Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tajne agentki Pana Boga

Życie konsekrowane. Delikatny makijaż, zadbane paznokcie, modne ubranie i piękny uśmiech. Ich naturalna, zewnętrzna kobiecość jest pewnym narzędziem. Ważne jest to, co wewnątrz, i przykład, którym mogą pociągać innych ku Bogu.

O takiej formie życia ciągle jeszcze niewiele osób wie, choć z każdym rokiem podobnych propozycji dla kobiet i mężczyzn jest coraz więcej – mówi Ania. Członkinie Oriońskiego Instytutu Świeckiego są osobami świeckimi, które oddają swoje życie Chrystusowi. Składają śluby czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i w tym konkretnym przypadku dodatkowy czwarty ślub – szczególnej wierności papieżowi. Czym zatem różni się instytut życia konsekrowanego od zgromadzenia zakonnego? – Nie żyjemy w klasztorach, pozostajemy w świecie. Nie zakładamy rodzin, ale pracujemy, uczymy się i musimy zabiegać o to, byśmy miały gdzie mieszkać i co jeść. Pochodzimy z różnych stron Polski, mieszkamy w różnych miejscowościach – zaznacza. Dziewczyny, które zdecydowały się na życie jako świeckie osoby konsekrowane, niczym nie wyróżniają się z tłumu. – Oczywiście prowadzimy intensywne życie modlitewne – dodaje.

Nie ma przypadków

Ania pochodzi z Dolnego Śląska. Już od czasów szkoły średniej mocno się zastanawiała, jaka powinna być jej życiowa droga. – Rozważałam wstąpienie do jakiegoś zakonu. Pociągała mnie ta myśl, ale nie zdecydowałam się – opowiada. Gdy zdała maturę, wraz z kilkoma bliskim koleżankami przyjechała na studia do Wrocławia. Wybrała pielęgniarstwo na ówczesnej Akademii Medycznej. Dziewczyny postanowiły również zadbać o „zaplecze duchowe”, uczestnicząc aktywnie w spotkaniach FDA „Porcjunkula”. – Byłyśmy związane z franciszkanami, bo to właśnie ci ojcowie posługują w naszej rodzinnej parafii, i pewnie dlatego zdecydowałyśmy trzymać się ich dalej – zaznacza.

Okres wrocławski wspomina bardzo dobrze. – Mam ogromny sentyment do tego miasta. Wiele osób mówi, że studia to najpiękniejszy czas w życiu ze względu na rozeznawanie swojej przyszłości – dodaje. Przyznaje, że podczas kilku lat mieszkania w stolicy Dolnego Śląska wielokrotnie zastanawiała się, czy nie powinna rzucić studiów i jednak wstąpić do zakonu. – W tych poszukiwaniach znalazłam pomoc. Gdy byłam już w zasadzie w desperacji, co robić, napisałam do wcześniej poznanych sióstr zakonnych prośbę o modlitwę. Odpisały mi, abym do nich przyjechała – opowiada. Ania otrzymała również numer telefonu do kapłana, który jest kierownikiem duchowym wielu osób i pomaga rozeznawać życiową drogę. – Ten ksiądz, Marek Chrzanowski, jest orionistą i jednocześnie asystentem duchowym instytutu.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama