Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ten obraz nosimy w sercu

Świątniki to niewielka wioska, położona zaledwie kilka kilometrów od Sobótki. Na jeden dzień staje się miejscem, do którego ściągają ludzie z całej Polski, a może nawet z całego świata. A wszystko przez jedną Panią…

Biskup Jan Bagiński z Opola miał łzy w oczach, kiedy w ubiegłym roku pierwszy raz wszedł do kościoła w Świątnikach i zobaczył znajdujący się w głównym ołtarzu wizerunek Matki Bożej Bolesnej z Niewirkowa. – Przed tym obrazem był chrzczony, pierwszy raz przyjął Komunię Świętą, sakrament bierzmowania. Nie zdążył jednak odprawić Mszy św. prymicyjnej. Sprawując Eucharystię w czasie I Ogólnopolskiego Spotkania Miłośników Wołynia, przeżywał swoje prymicje – opowiada proboszcz ks. Zbigniew Słobodecki. Obecność Pani Niewirkowskiej w należącej do parafii w Nasławicach wsi zadecydowała o tym, że tutaj chcą spotykać się dawni mieszkańcy Wołynia oraz miłośnicy Kresów. Na Dolny Śląsk wizerunek Maryi przywieźli dwaj bracia Antoni i Marian Filończukowie. Jak opowiada Wanda Kluza, córka pana Mariana, jej rodzice często wspominali, że w czasie ataku banderowców Polacy schronili się w niewirkowskim kościele. – Kilka dni banderowcy oblegali świątynię, bezskutecznie próbując ją podpalić. Po pewnym czasie wycofali się, a miejscowa ludność była przekonana, że to kolejny cud za wstawiennictwem Matki Bożej – mówi pani Wanda. Dodaje, że do świątyni w Niewirkowie przychodziły pielgrzymki. Ludzie pieszo pokonywali kilkadziesiąt kilometrów, by uczestniczyć w uroczystościach odpustowych. – Mój ojciec był wtedy kościelnym. Wiele razy opowiadał o uzdrowieniach, które dokonały się przy tym obrazie. Kiedy trzeba było opuścić Wołyń, tato pani Wandy wraz z bratem spakowali do skrzyń wizerunki: Matki Bolesnej oraz Matki Bożej Różańcowej. Aby przewieźć je przez granicę, obłożyli bagaż sianem, na którym leżały dzieci.

– Miałam wtedy roczek i nieświadomie brałam udział w przemycie – uśmiecha się W. Kluza. Na pamiątkę tego wydarzenia mama w dniu bierzmowania wybrała dla niej imię Maria. Po przybyciu do Świątnik, nocą, pierwsi osadnicy zawiesili obraz w głównym ołtarzu znajdującego się tu ewangelickiego kościoła. – Dla nas było jasne: jest Pani z Niewirkowa, proboszcz, który życzliwie nas przyjmuje i fantastyczni mieszkańcy wioski, którzy natychmiast zaoferowali pomoc. Świątniki stały się naszym domem – tłumaczy wybór miejsca ubiegłorocznego spotkania Wołynian Ryszard Zaremba, prezes Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej. – Przyjeżdżają ludzie ze Szczecina, z Krakowa, z Opola, z Górnego Śląska. Nigdy nie wiemy, ilu ich będzie. Kilka dni temu dzwoniła ponadosiemdziesięcioletnia pani, która szlochając, mówiła, że nie jest w stanie sama przyjechać na spotkanie. Prosiła, by jej jakoś pomóc, bo jej marzeniem jest, by jeszcze raz w życiu być wśród swoich. Chcemy się spotkać, porozmawiać, zobaczyć, ilu nas jest, miło spędzić czas, dać trochę ciepła tym ludziom, którzy tak wiele przeżyli i którzy przez lata bali się mówić o swoich korzeniach – opowiada. Prezes podkreśla, że dla wielu znicz zapalony pod krzyżem kościoła w Świątnikach to jedyna okazja, by wspomnieć przodków, których grobów być może nie są w stanie odnaleźć. – Proszę pamiętać, że jest mnóstwo mogił, cmentarzy, gdzie do tej pory nikt nie odprawił Mszy św. pogrzebowej za spoczywających tam Polaków. Ogromna część z nich już zniknęła z mapy. Tutaj ich polecamy, dlatego można powiedzieć, że Msza św. w czasie tego spotkania nabiera szczególnego charakteru i znaczenia – puentuje.

Ocalić od zapomnienia

Ks. Zbigniew Słobodecki, proboszcz par. pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w Nasławicach. – Kiedy przedstawiciele Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej poprosili o pomoc w zorganizowaniu spotkania, uśmiechnąłem się, gdyż moi przodkowie także pochodzą z Kresów. Pamiętam, że w moim domu wisiał podobny wizerunek Matki Bożej. Gdy zostałem tutaj proboszczem, wszedłem do tego kościoła, wzruszyłem się i powiedziałem, że tutaj coś się jeszcze wydarzy. Owocem ubiegłorocznego święta jest kwesta, którą organizujemy na cmentarzach parafialnych, by ratować nekropolie na Wschodzie. Dzięki pieniądzom zebranym przez naszych parafian udało się już wesprzeć trzy cmentarze. Tu nie chodzi o to, by wypominać sobie, kto kogo bardziej skrzywdził. To już odpływa. Chcemy jednak uratować od zapomnienia to, co jest wpisane w naszą polskość. Wanda Kluza – Rodzice wiele razy wspominali rzeź wołyńską i w tych wspomnieniach przeważały obrazy bestialskich mordów dokonanych na niewinnych ludziach, jednak muszę przyznać, że kiedy mój tato opowiadał o Wołyniu, dało się wyczuć tęsknotę za tym miejscem. Mówił: „dzieci, my tu jesteśmy tylko na chwilę. Wrócimy. Tam wybudowałem dom”. Uciekając z Niewirkowa, ponieważ nie był w stanie zabrać wszystkiego, na placu przy kościele zakopał dzwon oraz liturgiczne sprzęty i wyposażenie świątyni. Zrobił plan, by po powrocie odnaleźć ukryte skarby.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama