Nowy numer 34/2019 Archiwum

Tu zmartwychwstają


Misja Dworcowa. Zanim trafiła do ośrodka, żyła na ulicy. Długo nie wiedziała, że jest w ciąży. 
Alkohol, narkotyki, choroba weneryczna nie rokowały dziecku dobrze. 
A jednak urodziło się,
piękne i zdrowe. 
I zmobilizowało swoją mamę do wzięcia się 
w garść. Takich historii o powrotach do życia usłyszysz u sióstr wiele.

Wrocławski Ośrodek Interwencji Kryzysowej dla dziewcząt należy do Stowarzyszenia „Misja Dworcowa” im. ks. Jana Schneidera, zainicjowanego w 2004 r. i prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej. Wspiera dziewczyny w kryzysie – bezdomne, ofiary przemocy, z trudną sytuacją rodzinną, uwikłane w prostytucję. Trafiają tu na różne sposoby. Czasem kieruje je MOPS, znajomi, zaprzyjaźnione organizacje pomocowe, a czasem odnajdywane są w mrocznych zakamarkach w czasie ulicznych wypraw członków stowarzyszenia. Trochę jak na wielkanocnych ikonach, gdzie Pan Jezus zstępuje do piekieł, wyciągając Adama i Ewę z ponurych czeluści.


Odszukane


Jak znaleźć takie pogubione, poranione Ewy? – Chodzimy na stary dworzec (na nowym teraz zdecydowanie mniej jest bezdomnych), po okolicznych ulicach, pustostanach, nieużywanych garażach, komórkach, galeriach handlowych – mówi s. Edyta, która akurat wróciła z „obchodu” Galerii Dominikańskiej. W pokoju, gdzie pijemy kawę, czeka nosidełko, przygotowane dla niemowlaka, który ze swoją mamą ma dziś wrócić ze szpitala. W ośrodku co rusz świętuje się przyjście na świat dzieciątka którejś z podopiecznych. Raz po raz wpadają tu dawne wychowanki – a to pożyczyć inhalator dla dziecka, a to chwilkę pogadać. Właśnie zagląda Monika z synkiem Maćkiem, która mieszkała tu kiedyś niemal przez rok. Marianki są dla niej jak rodzina. – Wychowywałam się u sióstr w domu dziecka, w ich ośrodku się usamodzielniałam. Pracowałam w prowadzonym również przez nie Domu Opieki Społecznej, tam poznałam swojego męża – wspomina.
Ela jest tu od grudnia. Pochodzi z ubogiej rodziny, gdzie ojciec zaglądał często do kieliszka, a mama była potwornie zapracowana. W historii jej życia jest śmierć ukochanej babci, choroby, szpital, w końcu wyjazd do Anglii, poznanie „nieodpowiedniego” chłopaka, od którego trudno się było uwolnić, w końcu poważna depresja. – Nie miałam siły się ubrać, umyć, jeść – wspomina. Rodzina tego nie rozumiała. Na szczęście w szpitalu poznała pewną miłą starszą panią. Odwiedzała ją przyjaciółka, która okazała się... mamą s. Goretti. Ostatecznie dziewczyna znalazła pomoc w ośrodku sióstr marianek. – Czuję się tu jak w domu – mówi. – Udało mi się znaleźć pracę, zaczęłam się uczyć języka, mam zamiar znaleźć sobie jakieś lokum. Zaczęłam też chodzić na spotkania wspólnoty Hallelujah. Wiem, że wszystkie problemy da się rozwiązać, trzeba tylko chcieć.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL