• facebook
  • rss
  • Rodzina się powiększyła

    dodane 16.03.2017 00:00

    O nowym doświadczeniu bogactwa Kościoła, radości i trudzie pasterzowania opowiada bp Jacek Kiciński.

    Agata Combik: Co się zmienia, gdy zostaje się biskupem?

    Bp Jacek Kiciński: Wraz z przyjęciem sakry biskupiej pogłębia się doświadczenie duchowego ojcostwa; poszerza się rodzina. Bycie ojcem to właśnie bycie w rodzinie i z rodziną, bycie z ludźmi. Ktoś powiedział, że jak się zostaje biskupem, to człowiek nie ma już prywatnego czasu. Trzeba by zapytać, czy w „zwykłej” rodzinie ojciec ma prywatny czas. W ograniczonym stopniu. Owszem, w biskupiej posłudze trzeba mieć przestrzeń modlitwy, refleksji, bycia z Bogiem. Cieszę się, że tego mi nie zabrakło. W minionym roku Kościół wrocławski stał się dla mnie prawdziwym domem, a diecezja – rodziną. To naprawdę duża rodzina i wciąż ją poznaję. Jedni dołączają do niej, przychodząc na świat, inni odchodzą do wieczności. Są chrzty, bierzmowania i śluby, są pogrzeby; jest radość i smutek.

    Codzienność okazała się wypełniona pracą?

    To był dla mnie czas wejścia w zupełnie nową rzeczywistość. W posłudze biskupiej trudno cokolwiek sobie zaplanować. Jest się przygotowanym na to, że będzie się realizować misję nauczania (głoszenie nauki Kościoła, jej wykładnia, stanie na jej straży), uświęcania (sprawowanie sakramentów) i pasterzowania. Biskup pomocniczy ma za zadanie wspieranie metropolity w różnych przedsięwzięciach, projektach. W jakich konkretnie sytuacjach przyjdzie pełnić posługę, nie sposób przewidzieć. Jest na pewno kilka przestrzeni szczególnie ważnych – rodzina, będąca szkołą miłości, młodzież, sprawa powołań do szczególnej służby Bożej. W tym wszystkim staram się realizować moje biskupie zawołanie „Ut unum sint”. Jak mówił papież Franciszek, pasterz ma być z przodu owczarni, pośród niej i z tyłu. Ma być z ludźmi i dla ludzi. Dla mnie miniony rok był wypełniony mnóstwem spotkań.

    To były spotkania także na polnych drogach czy w schronisku dla bezdomnych.

    Miałem okazję uczestniczyć w pielgrzymce na Jasną Górę czy do Trzebnicy, towarzyszyć młodym małżeństwom, ludziom chorym, przewodniczyć bierzmowaniom, spotykać się z różnymi ruchami, wspólnotami… Wiele osób przychodzi do mnie z prośbą o radę, o pomoc; cieszę się ze spotkań z bezdomnymi, ubogimi – dla których miałem okazję także głosić rekolekcje. To piękne doświadczenia. Miniony rok był zresztą pełen ważnych wydarzeń – 1050. rocznica chrztu Polski, Światowe Dni Młodzieży, zakończenie Roku Miłosierdzia…

    W diecezji, jak w rodzinie, są różne dzieci.

    Tak, ale rodzice żadnego dziecka nie mogą się wyrzec. Nawet gdy jest ono powodem smutku. Wielkim bólem jest choćby odejście dziecka przez akt apostazji. Trzeba wtedy pamiętać, że ojciec z przypowieści pozwolił synowi marnotrawnemu odejść. W takich sytuacjach pozostaje postawa czekania, modlitwy… Zdarza się, że po wielu latach ktoś chce powrócić do Kościoła, do domu. To ogromna radość. Muszę powiedzieć, że doświadczam też wiele wdzięczności ze strony różnych osób, zapewnień o modlitwie. To ważne, bo posługa biskupa bywa trudna. Nie wszystkie problemy da się łatwo rozwiązać. Bywa, że nie ma gotowych recept, ale czasem wystarczy być przy człowieku, wysłuchać go. Mając poczucie bycia wysłuchanym, sam zaczyna lepiej siebie rozumieć i sam podejmuje odpowiednie decyzje.

    Ojciec Biskup dalej, tak jak przed sakrą, opiekuje się szczególnie osobami konsekrowanymi.

    Tak. Mam do czynienia z wieloma sprawami, którymi zajmowałem się dawniej, ale będąc biskupem, ma się szersze spojrzenie na Kościół, także na życie konsekrowane. Widzę jego wielkie znaczenie, ale też trudności, z jakimi się boryka. Bardziej teraz się cieszę, gdy dzieje się coś dobrego, i bardziej się smucę różnymi problemami.

    To szersze spojrzenie obejmuje nie tylko archidiecezję…

    Dotyczy Kościoła powszechnego. Gdy spotykamy się jako biskupi, dzielimy się swoimi doświadczeniami, mówimy o sprawach radosnych i trudnych, o nowych inicjatywach. Nowością było dla mnie m.in. dołączenie do Komisji Duszpasterskiej Konferencji Episkopatu Polski, gdzie podejmowane są decyzje dotyczące np. programów duszpasterskich. Myślę, że najmocniejszym przeżyciem w mojej posłudze duszpasterskiej było spotkanie z biskupami całego świata w Rzymie, na kursie formacyjnym dla biskupów, którzy niedawno przyjęli sakrę. Momentem kulminacyjnym było osobiste spotkanie z Ojcem Świętym – naznaczone wielkim zatroskaniem o dobro Kościoła.

    Święcenia biskupie odbyły się w uroczystość św. Józefa, 19 marca.

    Tak, i św. Józef, jako opiekun Świętej Rodziny, nieustannie mi towarzyszy. Uczy zaufania, ale i wiary, że Bóg nigdy, nawet pośród największych ciemności, nie pozostawi człowieka bez światła. Zawsze towarzyszą mi słowa: „Nie bój się, Józefie” (por. Mt 1,20), jestem z tobą, ciebie wybrałem, tobie towarzyszę. Święty Józef uczy nas zaufania, ale też takiej zwykłej obecności – nie naznaczonej wielkimi dziełami, słowem, ale po prostu byciem z ludźmi.

    agata.combik@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół