Nowy numer 5/2023 Archiwum

Między kontuarem a klockami

Mikołaj Ożga to prawdopodobnie najmłodszy organista w Polsce. Siedmiolatek idzie w ślady pradziadka, dziadka i ojca.

Wydaje się, że wychowywanie się w rodzinie, w której są tak duże organistowskie tradycje, zdeterminowało przyszłość Mikołaja. Z drugiej strony często się słyszy od specjalistów psychologii rozwojowej, że trzeba zostawić przestrzeń młodemu człowiekowi, by mógł sam odkryć swoje pasje. Rolą rodziców jest towarzyszenie i pomoc, by otrzymanych przez ich pociechy talentów nie zmarnować.

Pandemia pomogła

Tata Mikołaja – Paweł – jest organistą w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Oławie. Jest absolwentem wrocławskiej Akademii Muzycznej, chórmistrzem, aranżerem, wykładowcą akademickim. Od lat prowadzi również studio nagrań muzyki klasycznej Classical Sound Studio.

To właśnie od jednej z muzycznych produkcji rozpoczęło się odkrywanie niezwykłych zdolności jego syna. – Wpadła mi w ucho płyta, którą tata nagrał. Wtedy zacząłem sobie grać w domu ze słuchu – mówi 7-latek. Jego ojciec dodaje, że cała ta sytuacja była związana z pandemią i zamkniętym przedszkolem. – Pracowałem wtedy nad nagraniami muzyki Jana Sebastiana Bacha, zarejestrowanymi w Krzeszowie, zagranymi na wspaniałych organach Englera przez organistę Tadeusza Barylskiego. Chcąc, nie chcąc, Mikołaj musiał „pracować” ze mną. Te melodie tak mu się spodobały, że prosił mnie, abym pokazał mu, jak je zagrać – zaznacza.

Wcześniej chłopiec siadał do domowego instrumentu i tworzył improwizowane melodyjki. – To był czas, gdy miałem problem z własnym ćwiczeniem, ponieważ kiedy siadałem grać, syn siadał ze mną. To była wtedy „gra” na cztery ręce – dodaje tata ze śmiechem. Wkrótce Mikołaj zaczął grać nie tylko ze słuchu, ale również z nut. Pokonywał też jedną z największych barier – wzrost. Tak małemu chłopcu nie było łatwo sięgnąć do pedału. – Czasem siadałem na brzegu ławki, by go dosięgnąć. Było też tak, że tata mnie przytrzymywał, wtedy mogłem zagrać – tłumaczy.

„Skazany” na organy

Paweł Ożga od 10 lat uczy dzieci i młodzież muzyki, ale pierwszy raz spotkał się z tym, żeby granie było dla kogoś tak łatwe. Wspomina jednak sytuację sprzed narodzin chłopca. – Moja żona, gdy już wiedzieliśmy, że będziemy mieli syna, ze śmiechem mówiła, iż na pewno nie pozwoli mi zmuszać syna do tego, by chodził do szkoły muzycznej i by został muzykiem tak jak ja. Przytaknąłem, bo uważam, że zmuszanie nie jest niczym dobrym. Nie naciskałem więc, nie namawiałem, a mimo wszystko tak to się ułożyło – opowiada. Dodaje, że jeśli wokół dziecka jest mnóstwo muzyki, to bardzo łatwo może się ono zarazić pasją do niej. – Język muzyczny i wrażliwość stają się tak naturalne, jak język ojczysty – zaznacza.

To, co widzieli i słyszeli rodzice, przekonało ich do tego, że nie mogą pozostać bierni na zapał syna. – Żona wydała przyzwolenie – śmieje się P. Ożga. – Zgodziła się, że szkoła muzyczna to będzie dobry wybór, bo Mikołaja nie musimy mobilizować do ćwiczeń. On tym żyje – podkreśla. Start do szkoły muzycznej nie był jednak tak oczywisty ze względu na młody wiek. Miejscowa placówka przyjmowała kandydatów, którzy mieli ukończone 7 lat. Dlatego Mikołaj rozpoczął naukę w szkole muzycznej I st. w Witowicach, gdzie dostrzeżono w nim spory talent i przyjęto bez ograniczeń wiekowych. – Na egzaminie wstępnym zwykle się bada predyspozycje, czy dziecko jest w stanie się czegoś nauczyć. Tymczasem Mikołaj zagrał już kilka utworów – wyjaśnia dumny tata.

Aktualnie chłopiec uczy się więc w I klasie szkoły podstawowej i w II klasie fortepianu w szkole muzycznej. Dlaczego nie na organach? Bo rzadko która placówka I stopnia ma klasę organów. – Fortepian to jednak dobra podstawa. Pozwala na wypracowanie techniki gry. Mikołaj jest bardzo uzdolniony, ale mierzy się z trudnościami, jak każde dziecko. – Lubię ćwiczyć, ale nie zawsze mam na to ochotę. Poza muzyką lubię jeździć na rowerze czy hulajnodze. Lubię też klocki Lego. Czasem buduję z nich... organy – zdradza młody muzyk.

Nauka to nie wszystko

Mikołaj nie tylko chętnie się uczy i ćwiczy. Bardzo lubi też koncertować. – Staramy się nie przesadzać i raczej powoli wprowadzać go w tę rzeczywistość, ale kilka koncertów syn miał okazję już zagrać. Ostatnio graliśmy w Grodkowie. To tam mój tata był organistą przez 50 lat. Zmarł 5 lat temu i graliśmy koncert „ku pamięci” – opowiada pan Paweł. Zwraca uwagę, że ludzie z niedowierzaniem przyglądają się na różnego rodzaju występach tak młodemu wykonawcy. – Jest dla mnie ważne, by do koncertów organowych podejść multimedialnie. Dbam o to, by na dole był obraz tego, co dzieje się na górze, by ludzie mieli ogląd tego, co faktycznie robi organista – ile to pracy i wysiłku. Że to nie tylko naciskanie odpowiednich klawiszy w odpowiednim czasie, ale również obsługa dość skomplikowanej maszynerii. To jest po prostu ciekawe – wyjaśnia.

czytaj dalej na kolejnej stronie

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy