• facebook
  • rss
  • Boży szaleńcy już we Wrocławiu

    Maciej Rajfur

    dodane 10.01.2016 20:02

    Podczas uroczystej niedzielnej Eucharystii w parafii pw. św. Karola Boromeusza we Wrocławiu zostały wprowadzone relikwie błogosławionych polskich męczenników: o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka.

    Procesja z darami   Procesja z darami Maciej Rajfur /Foto Gość

     

     

     

     

     

     

     

     

    Trzeba przyznać, że parafia franciszkańska przy ul. Kruczej jak żadna we Wrocławiu jest związana z historią polskich męczenników z Peru. W tej świątyni bowiem z rąk kard. Henryka Gulbinowicza Zbigniew Strzałkowski przyjął święcenia kapłańskie, zaś o. Michał Tomaszek święcenia diakonatu. Dziś proboszczem na tej placówce jest kolega z roku z seminarium bł. o. Michała - o. Marek Augustyn.

    - Czekaliśmy długo na ten dzień i cieszę się bardzo, że on nastąpił. Odprawiam tę Eucharystię ze wzruszeniem wraz z moimi rocznikowymi kolegami o. Ryszardem Jarmużem i o. Witoldem Kuźmą. Znaliśmy osobiście zarówno Michała Tomaszka, jak i Zbigniewa Strzałkowskiego, dlatego bardzo przeżywamy ten moment - rozpoczął uroczystość o. Marek Augustyn OFMConv.

    Relikwiarz, jak tłumaczy, wykonany został w prostocie. To drewniany krzyż, na którego ramionach umieszczone są relikwie polskich misjonarzy. Znajduje się na nim także franciszkańskie pozdrowienie „Pokój i dobro” po hiszpańsku oraz rok męczeńskiej śmierci i beatyfikacji.

    Homilię do zgromadzonych wygłosił o. Witold Kuźma, który przywołał kilka osobistych wspomnień związanych z błogosławionymi, a także zdefiniował świętość słowami Jana Pawła II. - Po 30 latach chciałbym się podzielić z wami wspomnieniami. Czy święci są nam jeszcze potrzebni? Artykuły na ten temat wskazane przez internetową wyszukiwarkę ku mojemu zdziwieniu mówią, że tak. Każdy z nas, młodych chłopców, gdzieś tej wiary poszukiwał i ją przeżywał. Bo wiary się nie nauczysz, trzeba ją przeżyć - rozpoczął franciszkanin.

    Wyjaśniał, że papież Polak definiował świętość jako brak obawy i lęku oraz bycie pośród tych, którzy pragną osiągnąć cele godne synów Bożych. Świętość kosztuje i jest różnie realizowana. Przychodzi na różnych etapach.

    - Nasi błogosławieni promieniowali świętością od samego początku. Znałem o. Michała praktycznie od 15. roku życia z ławy szkolnej. Nigdy tego jeszcze nie mówiłem: pamiętam, jak to on jako pierwszy zaraził nas, swoich kolegów, Koronką do Miłosierdzia Bożego. Przygotowywaliśmy się do matury, przynajmniej staraliśmy się. A Michał był tak głęboko przekonany, że Koronka załatwi wszystko: te całki, logarytmy, pozytywizmy. W szkole nas dość mocno "dojeżdżano" - opowiadał o. Witold Kuźma.

    Przyznał, że jako uczniowie nie do końca byli wówczas przygotowani do egzaminów, ale przed każdym odmawiali Koronkę. Wszyscy zdali.

    - Nasi misjonarze, kiedy wyruszali do Peru, liczyli się z tym, że Andy będą ich kosztować prawdę, nawet najtragiczniejszą. O. Zbigniew pisał w jednym ze swoich listów, że mają świadomość nawet utraty życia. Ich praca misyjna to widzialny znak, że są solą tej ziemi. Mogli utracić smak przez wycofanie się z trudnej misji. Do końca stali się żywym znakiem samego Boga - wyjaśniał kaznodzieja.

    W swoich wspomnieniach stwierdził, że błogosławieni byli tacy sami, jak ich koledzy. Też się denerwowali, czasem i nie mieli racji. O. Michał był uparty - jak to góral. O. Zbigniew, gdy piastował funkcję dziekana, ścigał w upale swoich kolegów-kleryków do pracy budowlanej, którą sam też wykonywał. Zwykłe ludzkie cechy zbliżały ich do otoczenia.

    - Czy nasi młodzi misjonarze byli szaleńcami? Pewnie tak. Kto przy zdrowych zmysłach nie chciałby w razie zagrożenia uciekać? Kto chciałby siedzieć na misji, gdy panują epidemie i bieda? Jechali na tydzień w wysokie góry ze swoimi podopiecznymi. Wracali zmęczeni i niedomyci - opisywał błogosławionych ich kolega.

    Zakończył homilię stwierdzeniem, że świętość to dar, który każdy z nas może otrzymać, ale z którego trzeba będzie się też przed Bogiem rozliczyć.

    Klimatu uroczystości dodała z pewnością obecność peruwiańskiego zespołu, który podczas Mszy zagrał oficjalny hymn beatyfikacyjny polskich męczenników, a później dał krótki koncert przed zgromadzonymi parafianami. Muzycy są zwycięzcami konkursu na oficjalny utwór podczas uroczystości beatyfikacji naszych rodaków.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół