GN 24/2018 Archiwum

Omaha we Wrocławiu?

Z Sue Hilgers, współtwórczynią Modelu Creightona, który leży u podstaw leczenia niepłodności metodą naprotechnologii, rozmawia Karol Białkowski.

Karol Białkowski: Czy możemy pokusić się o stwierdzenie, że naprotechnologia jest najlepszym lekarstwem na wszystkie kobiece schorzenia?

Sue Hilgers: Zdecydowanie tak. Oczywiście zakładając, że mówimy o prokreacji i zdrowiu ginekologicznym.

W Polsce trwa cały czas batalia o życie. Dyskusja o refundowaniu z budżetu państwa procedury in vitro jest ciągle jednym z głównych tematów debat. W całym tym zamieszaniu nie mówi się zbyt wiele o naprotechnologii. Jak przekonać pary do tego, że ta metoda jest rozwiązaniem, którym warto się zainteresować?

Są dwie drogi. Pierwsza dotyczy rzetelności i profesjonalizmu w prowadzeniu par podczas nauczania Modelu Creightona i później leczenia naprotechnologią. Naszym zadaniem jest spełnić oczekiwania pacjentów, by byli zadowoleni z otrzymanej skutecznej pomocy. Gdyby nam to nie wychodziło, nasza praca nie miałaby sensu. Druga droga jest dużo trudniejsza i wymaga zaangażowania wielu instytucji. Potrzeba mediów, rządu, Kościoła i lekarzy – ludzi, którzy rozumieją, że edukacja w tym kierunku może pomóc bardzo wielu osobom.

Wracam do in vitro. Czy uważa Pani, że w Polsce i na świecie istnieje lobby dbające o to, by sztuczne zapłodnienie miało odpowiednią promocję i w związku z tym, by naprotechnologia była cały czas traktowana jako metoda „gorsza”?

Zdecydowanie tak. Zapłodnienie in vitro jest bardzo drogie i firmy, które się zajmują tego typu działalnością, zarabiają ogromne pieniądze. Mając tak duże środki, mogą promować tezę, że in vitro jest doskonałą odpowiedzią na problemy z płodnością. Do tego na uniwersytetach poświęca się wiele czasu na naukę o sztucznym zapłodnieniu, a o naturalnych metodach leczenia niepłodności mówi się bardzo mało. To też sprawia, że środowisko medyczne nie wie o naprotechnologii zbyt wiele i, co za tym idzie, nie proponuje jej później pacjentom. Od 40 lat w medycynie używa się pigułki antykoncepcyjnej, in vitro, aborcji i sterylizacji. Lekarze myślą, że pomagają kobietom.

Przed marcową naprokonferencją zachęcałem jedną studentkę Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu do wzięcia w niej udziału i posłuchania autorytetów – lekarzy praktykujących leczenie tą naturalną metodą. Odrzuciła propozycję, uznając, że naprotechnologia nie ma nic wspólnego z medycyną, traktując ją jako „kościelny zabobon”...

Dlaczego lekarze nie wybierają naprotechnologii? Wydaje nam się, że jest to kwestia wiary. Boga nie znajdziemy w pigułce, in vitro czy aborcji. To wiara otwiera umysły lekarzy na napro. Chodzi o zmianę myślenia. Zdarzają się tacy lekarze, którzy decydują się na przejście programu szkoleniowego pod czyimś wpływem. To, czego się dowiadują, jest tak mocne, ugruntowane w nauce i przekonujące, że zaczynają patrzeć na naprotechnologię w inny sposób. Jest to jednak bardzo trudne, bo oprócz otwartości na wiedzę musi się coś zmienić również w sercu. Mamy nadzieję, że lekarzy i instruktorów związanych z naprotechnologią będzie coraz więcej. Polska i Wrocław są tego doskonałym przykładem.

Jeszcze rok temu Dolny Śląsk był ogromną pustynią naprotechnologiczną. Dziś kilkunastu lekarzy i instruktorów gwarantuje coraz lepszy dostęp do leczenia. Czy we Wrocławiu powstanie ośrodek podobny do Instytutu Papieża Pawła VI w Omaha?

Z pewnością możecie robić to, co my robimy w USA. Bardzo ważne są leczenie farmakologiczne, chirurgiczne, opieka prenatalna i edukacja. Siostry boromeuszki chciałyby zapewnić to wszystko kiedyś w powstającej powoli placówce. Dzieje się tu coś wyjątkowego. Widzę radość i oddanie wśród wszystkich zaangażowanych w projekt. Życzę powodzenia i wierzę, że niebawem wiele par z regionu, i nie tylko, znajdzie kompleksową pomoc, nie oddalając się zbytnio od domu.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma