Nowy numer 47/2020 Archiwum

Gienek Washable - mnich, jakiego nie znacie…

Ksiądz Piotr od 2 lat pracuje wśród Polonii na Long Island w Stanach Zjednoczonych, gdzie towarzyszy mu pluszowy kapucyn, z którym nagrywa odcinki z niedzielnymi komentarzami do Ewangelii.

Od pewnego czasu Gienek ma towarzysza. – Zauważyłem, że pewnym momencie Gienek „przestał się rozwijać”. Dialogował sam ze sobą i był to trochę ślepy zaułek. Jak długo można komentować do kamery Ewangelię? Musi się coś zacząć dziać.

– Mój kolega powiedział, że muszę wymyślić kogoś, kto będzie „złym” Gienkiem, w sensie przeciwnika Gienka. Zacząłem myśleć, jakby to ugryźć. To miał być ktoś, kto będzie Gienkowym przyjacielem, ale krnąbrnym. W ten sposób pojawił się Fryderyk Szop. Jest takim zwierzakiem, który nie chodził na religię, nie umie czytać, nie wie w ogóle o co chodzi. Zasadniczo niczego nie ogarnia i Gienek mu musi wszystko tłumaczyć od początku. Dlaczego akurat szop pracz? Pamiętam jakieś filmy z dzieciństwa, gdzie to był dla mnie taki symbol Ameryki. Na „Gienek Washable Crew”, ogłosiłem konkurs na imię i wygrał: Fryderyk Szop.

Ewolucja Gienka

Ks. Piotr widzi, że idea Gienka trochę się zmieniła. Choć teraz Gienek jest takim „misjonarzem w sieci”, to pierwotnie pomysł na Gienka w internecie był jedynie po to, by sprowokować ludzi do przyjścia do kościoła Dzieciątka Jezus, gdzie Gienek był swoistą reklamą parafii. Efekt? Na Mszę z udziałem dzieci zaczęły przychodzić przedszkolaki, których wcześniej nie było. Przychodziły zwabione Gienkiem, który był taką przynętą. – Trochę tak jak apostołowie, którzy wychodzą ze świątyni i uzdrawiają chromego. Ludzie widzą coś ciekawego: cud! Zaczynają się gromadzić i wtedy Apostołowie głoszą Ewangelię. Jeżeli nie ma ludzi, to trudno im głosić Ewangelię. Gienek był takim gadżetem, żeby ludzie chcieli przyjść do kościoła i usłyszeć Dobrą Nowinę. – Niestety, żyjemy w takich czasach, że nie wystarczy powiedzieć: „Przyjdźcie do kościoła, bo tam jest Pan Jezus”. – podkreśla ks. Piotr. Czasami trzeba wyjść na ulicę i ciągnąć ludzi za rękę, żeby weszli do kościoła. Gienek jest czymś podobnym, takim plakatem, który wisi i mówi: „Słuchajcie! Mamy wam coś ważnego do powiedzenia”. Ale Gienek nigdy nie będzie celem, zawsze pozostanie środkiem – dodaje. Ks. Narkiewicz zwraca również uwagę, że pojawiają się zarzuty, że Gienek jest infantylny, a ludzie nie chcą „pluszowych” księży. – Ale Gienek nie mówi infantylnych rzeczy, on mówi jedynie językiem dziecięcym. I to jest różnica. – Czasami jak słucham tego, co do mnie mówi, to aż w pięty idzie! No bo ja nie wiem, czy zdanie: „jak kochać nieprzyjaciół, skoro jest tak trudno kochać przyjaciół”, jest takie infantylne. Jest proste – Gienek stara się mówić językiem, który ludzie rozumieją. A czemu w internecie? Bo tam można teraz spotkać ludzi. I można spróbować doprowadzić ich do spotkania z Bogiem, już nie wirtualnie, ale w realu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama