Nowy numer 20/2018 Archiwum

W cieniu akademików, w blasku Chrystusa

100 lat temu do Wrocławia przybyli redemptoryści. Dzisiaj ich świątynia i klasztor to charakterystyczne punkty w mieście. W końcu która parafia, licząca 2,5 tys. wiernych, opiekuje się 2,5 tys. studentów i… 11 tys. zwierząt?

Oprócz tego, że wrocławscy ojcowie redemptoryści realizują charyzmat swojego zgromadzenia, odznaczają się także dużym poczuciem humoru. – Nie mamy łatwej nazwy zakonnej i czasem ludzie się mylą. Kiedyś pewien mężczyzna podszedł do mnie i pyta: czy to dom ojców rencistów? – mówi o. Ryszard Niziołek. Inni współbracia natychmiast dodają kolejne przejęzyczenia wiernych. – Mówią czasem retoryści, a nawet redempterroryści – stwierdza z uśmiechem o. Damian Simonicz, proboszcz parafii NMP Matki Pocieszenia. Od 100 lat synowie św. Alfonsa Liguoriego posługują we Wrocławiu. Szybko wrośli w krajobraz duchowy aglomeracji. Współcześnie mieszkańcy miasta najszybciej kojarzą parafię po określeniu: „Kościół obok Teków, na Wittigowie”.

Jak się zaczęło?

Zakonnicy przybyli do Wrocławia na zaproszenie kard. Adolfa Bertrama. W marcu 1918 r. hierarcha zakupił od szpitala św. Łazarza dom z obszernym parkiem oraz ogrodem, w sumie ponad 2 hektary. Na fundację wybrał znacznie oddaloną od centrum miasta dzielnicę „Grüneiche”, dziś „Dąbie”. Całość oddał na własność Zgromadzeniu Najświętszego Odkupiciela. Nowa fundacja miała należeć do prowincji nadreńskiej. 18 maja 1918 r. o. Rossler, znany pisarz, objął we wrocławskim klasztorze urząd rektora. Jak podają źródła, nowych osiedleńców okoliczna ludność przyjęła z radością. Spieszyła ojcom z pomocą, pomagała w ogrodzie czy też finansowo. Klasztory zakonnic dostarczyły potrzebnych sprzętów kościelnych. Po jakimś czasie mała kaplica domowa nie wystarczała wiernym. Postanowiono więc zbudować kościół tymczasowy, który wzniesiono w siedem pierwszych miesięcy 1919 roku. Jednak nigdy nie zamieniono go na większą budowlę i świątynia stoi do dziś. Jest bardzo charakterystyczna, ponieważ to malownicza konstrukcja szachulcowa przypominająca mur pruski. Symbolicznie budowla ta łączy się z matką wrocławskich kościołów, czyli katedrą na Ostrowie Tumskim. Kardynał Bertram bowiem ofiarował redemptorystom drzewo z rusztowań oraz 10 tys. marek, pozostałe z budowy wieży katedralnej. – 2 lipca 1919 r. kanonik Wojciech poświęcił nowo wzniesiony, skromny dom Boży pw. Matki Bożej Pocieszenia – opowiada o. Damian Simonicz, obecny proboszcz. Ojcowe zajmowali się duchowo mieszkańcami tzw. Wielkiej Wyspy, czyli terenu otoczonego przez Odrę.

Dzięki komunistom mamy parafię

W 1945 r. do redemptorystów niemieckich dołączyli redemptoryści polscy i niedługo potem w październiku tego samego roku niemieccy kapłani władzę w klasztorze przekazali polskim zakonnikom. Pierwszym polskim przełożonym wspólnoty wrocławskiej został o. Marian Pirożyński, który po II wojnie światowej na ochotnika zgłosił się do służby w zniszczonym Wrocławiu. Klasztor podlegał terytorialnie parafii Świętej Rodziny. Ojciec Marian zajął się studentami, prowadził dla nich stołówkę, służył duszpasterską pomocą i kierownictwem duchowym. Powołał do istnienia pierwsze wrocławskie duszpasterstwo akademickie. Bardzo ważny dla wrocławskich redemptorystów jest rok 1951, w którym erygowano parafię. – Zarówno wtedy, jak i współcześnie liczba parafian waha się między 2,5, a 3 tysiącami. Nasi ojcowie dojeżdżali, a właściwie dopływali (bo nie było mostu) do kościoła św. Jacka na Swojczycach, by odprawiać tam Msze św. – mówi o. D. Simonicz. Oprócz dwóch Mszy w swoim kościele zakonnicy dojeżdżali jeszcze do Brochowa, koło dworca towarowego, by sprawować Eucharystię, ponieważ delegacja parafian stamtąd ich poprosiła. – Przez kilka miesięcy posługiwali także w hali fabryki jedwabiu na Kowalach za Odrą – dodaje proboszcz. Redemptoryści na świecie rzadko prowadzą parafie. W naszym kraju wzięło się to z czasów PRL. – Kościół był prześladowany przez reżim komunistyczny i kard. Stefan Wyszyński podpowiedział, aby zakony obejmowały parafie. Wtedy w starciu z władzą komunistyczną stosowały argument, że prowadzą działalność prospołeczną – mówi o. Jarosław Krawczyk. Tłumaczy przy tym, że zakony, które nie miały związku z instytucjami Kościoła, były łatwiejsze do zlikwidowania. – Stąd zaangażowaliśmy się w parafie i tak już zostało. Gdybyśmy we Wrocławiu tego nie zrobili, komuniści po prostu by nas stąd usunęli – podsumowuje o. Jarosław. W stanie wojennym za sprawą o. Waldemara Gawłowskiego redemptoryści ukrywali opozycjonistów „Solidarności” i zaangażowali się w pomoc represjonowanym i prześladowanym przez reżim komunistyczny.

Studencko i patriotycznie

Z czasem duży teren ogrodu redemptoryści sprzedali państwu. Dzisiaj w tym miejscu stoi miasteczko akademickie, czyli domy studenckie Politechniki Wrocławskiej, nazywane popularnie „Tekami” (od nazw akademików T-15, T-16, T-17 i T-19) lub os. Wittigowo (od ulicy Edwarda Wittiga). – Szacuję, że na naszych Mszach św. niedzielnych pojawia się ok. 30 proc. mieszkańców „Teków”. Kiedy przyszedłem do parafii 10 lat temu, w akademikach mieszkało około 2400 osób. Z tego 90 proc. to byli Polacy, trochę Ukraińców i Białorusinów. Obecnie procent obcokrajowców waha się miedzy 30 a 40 i są to cudzoziemcy z dalekich stron: Hiszpanie, Chińczycy, Pakistańczycy – opowiada o. Mariusz Simonicz, opiekun duszpasterstwa akademickiego „Redemptor”. Jak dodaje, studenci hałasują coraz mniej, a kiedy zrobi się ciepło, rozchodzi się zapach grillowanej kiełbasy. – Nigdy nie spotkaliśmy się z negatywnymi reakcjami na habit. Zawsze odzew jest albo pozytywny, albo neutralny, obojętny – stwierdza o. Jarosław Krawczyk. DA Redemptor w ciągu roku akademickiego regularnie ewangelizuje środowisko braci studenckiej przez wiele pomysłowych inicjatyw jak „Koncert na Tekach”, gdzie promuje się wartościową muzykę z przesłaniem, czy „Laboratorium Miłości” – konferencje o relacjach damsko-męskich w chrześcijańskim kontekście. Pod opieką parafii Matki Bożej Pocieszenia znajduje się szkoła podstawowa i trzy przedszkola, gdzie o. Wojciech Wilgowicz głosi katechezę. Z inicjatywy o. Stanisława Golca (proboszcza w latach 1993–2008) powstało Sanktuarium Golgoty Wschodu, upamiętniające ofiary terroru komunistycznego, oraz Izba Pamięci (2003 r.) – małe muzeum gromadzące dokumenty i pamiątki świadczące o martyrologii Polaków na Wschodzie.

Młodzi, piękni, pomysłowi

Obecnie w klasztorze mieszka 6 kapłanów: o. Damian Simonicz, o. Jarosław Krawczyk, o. Ryszard Niziołek, o. Mariusz Simonicz, o. Wojciech Wilgowicz i o. Zdzisław Pietkiewicz. To najmłodsza wspólnota Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela w Polsce, czyli w prowincji warszawskiej. Parafia Matki Bożej Pocieszenia wbrew powszechnym tendencjom nie zmniejsza się. – Pod tym względem jesteśmy wyjątkowi, ponieważ osiadają tu małżeństwa tzw. postakademickie, w większości absolwenci DA Redemptor. W 2017 r. odprawiliśmy 38 pogrzebów, a ochrzciliśmy 70 dzieci – podaje o. Damian Simonicz. Jego zdaniem ewenementem jest także obecność prawie 20 dzieci na wieczornych Mszach św. w tygodniu. – Przychodzą całe rodziny. Śmiejemy się, że wtedy przed kościołem tworzy się „Park Maszyn”, czyli mnóstwo wózków i rowerków – oświadcza proboszcz. W ogrodach klasztornych zakonnicy mają atrakcyjny plac zabaw, który przyciąga dzieci z całej okolicy – nie tylko wierzące. Wspólnota zakonna wrocławskich redemptorystów jest też związana ze zwierzętami przez bezpośrednie sąsiedztwo Ogrodu Zoologicznego, który właściwie znajduje się na terenie parafii. I jak tego nie wykorzystać? – W Niedzielę Dobrego Pasterza goszczą u nas owce, w Niedzielę Palmową organizujemy wjazd Pana Jezusa na osiołku, na Boże Narodzenie mamy żywą szopkę. To efekt współpracy z wrocławskim zoo. W końcu zwierzęta to nasi parafianie w liczbie 11 tysięcy. Kolędy nie przyjmują jedynie żyrafy, bo to muzułmanki – żartuje o. D. Simonicz.

To dopiero początek

Zakonnicy podejmują wraz z wiernymi dużo inicjatyw integrujących parafię, np. wspólne pikniki. Na urodziny Pana Jezusa tradycją stał się tort, a w wakacje po Mszy św. dzieci dostają lody. – Tutaj Kościół jest wspólnotą. Znamy się z większością ludzi – deklaruje proboszcz. – Nie czujemy atmosfery dużego miasta. 80 ha parków wokół, ścieżki rowerowe. Ludzie znają sąsiadów, panuje atmosfera rodzinna, co nie zdarza się w wielkomiejskich parafiach, szczególnie tych z blokowiskami – dodaje o. Krawczyk. – Pracowałem w Elblągu 6 lat w parafii, gdzie mieszkało 18 tys. wiernych. Potrzebowałem 3 lat, żeby względnie kojarzyć część osób. Tutaj jest zupełnie inaczej. Od razu, gdy przyszedłem, w pierwszą niedzielę ludzie okazali się bardzo otwarci, przywitali mnie, pytali, kim jestem – dzieli się o. Wilgowicz. Kwietniowa uroczystość 100. rocznicy przybycia ojców redemptorystów do Wrocławia rozpoczyna rok jubileuszowy. – Docelowo chcemy zorganizować jesienią sympozjum na temat obecności redemptorystów we Wrocławiu. A w przyszłym roku, też zapewne w kwietniu, zakończymy jubileusz, świętując 100-lecie powstania kościoła – zapowiada o. M. Simonicz, przełożony klasztoru.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma