• facebook
  • rss
  • Sąsiedzi i przyjaciele

    dodane 03.06.2015 00:15

    Z Jerzym Kichlerem, inicjatorem i współzałożycielem istniejącej od 1995 r. Dzielnicy Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań, od lat działającym na rzecz dialogu międzyreligijnego, o wrocławskim fenomenie „czterech świątyń” rozmawia Agata Combik.

    Agata Combik: Wspominając o początkach wrocławskiej „Dzielnicy”, często mówi się o kamieniach rzucanych w stronę świątyń różnych wyznań i religii oraz o próbach wspólnego powstrzymania aktów wandalizmu. Czy to był jedyny powód, dla którego nawiązała się bliska współpraca wspólnot żydowskiej, rzymskokatolickiej, prawosławnej i protestanckiej?

    Jerzy Kichler: Jeszcze w latach 80. chodziłem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie na wykłady ks. prof. Józefa Tischnera, poświęcone filozofii dialogu. Była ona przedmiotem rozważań dwóch filozofów żydowskich: Franza Rosenzweiga i Martina Bubera. Rozważania wokół tych koncepcji filozoficznych były dla mnie impulsem do zaangażowania się w to, co nazywamy Dzielnicą Czterech Świątyń czy Wyznań.

    Kiedy kształtowała się przed 20 laty idea „Dzielnicy” i bliskiej współpracy międzyreligijnej, towarzyszyło jej sporo nadziei, oczekiwań. Czy dziś można powiedzieć, że uczyniony został krok naprzód w spotkaniu z „innym”?

    Dla mnie osobiście to było niezwykłe doświadczenie. Z tego, co wiem, nigdzie na świecie nie ma tak bliskich kontaktów międzyreligijnych jak u nas w „Dzielnicy”. Nie tylko odwiedzamy się, spotykamy przy kawie, współpracujemy w przedsięwzięciach kulturalnych, edukacyjnych, ale także uczestniczymy nawzajem w swoich uroczystościach religijnych.

    Musiałem w związku z tym poznać nieco bliżej teologię sąsiadów oraz znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, choćby to, czy ja, jako wierzący żyd, mogę wejść do kościoła. Uważam się za ucznia dwóch rabinów: Abrahama Geigera (który był w XIX w. rabinem w Synagodze pod Białym Bocianem) oraz pani rabbi Emily Korzenik. Nauczyli mnie tego, że owszem, mogę wejść do kościoła. Jeśli tak, to czy mogę nosić w kościele nakrycie głowy? Odpowiedź brzmi: nie. Muszę uszanować zwyczaje tych, do których przychodzę. A jak się mam zachować wobec pewnych symboli, zachowań, przedmiotów w świątyniach chrześcijańskich? Jak mam się zachować, gdy w kościele trwa liturgia ofiary? To nie jest jakiś neutralny obrzęd, który obserwuję jako widz. Mam poczucie, że ludzie obecni w kościele przeżywają misterium, w którym nie uczestniczę, ale wobec którego wyrażam szacunek. Z zainteresowaniem obserwuję, jak inni przeżywają swoje misterium, mając nadzieję, że gdy ja przeżywam swoje, w synagodze, inni też to zrozumieją i uszanują. Dla nas lektura Tory, różne sposoby jej czytania, to także swoiste misterium, pełne silnych emocji.

    Kiedy jako osoby z zewnątrz przychodzimy do synagogi, na przykład przy okazji różnych projektów kulturalnych, najczęściej chyba przeżywamy fascynację żydowską muzyką, tańcem, także kulinariami. Co, według Pana, nie-żyd może od Was najcenniejszego zaczerpnąć?

    Oczywiście żydowska muzyka, ta „świecka” i ta synagogalna, a także żydowskie tańce są piękne (choć te dziś wykonywane nie mają bardzo dawnego rodowodu, najstarsze sięgają XIX w.). Uważam jednak, że istotę judaizmu można odkryć w czym innym, na przykład w kantylacji Tory. Swoista melodyka, która temu towarzyszy, jest dla mnie „melodią duszy”.

    Na czym polega owa kantylacja?

    To sposób śpiewania Tory, który pomaga zapamiętać jej tekst, przekazywać go z pokolenia na pokolenie. Do określonych sylab są przypisane konkretne dźwięki – inne dla Pięcioksięgu Mojżesza, inne dla Ksiąg Prorockich. Kto chciałby tego zakosztować, może przyjść do nas na liturgię. Jeśli chciałby głębiej uczestniczyć w takim spotkaniu, może poprosić o udostępnienie modlitewnika. Mamy też modlitewniki z transliteracją – tzn. hebrajski tekst napisany jest w nich literami łacińskimi, a obok przetłumaczony dodatkowo na język polski. W niektórych modlitewnikach znajdują się również nuty i dodatkowe wyjaśnienia dotyczące „wykonania” modlitwy.

    Po 20 latach istnienia „Dzielnicy” klimat tu panujący zmienił się chyba na lepsze...

    Na pewno lepiej się poznaliśmy, zrozumieliśmy. Bardzo ważna była postawa ks. Jerzego Żytowieckiego, który w 1995 r. zaczął zwracać uwagę swoich parafian na to, że tuż obok znajduje się synagoga, że należy uszanować modlących się tam ludzi. Cenne bez wątpienia są owoce współpracy z władzami miasta – odnowienie fasad kamienic, usuwanie brudów, śmietników. Czasem słychać opinie, że to niedobrze, że ta okolica poszła w stronę komercji, pojawiło się tu tyle restauracji, kawiarni. Moim zdaniem dobrze się stało. Ludzie przychodzą tu, żeby się spotkać, smacznie zjeść. Przy okazji widzą nasze świątynie, słyszą dobiegające z ich wnętrz modlitwy. Dziś nasze modlitwy raczej już nikomu nie przeszkadzają. Przeciwnie, ludzie przychodzą, by ich posłuchać. Więcej, także o rozpoczynającym się XVII Festiwalu Kultury Żydowskiej Simcha, na wroclaw.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • E.
      08.06.2015 10:45
      Wspaniały w głos - zwłaszcza w czasach, gdy wolność religijną utożsamia się z brakiem szacunku dla misterium, symboli i przeżyć innych.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół