży, tylko Bóg Ojciec zostaje ukrzyżowany. A umieszczenie na krzyżu Boga Ojca jest niechrześcijańskie. Co w takim razie z Wielkim Piątkiem? - zastanawiał się kapłan.

    Zaznaczył, że w filmie spotkamy się z potężnym szantażem emocjonalnym, którego adresatami są sami widzowie. "Chata" także patrzy na grzech w kategoriach kary.

    - Chciałbym, myśląc w ten sposób, nagrzeszyć. Np. komuś ukraść auto ładniejsze od tego, które mam. Sam się ukarzę grzechem. To ryzykowne twierdzenia w filmie. Grzech nie jest jeszcze karą. Karą są konsekwencje grzechu. Ten film neguje więc wolność człowieka. Cokolwiek zrobimy, to i tak się nie będzie liczyło, nie będzie miało znaczenia dla naszego życia wiecznego. Pojawia się relatywizm. Nie ma konsekwencji grzechu - mówił ks. prof. M. Lis.

    Jak podkreślił, film próbuje nieść pociechę, ale robi to w sposób bajkowy, ukazując niechrześcijańskiego Boga. Reżyser sprowadził akcję do wymiaru snu i wizji.

    - Wolałbym, by taki film nie próbował naginać do świata bajki tych postaci, które dla chrześcijan są niesamowicie ważne. Choć oczywiście postulat, jaki stawia: więzi z Bogiem, rozmowy z Bogiem, jest bez wątpienia piękny. Obok rzeczy pięknych, porywających powrzucano zatem całą masę chwastów - uczulał gość specjalny kinowego pokazu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Bezimienny
      21.03.2017 11:03
      Mnie się wydaje, że autorzy filmu lepiej rozumieli przesłanie Biblii, niż się to Szanownemu Księdzu wydaje. Oczywiście obraz Boga zawsze będzie czymś uproszczonym. Ale alternatywą dla strachu przed uproszczeniem jest milczenie. Czyli nie mówić jaki jest Bóg? Tego by ksiądz Lis chciał, żeby Boga zamknąć w pojęciach "natura" "osoba", "miłość", ale bez próby pokazania go jaka osoby wchodzącej z człowiekiem w relacje?

      "Czwórcy" też tam nie ma. Jest odwołanie się do starotestamentalnej personifikacji Bożej mądrości. Wyraźnie widać, ze autorzy nie chcieli, by "osoby" tam występujące nie były traktowane dosłownie. Ojciec jest kobietą bo bohater nie może znieśc myślenia o Bogu jako ojcu. Staje się ojcem, kiedy bohater musi przejść przez próbę zobaczenia miejsca śmierci swojej córki. Przecież to wyraźne odcięcie się od sztywnego przypisywania Bogu wszystkich cech występujących w filmie postaci.... A owa Mądrość pokazana jest po to, żeby widza skonfrontować z podstawowym pytaniem: dlaczego Bóg miałby pod ludzkie dyktando kochać jedne, a nienawidzić drugie swoje dzieci.

      Co do patrypasjanizmu... Nie widziałbym w rzeczonej scenie stwierdzenia, że Ojciec został ukrzyżowany. To raczej pokazanie, że Jego też dotknęło cierpienie Syna, że Jego ból nie był mu obojętny. Taka interpretacja sceny nie wchodzi w grę?

      Nie zobaczyłem też w tym filmie tezy, jakoby nie było konsekwencji grzechu, a sam grzech był już karą. I nie mam pojęcia z jakiej sceny wyciągnął Ksiądz taki wniosek. Podobnie jak trudno mi dopatrzyć się w filmie wspierania tezy o apokatastazie. Świetnie za to pokazano problem, jaki ma Bóg z naszym poczuciem krzywdy: chce zbawienia wszystkich ludzi, nie tylko naszych przyjaciół. Chce zbawienia i tych, którzy sa naszymi wrogami.

      Wcale nie uważam, że film koniecznie trzeba wykorzystywać w katechezie. Wydaje mi się jednak, że ksiądz Lis po prostu się czepia. Czemu? Nie wiem.
      doceń 61
    • lacaro
      21.03.2017 12:31
      No tak. Bóg i Człowiek - to już tylko racjonalizm, schemat myślenia... Serce, przeżywanie, dotykanie... na bok. A już najgorzej z tym piekłem i przebaczeniem. No bo co jak jednak Bóg mojemu wrogowi nic nie zrobi, a przebaczy i kary nie będzie? Załamka normalnie! Jak to? Bez zemsty, piekła... Oj jacy my ludzie jesteśmy trudni. Oj jak my się boimy Miłości - uciekamy od niej w teologię, rozum, aż się kurzy... Jak trudno zwyczajnie powiedzieć: A wiesz Boże! Kocham Cię! Tyle!
      doceń 10
    • Maria-Weronika
      21.03.2017 16:55
      Nie rozumiem tego całego apologetycznego szumu wokół "Chaty". "Chata" nie jest przecież traktatem dogmatycznym, tylko dziełem artystycznym, którego dyskurs ma właściwe sobie środki wyrazu: obrazy, metafory. Dlaczego pełna macierzyńskiej miłości Murzynka (nosząca imię znaczące: Elousia) miałaby być gorszym wyobrażeniem Boga Ojca niż starzec w koronie siedzący na tronie? Albo dlaczego pełna wdzięku Azjatka miałaby być gorszym obrazem Ducha Świętego niż gołębica? Bóg przecież jest zawsze Inny i niewyobrażalny. "Chata" poprzez obrazy i metafory próbuje przekazać prawdę o Bogu, który jest bezwarunkową Miłością, o Trójcy Świętej, która jest naszym "Domem rodzinnym", w którym każdy może się czuć u siebie. O Bogu, który ociera nasze łzy i leczy rany. Czy to naprawdę herezja?
      doceń 25
    • KamilSDS
      21.03.2017 22:05
      Hej, po pierwsze to w ogóle kto kogokolwiek upoważnił do tego aby oceniać "chcenie" czy "nie chcenie" ks. Lisa w sprawie szerzenia naszej wiary i oskarżyć go sobie tak po prostu o złą wolę itd? Sam film właściwie na pierwszym miejscu potępia łatwe ocenianie innych i oskarżanie o byle co. Nie zgodzę się również z Bezimiennym o to, jakoby każda próba prostego pokazania Boga człowiekowi była dobra. Nikt również nie mówi o milczeniu na ten temat.

      Co do rzekomej awersji bohatera do "Boga jako ojca" również się nie zgodzę, ponieważ sam bohater akceptuje Go jako Ojca, ale nie może uznać tego że jest On dobry, a to dwie różne kwestie. Sama Mądrość jest jednym z przymiotów Bożych i ona jako osoba, niezależnie od Boga jak to zostało pokazane w filmie. Owszem - w przeszłości przedstawiano personifikację Mądrości itd., ale należy pamiętać że nie jest ona osobą.

      Co do patrypasjanizmu to widać ewidentnie ślad po gwoździu na ręce Boga, również taki sam pojawia się na rękach Ducha Świętego (tego filmowego), a ludzie nie znający się na teologii bardzo łatwo mogą zinterpretować tę scenę jednoznacznie – że Ojciec i Duch cierpieli – z czym wg mnie ciężko się nie zgodzić. O tym mówił właśnie ks. Lis. Jeszcze raz należy to podkreślić: W świetle wiary katolickiej jest to HEREZJĄ. Ojciec nie może cierpieć, gdyż jest Duchem, to samo tyczy się Ducha Świętego. Jezus mógł cierpieć dzięki ciału, które przyjął.

      W filmie, w jednej z pierwszych scen, w których główny bohater spotyka się z filmowym Ojcem pada z ust Boga stwierdzenie że sam grzech jest karą samą w sobie, co jest ewidentną bzdurą, jak to wyraźnie zaznaczył ks. Lis w swojej prelekcji przed filmem (którą słyszałem "na żywo"). Notabene polecam obejrzeć jeszcze raz spokojnie i dokładnie film. Również polecił bym dokładnie czytać, gdyż ks. Lis powiedział że film porusza temat apokastazy, a nie wspiera tę tezę.

      I wcale nie nazwał bym tej prelekcji "czepianiem się" (notabene kolejne luźne oskarżenie w kierunku ks. Lisa), gdyż każdy kto obejrzy ten film z intencją pogłębienia swojej wiedzy o Bogu (a sądzę że takich ludzi jest sporo), nie wiedząc o tym, będzie Go po nim pojmowała błędnie, a błędy, które są przekazywane w tym filmie już dawno zostały przez Kościół potępione jako herezje.

      Lacaro, owszem, masz trochę racji, jednak teologia broni Cię przed błędnym pojmowaniem Boga. Owszem, skrajny racjonalizm jest czymś kategorycznie złym, ale nie możemy zostać przy samej tylko wierze. Polecam encyklikę papieża Jana Pawła II "Fides et Ratio" (z łac. "Wiara i rozum"). Z niej dowiadujemy się że wiara i rozum są jak "dwa skrzydła, dzięki którym unosimy się ku Bogu". Na „chłopski rozum”: kiedy jedno się złamie, to nie polecimy. Generalnie nie można negować ani rozumu, ani wiary.

      Maria-Weronika. Tak, pewne kwestie zawarte w filmie to herezja (chyba to powtarzam już trzeci raz). Sam ks. Lis również wypowiedział się w kwestii przedstawiania Boga Ojca w postaci starca z siwą brodą, czy Ducha Świętego w postaci gołębicy (co również ogranicza nam nasze pojęcie Boga, który jest czystym duchem). Notabene, w mojej ocenie aktorka grająca Ducha Świętego specjalnie mnie nie przekonała, była jakaś „sztywna” (co wcale nie ujmowało jej urodzie :) )
      Sam jestem zdania że kategorycznie powinniśmy się wystrzegać nawet najmniejszego błędu w tej, chyba najważniejszej dla ludzi sprawie. Również jestem zdania, żeby nie próbować być mądrzejszym niż się jest i nie podważać zdania osób kompetentnych, obeznanych w temacie i z odpowiednią wiedzą, samemu nie mając wiedzy na temat, na który się wypowiadamy. Pozdrawiam serdecznie :)

      W Chrystusie Zbawicielu, kl. Kamil :)
      doceń 13
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół