• facebook
  • rss
  • Posłana do „niemuzykalnych” i do wirtuozów

    dodane 21.09.2017 00:00

    W 2017 roku przypada 75. rocznica śmierci Edyty Stein (1891–1942). Wkrótce, 12 października, wspominać będziemy jej urodziny. O patronce Europy, która przyszła na świat we Wrocławiu, mówi ks. prof. Jerzy Machnacz – badacz filozoficznej spuścizny świętej.

    Agata Combik: W stolicy Dolnego Śląska wciąż chyba za mało mówi się o Edycie Stein. Istnieją jednak środowiska, które kultywują jej dziedzictwo.

    Ks. prof. Jerzy Machnacz: Do tego kręgu należą z pewnością osoby skupione wokół Domu Edyty Stein przy obecnej ul. Nowowiejskiej oraz Towarzystwa im. Edyty Stein, które sprawuje nad nim pieczę. Pamięć o dziele Edyty kultywowana jest przez parafię pw. św. Michała Archanioła. Na jej terenie znajdują się wspomniany dom i kościół, w którym się modliła (dziś mieści się w nim kaplica poświęcona św. Teresie Benedykcie od Krzyża). Do niedawna tuż obok funkcjonowało gimnazjum, któremu patronowała. Od strony naukowej – zarówno teologicznej, jak i filozoficznej – myśl Edyty pielęgnowana jest na Papieskim Wydziale Teologicznym. Wspomnieć trzeba również o członkach karmelitańskiej rodziny zakonnej, do której należała.

    Edyta stała się powszechnie znana dzięki św. Janowi Pawłowi II.

    Jeszcze jako kardynał Karol Wojtyła zainteresował się jej osobą. Poprosił nawet Romana Ingardena, przyjaciela Edyty, o wygłoszenie w swoim pałacu arcybiskupim poświęconego jej wykładu. Papież, podobnie jak ona, był w dziedzinie filozofii fenomenologiem. Był również mistykiem, zafascynowanym, jak Stein, dziełami św. Jana od Krzyża. Poznał je dzięki Janowi Tyranowskiemu, prostemu krawcowi z krakowskich Dębnik (dodam, że sam mieszkałem na Dębnikach przez 20 lat, ta postać jest mi więc bardzo bliska). To Jan Paweł II beatyfikował ją (w 1987 r.), kanonizował (w 1998 r.), ogłosił patronką Europy (w 1999 r.).

    W jaki sposób Ksiądz Profesor dokonał „odkrycia” Edyty Stein? Dlaczego akurat ona znalazła się w centrum uwagi i badań naukowych?

    Ks. prof. Józef Tischner, uczeń Ingardena, powiedział mi, że jednym z najzdolniejszych uczniów Edmunda Husserla była Hedwig Conrad-Martius. Poznałem jej życie i twórczość. Wtedy też dowiedziałem się o jej filozoficznej przyjaźni z Edytą Stein, która chodziła ze swoją matką do Synagogi pod Białym Bocianem we Wrocławiu, a ja zostałem ochrzczony i miałem prymicje w kościele św. Antoniego, oddalonym od synagogi w linii prostej kilkadziesiąt metrów.

    Dlaczego właściwie wrocławianka patronuje całej Europie?

    Europa jest w ogromnym kryzysie, dostrzegalnym na różnych płaszczyznach. Jak zauważył w rozmowie z papieżem Benedyktem XVI Jürgen Habermas, jeden z najbardziej znanych europejskich filozofów, mamy coraz więcej ludzi „religijnie niemuzykalnych”. W konstytucjach nielicznych państw można dziś znaleźć odwołanie do Boga; wszechobecny jest relatywizm prowadzący do nihilizmu. Jeśli każdy ma swoją prawdę, to prawdy obiektywnej nie ma i usprawiedliwić można każde działanie człowieka. Staje się on absolutem samostanowiącym o dobru i złu. Edyta, wytrwale dążąca do obiektywnej prawdy, przypomina, że ona istnieje; że człowiek jest istotą wolną i posiada niezbywalną godność – ale tę wolność i godność zawdzięcza Stwórcy. Bóg, powołując człowieka do istnienia jako osobę, potraktował go jak partnera. Człowiek może być wierny lub nie przymierzu z Nim. Stwórca pozostaje niewzruszenie wierny swojemu słowu, nawet wobec ludzkiego grzechu. Jest wszechmocny w miłosierdziu. Człowiek zawsze może, ale wcale nie musi z niego skorzystać – to kwestia jego odpowiedzialności. Mówi o niej filozofia Edyty.

    Właśnie pojęcie „osoby” jest bardzo ważne w jej dorobku.

    Edyta pokazuje, że człowiek to nie monada bez okien. Jest powołany do spotkania z drugim. Trzeba dążyć do takiego spotkania w akcie, jak pisała, „wczucia”, „osobowego współistnienia z drugim”. Drugi człowiek to nie przedmiot, wiedza, pieniądze, uroda, zdolności, ale podmiot: „drugie ja”, osoba. Stając wobec niej, stajemy się pełniej sobą. E. Stein pokazuje wreszcie, że człowiek jest powołany do spotkania z Osobą Boga. Jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa zachwycił ją kiedyś i poruszył widok prostej kobiety z koszykiem w ręku, która weszła do katedry we Frankfurcie nad Menem na chwilę modlitwy. Młoda pani filozof była zdziwiona, że można tak po prostu zatrzymać się na poufnej rozmowie z Bogiem. Później poruszyła ją do głębi lektura „Życia” św. Teresy z Avila, opisującej w nim swoje spotkanie z Panem.

    Z czasem stawała się coraz bardziej „muzykalna”. Pisała potem o możliwości uchwycenia w wierze „zagubionych tonów rozbrzmiewającej w oddali symfonii”. A pośród jej filozoficznych rozważań było coraz więcej słów o miłości, o duchowych zaślubinach z Barankiem.

    Wstąpienie Edyty do Karmelu mówi o tęsknocie za doświadczeniem pełnego zjednoczenia z Nim. Stało się to dla niej nawet ważniejsze niż refleksja naukowa. Chciała skoncentrować się tylko na modlitwie – z tym że ostatecznie przełożeni nakazali jej łączenie modlitwy z naukową pracą. Również w Karmelu mogła się nią zająć – choć niewątpliwie nie było to łatwe w rytmie życia klasztornego. Można powiedzieć, że spotkać taką Edytę to strach… Ona pokazuje, że można pójść na całość. Aż po sam szczyt zjednoczenia z Bogiem – o czym pisze w „Wiedzy krzyża”.

    Zadziwia dynamizm jej życia – pęd ku prawdzie, żelazna determinacja, a po spotkaniu z Chrystusem – konsekwentne podporządkowanie Jemu absolutnie wszystkiego. Po krzyż.

    O krzyżu nie tylko pisała, ale było jej dane radykalnie go zakosztować. Dla wielu jest to zupełnie niezrozumiałe. Znany islamski pisarz Navid Kermani wyznał w niemieckich gazetach, że Bóg chrześcijan, umierający na krzyżu, jest obrazą Stwórcy i obrazą ludzkości. Pokazuje słabość, a przecież On jest wszechmogący. My, chrześcijanie, patrzymy na Boga, którego wszechmoc najbardziej przejawia się w tym, że potrafi przezwyciężyć przepaść między Stwórcą a stworzeniem – owoc grzechu. Jezus jest „Bogiem z nami”. Objawia swą moc, gdy wisi na krzyżu z przebitymi rękami, z otwartym sercem, wystawiony na kpiny. Edyta poszła za takim Bogiem. W drodze do Auschwitz powiedziała do swojej siostry Róży: „Chodź, idziemy za nasz naród” i „Ave crux spes unica” [Bądź pozdrowiony Krzyżu, jedyna nadziejo – przyp. red.]. Idzie do komory gazowej jako Żydówka, za swój naród, ale w nadziei krzyża. Idzie za tym Żydem, który poniósł krzyż.

    To tu, we Wrocławiu, matka Edyty przeżywała swój dramat związany z chrztem córki, a potem jej wyjazdem do Karmelu w Kolonii.

    Gdy Edyta odjechała do Kolonii, jej matka Augusta wzięła taksówkę i pojechała pod klasztor karmelitanek bosych. Obeszła go dookoła, chcąc zobaczyć miejsce podobne do tego, w którym będzie żyć jej córka. Nie odpisała potem na żaden jej list. „Dlaczego ty Go poznałaś? (…). Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?” – pytała wcześniej córkę, kiedy razem wracały z synagogi. Chrześcijanie i Żydzi idą jedną drogą do tego samego Boga, ale po dwóch oddzielnych jej brzegach: Jezus ich łączy i Jezus ich dzieli.

    Właśnie ukazała się, wydana we Wrocławiu, publikacja „Edyta Stein. Europa i jej tożsamość”. Czy to pozycja głównie dla specjalistów, czy przeciętny człowiek znajdzie na jej kartach coś dla siebie?

    Wydaje mi się, że mogą po nią sięgnąć specjaliści i „zwykli” ludzie, duchowni i świeccy – wszyscy, którzy mają czas zamyślić się nad sobą i swoją przyszłością.

    Książka „Edyta Stein. Europa i jej tożsamość”, Wrocław 2017, pod red. naukową ks. Jerzego Machnacza, Teresy Marcinów i Krzysztofa Serafina, jest dostępna na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół