Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bardzo, bardzo szczęśliwe

Życie konsekrowane. Widok osoby w zakonnym habicie jest dla wielu z nas znakiem, iż Pan Bóg porwał ją za sobą i to było tak silne, że zechciała zostawić wszystko dla Niego. Jednak życie „na całego” dla Boga jest możliwe również poza murami klasztoru.

Obrączka na palcu dziewicy konsekrowanej to jedyny zewnętrzny znak, że jest oblubienicą Chrystusa. 1 czerwca, z rąk abp. Józefa Kupnego, przyjęły go Agata Combik i Dorota Wroczyńska. Wraz z nimi ślub wieczystej czystości złożyła Anna Markowska – pierwsza wdowa konsekrowana ustanowiona w archidiecezji wrocławskiej.

Pociągnij mnie, pobiegniemy!

Anna Markowska początków drogi swojego powołania dopatruje się ponad 20 lat temu. Wraz z mężem i synem mieszkała wówczas w parafii pw. św. Anny, na wrocławskim Oporowie. Wspomina, że była wtedy osobą poszukującą, której zostało dane doświadczyć obecności żywego Chrystusa. – Wstąpiłam do wspólnoty „Agalliasis”, działającej przy naszym kościele. Zachwyciłam się ich radością i zastanawiałam się, skąd oni to mają. Pomyślałam: „Ja też tak chcę” – wspomina. Dla Anny był to czas odkrywania Boga, który jest miłością. – Pamiętam, że któregoś razu, gdy wracałam z kościoła, radość, która była w moim sercu, sprawiła, że zaczęłam śpiewać. Odkryłam, że jest Ktoś, kto naprawdę mnie kocha i jest moim Przyjacielem – mówi.

Mniej więcej 7 lat temu zetknęła się z tzw. weekendami ciszy, organizowanymi przez ks. Romana Hosza w Jasionej (diecezja opolska). Wtedy też zaczęła odnajdywać w sobie pragnienie życia ukrytego, sam na sam z Bogiem. Kontakt ze słowem Bożym, a zwłaszcza z Pieśnią nad Pieśniami pomógł jej zrozumieć i nazwać uczucia, które rodziły się w sercu od dawna. W historii biblijnej oblubienicy i oblubieńca odkryła tajemnicę bycia pociągniętą przez Pana Boga. Po śmierci męża Anna dowiedziała się, że oprócz stanu dziewic konsekrowanych, o którym słyszała, istnieje w Kościele także stan wdów. Zaczęła odczytywać w tym odpowiedź Pana Boga na to, co od długiego czasu kryło się w jej sercu. – Czułam, że Bóg zaprasza mnie na tę drogę – mówi. Złożyła potrzebne dokumenty w kurii i oczekiwała na odpowiedź. Wkrótce otrzymała list od o. Jacka Kicińskiego z zaproszeniem na rozmowę.

Anna podkreśla, że najważniejszym źródłem, z którego czerpała światło w czasie 3-letniej formacji, było słowo Boże. Eucharystia i liturgia godzin stały się nieodłącznymi elementami jej życia. Obecnie opiekuje się starszą, chorą osobą. Ich spotkania są dla niej okazją nie tylko do niesienia pomocy w cierpieniu, ale również do dzielenia się wiarą. – Aby świadczyć o Bożej miłości, często nie potrzeba wielkich słów. Wystarczy gest, uśmiech, a nawet sama obecność – przekonuje Anna. Z twarzy kobiety emanuje spokój i ciepło. Najbliżsi cieszą się jej szczęściem. Wraz synem, jego żoną i dziećmi tworzą rodzinę pełną zrozumienia.

Decyzja Anny była dla nich pewnym zaskoczeniem. Pytali, co zmieni się w jej życiu. – Odpowiadałam, że chyba nic szczególnego, bo życie, na które w sposób uroczysty się decyduję, tak naprawdę już trwa – wyjaśnia z uśmiechem. Gdy myśli o swoim powołaniu, podkreśla, że chce być otwarta na prowadzenie przez Ducha Świętego. – Mam rodzinę: syna, synową i wnuczki, i tam widzę dla siebie miejsce do służby – mówi. Kobieta podkreśla, że na drodze powołania dużą rolę odegrały postaci świętych, a zwłaszcza św. Jan od Krzyża i św. Teresa z Avila. – Oni przeszli swoją piękną drogę, poprzez którą Pan Bóg pokazał im i światu, że jest gotów przemienić życie człowieka w coś wspaniałego, jeśli tylko znajdzie kogoś pragnącego Go szukać i podążać drogą wskazaną przez Niego – zaznacza i dodaje, że to, co ją spotkało, odbiera jako najpiękniejszą przygodę swojego życia. – Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa – wyznaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama