• facebook
  • rss
  • Wracają do korzeni

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 15/2015

    dodane 09.04.2015 00:15

    Życie konsekrowane. 40 milionów złotych – tyle potrzebują wrocławskie boromeuszki. Po co? Bo miłosierdzie kosztuje.

    Marzenia się spełniają, choć czasem potrzeba na to wiele czasu i... pokory. Pan Bóg wie, co i jak powinno być realizowane. Trzeba się tylko w Jego plany wsłuchać i zaakceptować je – mówi s. Ewa Jędrzejak. Co wymarzyły sobie siostry? Szkołę pielęgniarską i szpital ginekologiczno-położniczy. Ambitne zadanie starają się urzeczywistniać od kilkunastu lat. Idzie opornie, małymi kroczkami, ale do przodu. Niebawem rozpocznie się kolejny etap prac w kompleksie przy ul. Rydygiera we Wrocławiu. – To dzięki wsparciu św. Jana Pawła II, któremu oddałyśmy realizację tego dzieła miłosierdzia – dodaje s. Ewa.

    Odkrywanie charyzmatu

    Siostry z Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza są konsekwentne od połowy XVII wieku.

    – Co prawda na początku byłyśmy „tylko” stowarzyszeniem świeckich wdów. Nasz założyciel Joseph Chauvenel był przekonany, że w ówczesnej Francji, wobec niechęci do aktywności zakonów, „cywilom” będzie łatwiej włączyć się w pomoc ubogim, chorym i potrzebującym – opowiada. Pierwsze boromeuszki, choć wtedy jeszcze należały do Stowarzyszenia Świętej Rodziny, pochodziły głównie z możnych rodów i dysponowały sporą ilością czasu na realizację celów organizacji. – Pierwszym ślubem, jaki składały kobiety, było zobowiązanie do gościnności, inaczej zwanej miłosierdziem (franc. hospitalité). Dopiero później doszły kolejne, znane w każdym zakonie śluby czystości, ubóstwa oraz posłuszeństwa, i stałyśmy się regularnym zgromadzeniem – wyjaśnia s. Ewa. Podkreśla przy tym, że największym wyzwaniem i zadaniem pozostało miłosierdzie, czyli towarzyszenie i pomaganie tym, którymi nikt nie chce się zająć. Boromeuszka zwraca uwagę, że dzięki s. Faustynie Kowalskiej, w momencie rozkwitu kultu Miłosierdzia Bożego, członkinie kongregacji przeżywają pogłębienie swojego charyzmatu i odkrywają go na nowo. – Stale musimy się uczyć go realizować. Zmienia się rzeczywistość, w której funkcjonujemy, zmienia się oblicze biedy i bycia potrzebującym. My w miłosierdziu musimy wciąż wzrastać, stale dopasowując się do „dzisiaj” – wyznaje s. Ewa. Ma świadomość, że zgromadzenie ciągle nie dorasta do bycia „Jezusowym”. – Tym bardziej widząc własne słabości, mobilizujemy się do bliższego przylgnięcia do Chrystusa, do Jego miłosierdzia – dodaje. Siostra zaznacza, że w dzisiejszych czasach wiele obszarów biedy jest zagospodarowywanych przez instytucje państwowe. Jest jednak przekonana, że to wcale nie oznacza, iż ich działalność jest niepotrzebna. – Na przykładzie naszej fundacji „Evangelium Vitae” widzimy, że pojawiają się nowe pola miłosierdzia, których nikt nie uprawia lub zajmuje się nimi w sposób niedostateczny – wyjaśnia. Zwraca uwagę na brak szacunku dla życia na różnych jego etapach – od poczęcia do naturalnej śmierci. – Wyzwaniem jest takie zajęcie się człowiekiem, by dać mu od początku do końca poczucie godności – dodaje.

    Wielkie dzieło

    100 lat temu przy dzisiejszej ul. Rydygiera, w ówczesnym Breslau, siostry boromeuszki wybudowały szpital, w którym funkcjonowała również szkoła pielęgniarska. Po wojnie obiekt znacjonalizowano, ale jego funkcji nie zmieniono. Placówka medyczna funkcjonowała w tym miejscu do początku XXI wieku. Potem budynki popadały w ruinę, a w latach 2003–2008 po kawałku oddawano je prawowitym właścicielkom. – Naszym podstawowym celem jest przywrócenie dawnej funkcjonalności kompleksowi. Chcemy otworzyć Wyższą Szkołę Medyczną pw. Miłosierdzia Bożego oraz prowadzić szpital ginekologiczno-położniczy – mówi s. Dorota Baron, wiceprezes fundacji „Evangelium Vitae”, która została powołana po to, by zrealizować cel. Siostry zdają sobie sprawę, że minie jeszcze wiele czasu, zanim się to uda. Nie oznacza to jednak, że boromeuszki siedzą z założonymi rękami i nic nie robią, czekając na cud i pieniądze z nieba. Mimo wciąż niewykonanego głównego zamierzenia, liczba przedsięwzięć, które realizuje fundacja „Evangelium Vitae” jest tak duża, że trudno je wszystkie wymienić. W budynkach byłego i przyszłego szpitala działa dzisiaj kilka instytucji. Wśród nich Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, w którym z całodobowej opieki korzysta ponad 70 pensjonariuszy, czy Specjalistyczny Ośrodek Odpowiedzialnego Rodzicielstwa z poradniami rodzinną, prawną, pedagogiczną, zawodową i innymi. Funkcjonuje także szkoła rodzenia, bank niemowlaka, hospicjum perinatalne. Przez pośrednictwo fundacji organizowane są też co kwartał pochówki dzieci martwo urodzonych. Sztandarowymi inicjatywami są okno życia oraz Centrum Troski o Płodność, w którym pary, mające problem z poczęciem własnego dziecka, mogą skorzystać ze specjalistycznego leczenia naprotechnologicznego. – Nie mamy dużych pieniędzy, ale dzięki dobrym ludziom, głównie świeckim, możemy robić tak wiele – dodaje s. Dorota.

    Metoda małych kroków

    Pieniędzy potrzeba mnóstwo. Kilka budynków kompleksu jest wpisanych do rejestru zabytków, a nowy szpital i szkoła mają odpowiadać najnowocześniejszym standardom medycznym. – Od początku gromadzimy pieniądze na remonty, ale w pewnym momencie zrozumiałyśmy, że z tak niskich kwot nie da się podjąć tak dużych prac budowlanych. Żeby nie trzymać pieniędzy w skarpecie i aby pracowały na siebie, zainwestowałyśmy je w mniejsze budynki, w których mogą się realizować wspomniane już dzieła – tłumaczy s. Ewa. Jak zaznacza, teraz, po 9 latach, przyszedł czas na główne zadanie. Siostra Dorota przyznaje, że szansą dla projektu może być kolejne rozdysponowanie środków z Unii Europejskiej. – Jesteśmy też coraz lepiej rozpoznawalne społecznie jako te, które podejmują dobre i ważne działania. Mamy nadzieję, że ludzie, mając do nas zaufanie, chętniej dołożą się do naszych dzieł – tłumaczy. Czy we Wrocławiu potrzeba kolejnego szpitala ginekologiczno-położniczego? Boromeuszki są przekonane, że tak, a ich propozycja ma wypełnić powstającą niszę. Zapewniają też, że nie chcą i nie będą konkurencją dla istniejących placówek medycznych. – Liczba łóżek (ok. 30) nie powala. Naszym zamiarem jest też to, by kształcący się u nas słuchacze mogli nauczyć się nie tylko teorii, ale nabrać doświadczenia praktycznego – wyjaśnia s. Ewa. – Rodzenie dzieci to przede wszystkim fizjologia, dlatego chcemy, by w miarę możliwości odbywało się ono jak najbardziej naturalnie – dodaje. Przekonuje także, że powstały szpital nie będzie miał bardzo wysokiego stopnia referencyjności, bo nie każdy taki musi mieć. – To pozwoli obniżyć maksymalnie koszty utrzymania. Trudniejsze przypadki zostawimy wyspecjalizowanym klinikom. Szkoła ma być kameralna, dla ok. 200 słuchaczy, i będzie kształcić do poziomu licencjatu przede wszystkim położne i pielęgniarki – także panów. Swoje umiejętności praktyczne przyszli studenci będą mogli również rozwijać w istniejącym już ZOL-u. Najwięcej nakładów wymaga budynek „C”. To tutaj ma bić serce reaktywowanych szpitala i szkoły. W ostatnich tygodniach zaczęło się w końcu coś dziać. – Trwają prace wykończeniowe w części pomieszczeń na parterze. Już niebawem przeniesiemy tam niektóre działania fundacji. A potem? Jeśli znajdą się pieniądze, chciałybyśmy ruszyć w górę na kolejne kondygnacje – mówi s. Ewa. Do wyremontowania jest jeszcze piwnica oraz 5 pięter. Łączna powierzchnia budynku to ponad 5 tys. mkw. powierzchni użytkowej. – Mamy przygotowaną już chyba tonę dokumentacji projektowej i pozwolenie na budowę. Prace mogłyby się zakończyć za ok. 1,5 roku. Sęk w tym, że nie mamy na nie pieniędzy – dodaje. Boromeuszki zachęcają do włączenia się w dzieło miłosierdzia, jakim będzie szpital i szkoła. Od momentu powstania fundacji „Evangelium Vitae” jest ono nazywane „żywym pomnikiem Jana Pawła II”.•

    Dar, który owocuje

    s. Alberta Groń, pielęgniarka, w latach 2003–2013 przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza – Nasze zgromadzenie ma ponad 350 lat i w tym czasie obrałyśmy sobie wielu patronów. Odkryłyśmy na nowo, że oni wszyscy – św. Karol, św. Roch, św. Agnieszka, św. Sebastian i inni – byli osobami miłosierdzia. Uznałyśmy, że w takim układzie, dla uwyraźnienia naszej tożsamości, powinnyśmy oddać naszą posługę Bożemu Miłosierdziu. Aktu zawierzenia dokonałyśmy 15 kwietnia 2012 r., co łączymy bezpośrednio z zawierzeniem zgromadzenia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa z 1873 roku. Postrzegamy to jako nowy dar, którego konsekwencją będą obfite owoce. Chcemy odkrywać na nowo Boże Miłosierdzie i dzielić się Nim zwłaszcza z młodym pokoleniem. Temu m.in. mają służyć podejmowane przez nas inicjatywy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • ąga
      08.09.2015 23:12
      a z Zabrza z lęku uciekaja bo tam miłosierdzie kosztuje inaczej
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół