• facebook
  • rss
  • Powołanie na wagarach

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:15

    Daleko od Polski, w krainie, która kojarzy się z mrozami i wiecznymi śniegami, rozpala gorący ogień chrześcijańskiej miłości. Zostawiła Dolny Śląsk i Polskę, by swoją postawą głosić Ewangelię na Syberii.

    Siostra Francesca w Krasnojarsku posługuje już 7 lat. Wyjechała na misje tylko na rok, ale po kilku miesiącach, na dalekiej Syberii, odkryła na nowo swoją wiarę i powołanie. W milionowym mieście do kościoła katolickiego uczęszcza nie więcej jak... 600 osób, jednak swoją opieką siostry boromeuszki otaczają również prawosławnych i niewierzących mieszkańców miasta.

    Autobusem do klasztoru

    Jak zaznacza s. Francesca, jej powołanie rodziło się przy parafii św. Antoniego na wrocławskich Karłowicach. – Jestem związana z posługującymi tu franciszkanami. Moje imię zakonne nie jest w związku z tym przypadkowe. Jako młoda dziewczyna pomagałam w tworzącej się wówczas w tym miejscu świetlicy środowiskowej. Dziś nazywa się ona „Tobiaszki” – opowiada zakonnica. To właśnie podczas jednej z wycieczek z podopiecznymi weszła po raz pierwszy do trzebnickiego klasztoru Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. – Poczułam wtedy pewną prawdziwość tego miejsca. Zaiskrzyło we mnie jeszcze bardziej, gdy słuchałam opowiadanej przez jedną z boromeuszek historii – dodaje. Powołanie zaczęło dojrzewać jednak zdecydowanie wcześniej. – Rozglądałam się za odpowiednią wspólnotą już od jakiegoś czasu. Pewnego razu nie mogłam wytrzymać i poszłam... na wagary – mówi z uśmiechem.

    Najczęstszym miejscem spędzania „wolnych” od szkoły chwil był Ostrów Tumski. Ze względu na specyfikę tego zakątka miasta młoda dziewczyna robiła tam swoisty przegląd żeńskich zakonów. – Któregoś dnia, wracając do domu, wsiadłam do autobusu linii A. Na jednym z miejsc siedziała siostra, ale ja nie wiedziałam, z jakiego jest zgromadzenia. Pomyślałam wtedy tak: „Panie Jezu, jeśli ona wysiądzie na tym samym przystanku co ja, to znaczy, że jest to znak od Ciebie”. I wysiadła – wspomina. Zaznacza przy tym, że mimo iż dziś wydaje się to bardzo infantylne, wówczas miało dla niej ogromne znaczenie. Okazało się, że przy wieży ciśnień na ul. Kasprowicza mieszkają siostry... boromeuszki. – Podbiegłam wtedy do tej zakonnicy i powiedziałam, że chciałabym wstąpić do tego zgromadzenia. To było 27 czerwca 1992 r. – mówi s. Francesca.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół