• facebook
  • rss
  • Księża nie powinni popierać konkretnej partii

    Agata Combik

    dodane 09.12.2014 13:43

    Spotkanie z abp. Józefem Kupnym, poświęcone społecznej aktywności katolików, odbyło się we wrocławskiej siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana".

    – Dawanie świadectwa chrześcijańskiego życia dokonuje się zawsze w określonych warunkach czasu i miejsca – podkreślił metropolita, ukazując różnice pomiędzy funkcjonującym jeszcze niedawno społeczeństwem tradycyjnym, a obecnym, pluralistycznym.

    – W społeczeństwie tradycyjnym jednostka przyswajała sobie wartości, normy, wzory zachowań, które były z reguły częścią całościowej kultury. W praktyce istniały ograniczone możliwości osobistego wyboru w stosunku do panującej tradycji religijnej i moralnej. Stabilne systemy wartości, hierarchie norm etycznych, prawnych, obyczajowych stanowiły sprawnie działające regulatory społeczne.

    Społeczeństwo pluralistyczne funkcjonuje w odmienny sposób – oferując całą gamę konkurencyjnych hierarchii wartości, otwierając drogę do wolnego, suwerennego wyboru, zarazem jednak otwierając pole do relatywizmu etycznego, kwestionowania wszelkich wartości i autorytetów...

    – Starcie się Kościoła z komunistyczną władzą przyniosło mu więcej korzyści niż strat – podkreślił metropolita, zauważając, że w Polsce, ze względu na ścisłe powiązanie wartości narodowych z religijnymi, walka z religią postrzegana była długo jako zamach na narodową spuściznę. Po upadku komunizmu dla Kościoła otwarło się wiele zamkniętych dotąd drzwi, nowych możliwości; z czasem jednak w pluralistycznym społeczeństwie Kościół zaczyna być coraz bardziej ignorowany, postrzegany jako jeden z wielu „subsystemów”, „dostarczyciel” jednej z wielu propozycji, a nawet – przez niechętne środowiska – ukazywany jako zagrożenie dla demokratycznego ładu.

    – Ta sytuacja zmusza do szukania nowych form obecności w życiu publicznym i nowych form ewangelizacji – mówił metropolita, zwracając uwagę na potrzebę obecności i zaangażowania katolików w politykę, gospodarkę, media; łączenia postawy otwartości, tolerancji z prawem do upominania się o respektowanie wartości w różnych dziedzinach życia. – Nie można jednak agresją odpowiadać na agresję. To szkodzi wartościom – podkreślał.

    Jak angażować się w dziedzinę polityki?

    – Istnieje taka możliwość, że Kościół będzie wywierał wpływ i udzielał swojego poparcia ugrupowaniom politycznym, które swoją działalność opierają na wartościach chrześcijańskich i na wskazaniach nauczania społecznego Kościoła albo tym partiom politycznym, którym przynajmniej postulaty formułowane przez Kościół są dość bliskie. Poparcie takie może polegać na zaleceniu wiernym, by głosowali na określone osoby albo partie polityczne – mówił, odnosząc się do przykładu Kościoła we Włoszech, gdzie tamtejsi duszpasterze po II wojnie światowej swego czasu udzielali wprost poparcia chrześcijańskiej demokracji.

    – Z punktu widzenia demokracji Kościół, jak każda grupa społeczna, ma prawo do takiego postępowania, ale wynikają z tego pewne konsekwencje: Kościół przestaje wobec państwa zajmować pozycję partnera i schodzi do jednego rzędu z innymi ugrupowaniami politycznymi; po drugie – popierając określone siły polityczne, ponosi ryzyko ich przegranej; po trzecie – utrudnia to obecność Kościoła wśród tych katolików, którzy mogli się poczuć upokorzeni poparciem Kościoła dla innej niż ich własna partii politycznej.

    Jednym ze skutków takiego zaangażowania we Włoszech była właśnie utrata zaufania wobec Kościoła wśród robotników. Inne podejście zakłada sprawowanie urzędu pasterskiego w sposób niezależny od bieżącej sytuacji politycznej, trzymanie się jak najdalej od walk partyjnych, szukanie porozumienia ze wszystkimi.

    – To drugie podejście lepiej służy Kościołowi, ale taka postawa może służyć zepchnięciu go na margines życia publicznego – mówił, dodając, że i tak często jakakolwiek publiczna wypowiedź na tematy społeczne spotyka się z oskarżeniami o polityczne zaangażowanie. Jakie jest rozwiązanie?

    – W tej sytuacji byłoby rzeczą pożądaną, aby wyraźnie rozdzielić powołanie i misję duchownych oraz świeckich. Duchowni powstrzymywaliby się od zaangażowania po stronie takich czy innych ugrupowań politycznych, rezerwując dla siebie funkcję pasterza, nauczyciela moralności, mediatora. Natomiast świeccy działaliby w sferze politycznej, ale bez powoływania się na mandat ze strony Kościoła. Jeżeli te dwa sposoby postępowania osób duchownych i świeckich byłyby realizowane konsekwentnie i w sposób czytelny dla zewnętrznego obserwatora, być może rozwiązałoby to dylematy etyczne...

    Prelekcja znalazła kontynuację w ożywionej dyskusji dotyczącej różnych form społecznego zaangażowania ludzi świeckich – których zadaniem jest czynienie obecnym i aktywnym Kościoła zwłaszcza tam, gdzie nie jest to możliwe – oraz ich relacji wobec duchownych.


    Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Pomian
      10.12.2014 16:54
      Istotnie, Kościół nie powinien wspierać żadnej partii, tylko być głosem sumienia i odważnie nazywać zło złem. Na pewno nie jest dobrym pomysłem "szukanie porozumienia ze wszystkimi", ani w ogóle "dogadywanie się" z władzą świecką (jakiekolwiek obiektywne korzyści miałyby z takiego podejścia dla Kościoła wynikać). Natomiast w Państwie bądź co bądź chrześcijańskim Kościół ma według mnie wręcz obowiązek upominania rządzących, gdy błądzą. Rozdział Państwa od Kościoła nie może oznaczać, że Kościół na wszystko przymyka oczy i w imię poprawności politycznej boi się piętnować zło mocnym głosem. Tak dał się zepchnąć na margines np. kościół we Francji, z godnymi ubolewania skutkami, które dziś łatwo zobaczyć.
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół