• facebook
  • rss
  • Taksówkarze, kupujcie „Gościa”

    Antoni Bielawski

    |

    Gość Wrocławski 39/2012

    dodane 27.09.2012 00:15

    W Warszawie, zamawiając taxi, dzięki buspasom ominiemy korki. W Zakopanem i Krakowie dojedziemy do miejsc, do których prywatnym autem wjechać nie wolno. Dlaczego w stolicy Dolnego Śląska jest inaczej?

    Po naszym mieście jeździ ponad 2600 legalnych taksówek. Ich kierowcy żalą się, że z roku na rok we Wrocławiu mają coraz gorsze warunki pracy. – Odnoszę wrażenie, że miasto odwróciło się do nas plecami – mówi pan Rafał, taksówkarz z dwudziestoletnim stażem, a jego kolega z korporacji, Leszek, dodaje: – Jesteśmy traktowani jak grupa cwaniaków lub cinkciarzy.

    Zdziwieni turyści

    Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że chętnie wprowadza się w stolicy Dolnego Śląska ograniczenia w ruchu: wyłącza się ulice, na inne pozwala się wjeżdżać jedynie MPK, jeszcze inne zwęża się, by stworzyć tzw. buspasy. – Doskonale to rozumiemy – mówią. – W każdym mieście spotkamy takie rozwiązania, jednak jeśli np. pod znakiem „Zakaz skrętu w lewo” pojawia się tabliczka z napisem: „Nie dotyczy MPK”, jest także dopisek „... i taxi”. U nas tego nie ma – zaznaczają. Jako przykład podają skrzyżowanie ul. Widok z ul. Kazimierza Wielkiego. – Najbardziej traci pasażer, bo musimy jechać okrężną drogą – tłumaczą. Zwracają także uwagę na Mosty Młyńskie. Po remoncie wolno z nich korzystać jedynie komunikacji miejskiej. – Jak wytłumaczyć klientowi, który spod Hali Targowej chce pojechać na pl. Bema, że zamiast kilku złotych zapłaci o wiele więcej, bo musimy objechać pół miasta? – pytają retorycznie taksówkarze.

    Przyznają, że dziwi to szczególnie turystów. W Warszawie taxi może korzystać z buspasów, omijając korki. W Zakopanem taksówka dowiezie nas pod samą kolejkę na Kasprowy Wierch, podczas gdy dla prywatnych aut jest tam zakaz wjazdu. – Od momentu, kiedy wydzielono pas dla komunikacji miejskiej na odcinku od pl. Jana Pawła II do Dworca Świebodzkiego, cały czas są tam korki – mówi pan Rafał, dodając, że gdyby legalnym taksówkom pozwolono jeździć po buspasach, klienci nie korzystaliby z nielegalnych, których według szacunków po Wrocławiu jeździ ponad tysiąc. – Kto wsiadłby do auta, wiedząc, że będzie stał w korku?

    Zapomniani

    Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że często wożą ludzi starszych, chorych, niepełnosprawnych. – Mamy z tym ogromny problem, bo jeśli gdzieś zdecydujemy się wjechać pomimo zakazu i ta osoba będzie w pojeździe, to jest szansa, że strażnik miejski czy policjant nie ukaże nas, ale ta osoba wysiada, a ja muszę wrócić. Wówczas mandat jest murowany – opowiadają, zwracając uwagę, że za kurs otrzymują 10–20 zł, podczas gdy kara to wydatek 100–200 zł, nie wspominając o punktach karnych. Pasażerowie często mają pretensje, że taksówka nie podjechała pod adres, który wskazali w zamówieniu, lub nie dowozi ich do miejsca, do którego zamówili kurs. – Powinniśmy za każdym razem przepraszać wrocławian i turystów, że nie możemy podjechać np. pod kilka hoteli i muszą oni pieszo iść ze swoimi bagażami, ale skoro dana ulica jest zamknięta, nie będziemy ryzykować. Podobno na prośbę korporacji taksówkowych o wprowadzenie możliwości skrętu w lewo na jednym z wrocławskich skrzyżowań odpowiedź miejskich urzędników brzmiała: „Nie, bo będziecie tego nadużywać”. – Pobierając od nas opłaty licencyjne, miasto wie, że ma taką grupę zawodową, i przygotowując rozwiązania komunikacyjne, powinno o nas pamiętać. Tymczasem o naszym istnieniu przypominają sobie chyba jedynie, gdy trzeba zebrać pieniądze – mówią z żalem kierowcy taksówek.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół