• facebook
  • rss
  • „Dzieła Miłości”, skalpel i igła

    dodane 01.06.2016 23:59

    To była pierwsza taka operacja w Europie, ósma na świecie. O przyszyciu przed 45 laty ręki w trzebnickim szpitalu mówili podczas Majówki w Ogrodach Klasztornych dr Janusz Kaczmarzyk i s. Teodozja Winnicka.

    Oboje uczestniczyli w pamiętnej operacji, która odbyła się 21 października 1971 r. – w szpitalu, który wówczas znajdował się na terenie klasztoru boromeuszek, w sali obecnie służącej za kaplicę. Siostra Teodozja, wówczas pielęgniarka instrumentariuszka, pamięta dobrze tamte chwile. „Rysiaczku, przywieźli pacjenta z amputowaną ręką… Ale pacjent chce, żeby mu ją przyszyć” – usłyszał od wchodzącej lekarki dr Ryszard Kocięba, kończący właśnie przeprowadzanie operacji przepukliny.


    Dopiął swego


    „No jak: przyszyć?” – zdziwił się lekarz. „Jak pacjent chce, to mu przyszyjmy… Jeśli się ręka nie przyjmie, to utniemy wyżej”– stwierdził dr Deodat Łapczyński, zwany „Dodkiem”. Szybka ocena sytuacji, wymiana zdań i decyzja. „Toduś, operujemy!” – usłyszała siostra Teodozja, nazywana z kolei „Todkiem”. Wspomina, że wszystko wydarzyło się właściwie dzięki uporowi pacjenta, 21-letniego Józefa Maszkiewicza, który stracił rękę, tnąc drewno piłą tarczową. – Sam założył sobie opaskę, rękę schował między cegły. Gdy przyjechała karetka, zawinął ją w gazetę i zabrał ze sobą – mówi. Ręka została dokładnie wyszorowana, umieszczona w sterylnym naczyniu z płynem fizjologicznym i dużą ilością antybiotyku. Trzeba było zszyć kości, naczynia, nerwy, ścięgna, mięśnie… – Pamiętam, jak trupio blada kończyna po operacji stopniowo nabierała barw, a z otartego kciuka popłynęła krew. Co to była za radość! – wspomina. 
Dr Janusz Kaczmarzyk należał do młodych lekarzy asystujących podczas pamiętnej operacji dr. Kociębie. – Wówczas szyło się grube naczynia, udowe, szyjne, ale tych drobnych nie. Po pierwsze nie było odpowiedniego instrumentarium – wyjaśnia. – To, że się wówczas udało, to zasługa czterech specjalnych szwów, które szef przywiózł z Holandii.


    Nie stoi pusty


    Doktor Kaczmarzyk wspomina, jak w 1973 r. staraniem dr. Ryszarda Kocięby powstał pierwszy w Europie Ośrodek Replantacji Kończyn. – Utworzony został na bazie Oddziału Chirurgii Ogólnej Szpitala Powiatowego w Trzebnicy. Budziło to niemałe zdziwienie. Replantacje były prowadzone obok normalnej pracy, w niedużym szpitalu – mówi. I wspomina o kolejnych sukcesach: – W 1978 r. został tu przeprowadzony pierwszy w Polsce autoprzeszczep palca stopy w miejsce brakującego kciuka; tego samego roku odbyła się replantacja kończyny dolnej u dziecka, a następnie, u kolejnego, dwóch kończyn dolnych.
Szpital na terenie pocysterskiego klasztoru w Trzebnicy został utworzony w XIX w. przez rycerzy maltańskich; z czasem przejęły go siostry boromeuszki, które przybyły do Trzebnicy w 1861 r. Po II wojnie światowej został upaństwowiony, choć jeszcze długo pracowały w nim zakonnice (co było w tych czasach ewenementem na skalę Polski). W latach 90. szpital ostatecznie opuścił klasztorne pomieszczenia, a siostry stopniowo zaczęły w nich inicjować kolejne dzieła, m.in. ZOL, świetlicę dla dzieci, tzw. Szósty Stół św. Jadwigi, muzeum.
O „Dziełach Miłości”, także tych prowadzonych przez boromeuszki, przypomniał specjalny konkurs plastyczny dla dzieci i młodzieży zorganizowany przez Fundację dla Ratowania Klasztoru św. Jadwigi Śląskiej „By służyć”. Pokonkursowe prace można oglądać w starej wozowni klasztornej aż do 16 października. Najlepiej uzgodnić termin pod nr. tel. 71 387 41 17.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół