Nowy numer 38/2018 Archiwum

Wyciągnięta ręka

O wędrówkach po pustostanach i niesieniu nadziei 
w rozmowie z Agatą Combik opowiadają s. Goretti – kierująca ośrodkiem – oraz s. Edyta odpowiedzialna za pracę na ulicy.


Agata Combik: Dla kogo jest Ośrodek Interwencji Kryzysowej?


S. Goretti: Dla dziewczyn znajdujących się w trudnej sytuacji, mających od 18 do ok. 29–30 lat. Jeśli trafiają do nas starsze kobiety czy z większą liczbą dzieci, to kierujemy je do placówek, z którymi współpracujemy (Schronisko Towarzystwa św. Brata Alberta, Stowarzyszenie „Nadzieja”, „Pierwszy krok”). Czemu tak? Starsze osoby potrzebują więcej spokoju, młodsze chcą czasem pogadać sobie do późna w nocy, puścić głośniej muzykę – mają inne potrzeby. W pierwszej kolejności przyjmujemy dziewczyny z Wrocławia. W Ośrodku Interwencji ustawowo mogą przebywać 3 miesiące, ale ten okres bywa przedłużany. Czasem trochę potrwa, zanim osoba w ciężkiej depresji przejdzie terapię, stanie na nogi. Dziewczynę w ciąży wspieramy do momentu urodzenia i w połogu, do chwili, aż dostanie mieszkanie socjalne czy wynajmie sobie coś, dostanie żłobek dla dziecka.


Ośrodek to niejedyna forma Waszej działalności…


S. Goretti: Tak, prowadzimy ponadto Punkt Konsultacyjno-Informacyjny, warsztaty profilaktyczne – np. w szkołach, świetlicach, wychodzimy na ulice. Z punktu korzystają dziewczyny, które odchodzą z ośrodka, a także ludzie z zewnątrz. Można tu zasięgnąć porady pedagoga, psychologa. Opiekujemy się kilkoma rodzinami – również materialnie, korzystając z produktów z Banku Żywności. Czasem ludzie dzwonią w sytuacjach nagłych, np. gdy dziecko podejmuje próbę samobójczą. Jesteśmy w stanie od razu poradzić, co zrobić, do kogo się udać. Mamy pokój interwencyjny dla osób pilnie potrzebujących pomocy.


Jak wygląda praca na ulicy?


S. Edyta: Chodzimy po okolicach dworca, po ulicach i podwórzach w śródmieściu, do pustostanów, do centrów handlowych. Najważniejsze, by być tam systematycznie, nawiązać najpierw kontakt, który nazywam „znamy się tylko z widzenia”. Trzeba długo bywać na ulicy, żeby rozpoznać, kto jest kto, żeby inni oswoili się z nami. Informacji zasięgam zwykle u bezdomnych, najlepiej zorientowanych, kto nowy pojawił się na danym terenie. Mam wśród nich osoby-klucze, ale rozmawiam z każdym, kto chce. Różnie się te kontakty nawiązuje. Przykładowo w tamtym roku spotkałam młodych ludzi, którzy zbierali na coś pieniądze. Usłyszałam: „Od tej nie bierz, to zakonnica, nic nie ma”. Zatrzymałam się, spytałam, na co zbierają (powiedzieli, że na jakiś koncert). Ostatecznie ze dwie godziny przesiedziałam z nimi na ławce. Potrzebowali się wyżalić, być wysłuchanymi. Mieliśmy ze sobą kontakt ze 2–3 miesiące.


Nie boicie się chodzić do pustostanów?


S. Edyta: Samemu tam się nigdy nie chodzi. Trzeba zachować rozsądek i słuchać instynktu, który podpowiada, że robi się niebezpiecznie, wycofać się, gdy widać u kogoś agresję. Żeby chodzić na tereny kolejowe, trzeba zresztą mieć pozwolenie ze Służby Ochrony Kolei, przejść przeszkolenie. Zwykle idzie się tam wieczorami. To naprawdę ma sens. W starych wagonach, budynkach kolejowych można spotkać osoby żyjące w nieludzkich warunkach, też dziewczyny. Kiedyś szliśmy tam, mając za przewodnika bezdomnego pana Andrzeja. Znajomy usłyszał, jak coś się poruszyło. Myślał, że to szczur. Gdy poświecił latarką, dostrzegł człowieka w stanie agonalnym, leżącego na stercie śmieci. Wezwaliśmy pogotowie. Nie udało się go już uratować, ale przynajmniej nie umierał sam, na śmieciach. Przedtem nawet nocujący obok bezdomni „machnęli ręką” na niego, jako na narkomana.
S. Goretti: Koncentrujemy się na dziewczynach, ale gdy spotkamy innych potrzebujących, też nie pozostajemy obojętni. Okazuje się, że bardzo łatwo zostać bez dachu nad głową. Można być „porządnym człowiekiem”, płacącym regularnie czynsz, a nagle stracić wszystko. Przychodzi nowy właściciel kamienicy, podwyższa opłaty lub też mówi: albo pan wykupuje mieszkanie, albo się wyprowadza... Ludzie w ten sposób czasem na starość lądują w piwnicy, na strychu.


Jak można wspomóc Misję Dworcową?


S. Goretti: Na pewno cenne jest dla nas wsparcie finansowe (trwa remont parteru naszego budynku – szczęśliwie od grudnia 2011 r. budynek jest już dzierżawiony od miasta na czas nieokreślony). Chętnie przyjmiemy na przykład ubranka, łóżeczka, wózki, pampersy. Możliwy jest też wolontariat, choć może nie od razu nowe osoby będą mogły angażować się we wszystkie działania. To zajęcie dla osób konsekwentnych, wytrwałych.•


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma