• facebook
  • rss
  • Żniwa napro

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:15

    Tego chyba nikt się nie spodziewał. Wrocławska pustynia naprotechnologiczna zmienia się w oazę nadziei dla par, które mają problem z poczęciem dziecka. Zaangażowani w propagowanie tej metody idą za ciosem i zachęcają kolejnych lekarzy oraz małżeństwa do poszerzenia swojej wiedzy.

    Jeszcze w marcu ubiegłego roku na Dolnym Śląsku działała jedna instruktorka naprotechnologii. Po konsultacjach z nią pary, które zdecydowały się na leczenie tą metodą, musiały szukać lekarza w innych częściach naszego kraju. Dziś sytuacja jest zgoła inna. Właśnie zakończyło się szkolenie w Łomiankach pod Warszawą. Aby otrzymać fachową pomoc, nie trzeba już wyjeżdżać ze stolicy Dolnego Śląska. Jak się okazuje, zwiększa się również świadomość tego, że naprotechnologia jest rzeczywistą i skuteczną metodą leczenia niepłodności i zapobiegania poronieniom. Świadczą o tym liczby. W ubiegłym roku do 8 instruktorów działających we Wrocławiu zgłosiło się w sumie aż 65 par. – W tym będzie ich jeszcze więcej – mówi Magdalena Krajewska. Od wiedzy do czynu Barbara Grabiec po raz pierwszy o naprotechnologii usłyszała od koleżanki – organizatorki ubiegłorocznej konferencji.

    Już wtedy wraz z mężem Markiem zastanawiali się nad wzięciem w niej udziału. Gdy przeczytali we wrocławskim „Gościu Niedzielnym” świadectwo jednej z par, która dzięki zastosowaniu leczenia doczekała się potomstwa, zdecydowali, że warto przyjść i dowiedzieć się czegoś więcej. – Małżeństwem jesteśmy od 2009 r. i w zasadzie od razu staraliśmy się o dziecko. Niestety bezskutecznie, więc zaczęliśmy drążyć temat, dlaczego tak się dzieje i co możemy z tym zrobić – mówi Basia. Jak zaznacza Marek, podczas konferencji przekonali się, że nieznana im wcześniej metoda wykazuje sporą skuteczność. – Do naprotechnologii byłem sceptycznie nastawiony. Przekonało nas przede wszystkim to, że leczenie obejmuje zarówno kobietę, jak i mężczyznę. U nas problemem był właśnie czynnik męski – dodaje. Małżonkowie zdecydowali się na podjęcie leczenia z końcem marca. Ze względu na długą kolejkę chętnych do jedynego wrocławskiego instruktora postanowili pojechać na konsultacje do Poznania. Tam poznaliśmy szczegóły przebiegu kuracji. – Pierwszym elementem jest bardzo skrupulatna obserwacja kobiecego cyklu. Po trzech miesiącach zostaliśmy skierowani na konsultację medyczną. Wybraliśmy... Lublin – dodaje B. Grabiec. Dopiero od tego momentu rozpoczął się prawdziwy proces diagnozowania problemu. – Pierwszy raz pojechaliśmy tam w sierpniu. Lekarz dał sobie i nam rok na to, by wskazać przyczynę niepłodności. Nie obiecywał, że będziemy mogli mieć dzieci – tłumaczy Marek. Małżeństwu przypisany został zestaw tabletek. Po trzech miesiącach badania wykazały nieznaczną poprawę wyników u Marka i żadnych zmian u Basi. Lekarz zdecydował więc o zmianie leków. – Oczywiście leczenie to nie tylko farmakologia, ale również dieta, sport i wiele innych rzeczy. Naprotechnolodzy patrzą bardzo szeroko na czynniki wpływające na niepłodność – tłumaczą zgodnie małżonkowie. Po miesiącu nowej kuracji spotkała ich niespodzianka. – Okazało się, że jestem w ciąży. Teraz czekamy na narodziny naszego dziecka – mówi z radością Barbara.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół