Nowy numer 43/2020 Archiwum

Krzyż, który dźwigał papieża

W Wielki Piątek 2005 r. trzymał go w dłoniach bł. Jan Paweł II. Już niedługo papieski krucyfiks odwiedzi parafie naszej diecezji.

Peregrynacja papieskiego krzyża, która rozpocznie się w naszej diecezji w Środę Popielcową i potrwa do 2 lutego 2014 r., to jedna z inicjatyw, jakie w Roku Wiary proponuje Wydział Duszpasterski naszej kurii. – Spotkanie z tym krzyżem i modlitwa, nie tylko za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II, ale razem z nim, to ogromna nadzieja na ożywienie wiary w naszych wspólnotach – mówi ks. dr Marian Biskup, wikariusz biskupi ds. duszpasterstwa, odpowiedzialny za przygotowanie i przebieg peregrynacji. – To wyjątkowa relikwia, ukazująca całe bogactwo ludzkiej, chrześcijańskiej i kapłańskiej duchowości papieża Polaka – dodaje.

Przywołuje przy tym słowa kard. Stanisława Dziwisza: „Ojciec święty, unieruchomiony na wózku, nie tylko trzymał krzyż w swoich dłoniach, nie tylko tulił i wpatrywał się w Chrystusa ukrzyżowanego, ale on był z Jezusem na krzyżu”. – Z wypowiedzi naocznych świadków wydarzeń Wielkiego Piątku 2005 r. wiemy, że Jan Paweł II trzymał ten krucyfiks z trudnością, dotykał go czołem, ale – jak mówią – to nie papież dźwigał krzyż, to krzyż dźwigał papieża. Wierzę, że pomoże także wielu dźwignąć się z ich trudności, problemów, kryzysów, a umacnia mnie w tym jego historia – dopowiada wikariusz biskupi.

Niech idzie

Można być pewnym, że przed Wielkim Piątkiem 2005 r. krzyż przynajmniej raz już trzymał w swoich dłoniach Jan Paweł II. Było to 7 lipca 2000 r., kiedy dostał go w prezencie od mieszkańców podkarpackiej gminy Olszanica, pielgrzymujących do Watykanu. Ciekawe jest także to, iż na papieską audiencję krucyfiks trafił niemal wprost ze ściany mieszkania państwa Janiny i Stanisława Trafalskich. Kiedy bowiem wójt gminy poprosił pana Stanisława, by w ciągu kilku godzin odnowił figurkę, którą zamierzał wręczyć ojcu świętemu i okazało się, że renowacja w tak krótkim czasie nie jest możliwa, pani Janina zaproponowała, by papieżowi ofiarować krzyż, który wisi w jej pokoju. Jak później wyznała – nigdy nie żałowała tej spontanicznej decyzji. Zastanawiała się tylko, gdzie ich dar się znajduje i czy nie zagubił się wśród tysięcy innych podarunków. Dla niej bowiem był to szczególny krzyż. Wyrzeźbił go własnoręcznie jej mąż w 1997 r., zaraz po tym, jak 29-letnia wówczas Janina, matka sześcioletniego Sebastiana, w wyniku wypadku uszkodziła kręgosłup i musiała pogodzić się z tym, iż resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Chciała umyć okna, wyszła na parapet, zachwiała się i upadła z wysokości ok. 8 metrów. Widząc, jak trudno jej było pogodzić się z cierpieniem, pan Stanisław wpadł na pomysł niezwykłego prezentu. Tym, co przyciągało uwagę oglądających dzieło rzeźbiarza samouka, była niezwykła precyzja w przygotowaniu figury Chrystusa, który ma odchyloną głowę ku górze i zamknięte oczy oraz nogi zwisające bezwładnie, jak u człowieka sparaliżowanego. Trzy lata krucyfiks wisiał przy łóżku pani Janiny nad jej głową. Kobieta przemodliła przed nim wiele godzin. Sama mówiła, że było w nim coś takiego, co osobiście pomagało jej się skupić na modlitwie. Dar państwa Trafalskich nie zaginął. Trafił do abp. Mieczysława Mokrzyckiego, wówczas sekretarza ojca świętego, i przez kilka lat wisiał w jego sypialni nad łóżkiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama