Nowy numer 44/2020 Archiwum

Boży wędrowcy

„Jak długo Bóg nie jest wszędzie uwielbiany, nie wolno ci nawet na moment spocząć” – pisał o. Franciszek Jordan, założyciel salwatorianów. Członkowie zgromadzeń zakonnych opuszczający progi seminariów naszej archidiecezji nie spoczywają. Spotkasz ich w każdym zakątku świata.

Salwatorianie z polskiej prowincji kształcący się w Bagnie (okolice Obornik Śl.) pracują w Europie, Azji, Afryce, obu Amerykach, Australii. „Nad polską prowincją nie zachodzi słońce” – mawia ks. Bogdan Giemza SDS. Jego współbracia są na każdym kontynencie – może poza Antarktydą (ale to pewnie kwestia czasu). Klaretyni, przygotowujący się do kapłaństwa we Wrocławiu też nie usiedzą w miejscu – wzorem założyciela, św. Antoniego M. Clareta, który przemierzał świat, głosząc słowo Boże.

W buszu i z książką

– Wędrował pieszo, z laską i tobołkiem, jak jest przedstawiony na figurze w Krzydlinie – mówi o. Piotr Boroń CMF. – Marzył, by głosić Chrystusa zwłaszcza ludziom ubogim. Wierność wobec nich przypłacił kilkunastoma zamachami na swoje życie. Chciał, żeby jego duchowi synowie szli na krańce świata. Myślał nawet o skonstruowaniu balonu, żeby misjonarzom ułatwić przemieszczanie się. Był bardzo praktycznym człowiekiem. Założył jako pierwszy kasy społeczne. Wykorzystywał słowo drukowane, rozdając książeczki w kieszonkowym formacie, rysował – jego katechizmy były zawsze ilustrowane. Dziś spośród 100 klaretynów polskiej prowincji ponad 60 pracuje poza granicami kraju. Są  m.in. w Afryce, na Kubie, Syberii, Filipinach. Do polskiej prowincji należą też, co ciekawe, Afrykanie. – Dla mnie motywacją wstąpienia do zgromadzenia było właśnie pragnienie wyjazdu na misje do Afryki – wspomina o. Piotr. Pragnienie spełniło się. Po kilku latach oczekiwania trafił na Wybrzeże Kości Słoniowej, najpierw do placówki misyjnej pośród buszu, gdzie wraz z dwoma innymi ojcami otaczał duszpasterską opieką okoliczne wioski. – Było ich ok. 40. Każdą zamieszkiwało inne plemię, z własnym językiem. Każdy z nas po kolei wyruszał na 4–5-dniowe objazdy wiosek, spędzając czas z mieszkańcami, katechizując, odprawiając Mszę św., udzielając sakramentów – opowiada. Później pracował w dużym mieście, Abidżanie, wśród żyjących nad brzegiem oceanu ubogich imigrantów, którzy przybyli tu za pracą. Dziwili się, że ludzie z „bogatej Europy” chcą być z nimi...

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama