Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Kościół ma zaskakiwać i leczyć

Rocznica ingresu. 16 czerwca minął pierwszy rok posługi abp. Józefa Kupnego w archidiecezji wrocławskiej. O „żywym Kościele”, szansach i wyzwaniach, spotkaniach z księżmi i słowach Franciszka, które inspirują, opowiada metropolita wrocławski w rozmowie z ks. Jakubem Łukowskim.

Ks. Jakub Łukowski: U progu swojej posługi we Wrocławiu zapowiadał Ksiądz Arcybiskup twórczą kontynuację tradycji archidiecezji. Które z nich uznaje Ksiądz Arcybiskup za dobre i warte podtrzymania, a co postrzega jako domagające się zmian?

Abp Józef Kupny: Papież Franciszek powiedział ostatnio, że Kościół, który nie potrafi zaskakiwać, jest umierający i powinien trafić na oddział reanimacji. Dodał też, że nie możemy godzić się na to, by stać z boku i być elementem ozdobnym, bo zadaniem Kościoła – zdaniem ojca świętego – jest zaskakiwać i robić zamęt. Obejmując diecezję, miałem świadomość, że przychodzę do Kościoła, który żyje, i nie myliłem się. Tym, co mnie bardzo mile zaskoczyło, jest duża aktywność ludzi świeckich, którzy nie boją się wziąć odpowiedzialności za Kościół, podejmują różne inicjatywy ewangelizacyjne i odważnie dzielą się swoim przywiązaniem do Jezusa. Uważam to za ogromy skarb tej diecezji, o który należy dbać i który trzeba rozwijać.

Jedną z pierwszych decyzji nowego metropolity wrocławskiego była ta o odwiedzeniu poszczególnych dekanatów i spotkaniu się z wszystkimi kapłanami archidiecezji. Jakie refleksje zrodziły się po odbytych rozmowach i wizytach w parafiach?

– Bardzo lubię fragment Ewangelii św. Jana przedstawiający dwóch uczniów Jana Chrzciciela idących za Jezusem. Pytali: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”, a Chrystus odpowiedział: „Chodźcie, a zobaczycie”. Ewangelista zanotował, że tego dnia zostali u Niego. Jednak biorąc pod uwagę, że Nazaret był oddalony od tamtego miejsca o kilkadziesiąt kilometrów i że uczniowie rozmawiali z Jezusem ok. godz. 16, a następnego dnia znowu byli w okolicach miejsca, gdzie Jan udzielał chrztu, możemy przypuszczać, że nie poszli do Nazaretu. Ewangelista chciał pokazać, że bycie w domu u Jezusa oznacza gotowość do bycia z Nim w drodze. Mówię o tym, bo od samego początku mojej posługi we Wrocławiu byłem raczej poza domem niż w domu. Cieszę się, że udało mi się w pierwszych tygodniach dotrzeć do każdego dekanatu, spotkać z każdym księdzem, który posługuje w diecezji, i porozmawiać o tym, czym żyją nasze parafie. To był dla mnie priorytet, bo przecież kapłani są moimi najbliższymi współpracownikami. Nie możemy się codziennie widzieć, ale chciałem zwyczajnie poznać się z każdym z nich, porozmawiać o tym, jakie widzi szanse i trudności w swojej posłudze. Optymizmem napawa fakt, że diecezja ma ogromną rzeszę pracowitych i oddanych Jezusowi i Kościołowi księży. Nie ukrywam, że z radością przyjmowałem ich relacje o działaniach, które wiązały się z wychodzeniem do ludzi i szukaniem osób, które do Kościoła nie należą, odeszły od niego lub są obojętne. Cieszy mnie ich zaangażowanie i pomysłowość. Widzę w tym powiew Ducha Świętego. Jednocześnie zwracałem uwagę, że ludzie dziś potrzebują pasterzy, a nie funkcjonariuszy lub urzędników.

Jakie zadania postrzega Ksiądz Arcybiskup za najpilniejsze do wykonania, a jakie cele chciałby zrealizować w dłuższej perspektywie?

– Dużą inspirację stanowią dla mnie słowa papieża Franciszka, który mówił, że wyobraża sobie Kościół jako szpital polowy, dodając, że nie ma sensu pytać ciężko rannego, czy ma wysoki cukier i cholesterol. Trzeba raczej leczyć jego rany. Chciałbym, byśmy wszyscy uświadomili sobie, że tym, czego potrzebuje Kościół, także Kościół wrocławski, jest zdolność leczenia ran. Martwi mnie spora liczba rozpadających się małżeństw oraz osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Nie wiem, czy nie zesłaliśmy znacznej części tych osób na peryferie Kościoła. Jeśli tak – czas, jak mówił papież Franciszek, na te peryferie wyruszyć. Z drugiej strony zależy mi bardzo na tym, by rodziny i małżeństwa zawsze miały wsparcie w Kościele i znajdowały tutaj stosowną pomoc. Obszarem, który dziś nie może zostać niezauważony, są ludzie młodzi. Trzeba duży nacisk położyć na dobrą katechezę i przygotowanie do sakramentów, szczególnie do bierzmowania, a także na wsparcie działalności duszpasterstw akademickich.

Czy rysują się jakieś drogi do zmiany sytuacji związanej z dużą liczbą osób żyjących w związkach niesakramentalnych?

Trudno przepisać lek, po zastosowaniu którego sytuacja radykalnie się zmieni. To leczenie wymaga dłuższego czasu. Często bowiem ulegamy złudzeniu, że wystarczy leczyć objawowo, to znaczy nacisk kłaść na osoby, które podjęły decyzje o życiu bez ślubu. Różnie sobie z tym duszpasterze radzą: rozmawiają, pouczają, czasem próbują nakłaniać do zmiany decyzji i przeraża nas, że efekty są niewielkie. Uważam, że – jakkolwiek nie wolno rezygnować z tego leczenia – to jednak trzeba zacząć od pracy z rodzinami, młodymi małżeństwami. One powinny otrzymywać wsparcie i pomoc od Kościoła, by móc dawać świadectwo o swoim chrześcijańskim powołaniu. Nie ma lepszej reklamy zachęcającej do zawierania związków małżeńskich od pięknego, kochającego się i żyjącego wiarą małżeństwa. Osobom wychowanym w takich rodzinach decyzja o zawarciu małżeństwa sakramentalnego przyjdzie zdecydowanie łatwiej. Trzeba zacząć od podstaw, a nie narzekać na kulturę, media i tęsknić za tym, co było.

Odbył Ksiądz Arcybiskup szereg spotkań z przedstawicielami władz oraz ważnych instytucji i środowisk naszego regionu. Które z tych spotkań uznaje Ksiądz Arcybiskup za najbardziej owocne?

– Nie było spotkań mniej lub bardziej owocnych. Każde było dla mnie ważne, przede wszystkim dlatego, że przez miniony rok uczyłem się tej diecezji i dzięki rozmowom z różnymi ludźmi naprawdę wiele dowiedziałem się o życiu na Dolnym Śląsku. Te spotkania i dialog są o tyle ważne, że Wrocław staje się coraz bardziej multikulturowym miastem. Chciałbym, by ta multikulturowość nie prowadziła do konfrontacji, ale do wzajemnej komunikacji.

W naszej archidiecezji cieszymy się dużą liczbą osób zakonnych. Prosiłbym o refleksję na ich temat.

– Mówi się, że osoby życia konsekrowanego są jak komandosi Pana Boga, czyli to swoistego rodzaju oddziały specjalne. Jako biskup bardzo potrzebuję ich wsparcia modlitewnego i wiem, że takie otrzymuję. Jestem za nie wdzięczny, bo mam świadomość, że owocność mojej posługi często zależy od siostry zakonnej, która modli się, adorując Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To uczy też pokory. Poza tym osoby żyjące według rad ewangelicznych zawsze były i będą doskonałą promocją wartość nieprzemijających.

Niewątpliwym bogactwem archidiecezji są Papieski Wydział Teologiczny i Seminarium Duchowne. Czy dostrzega Ksiądz Arcybiskup jakieś nowe możliwości bądź potrzebę koniecznych zmian w tych instytucjach?

– Papież zwraca uwagę, że głosiciele Ewangelii powinni być osobami zdolnymi do ogrzewania serc ludzi, do wchodzenia w ich noc, by móc z nimi rozmawiać, ale także by wejść w ich ciemność, nie zatracając siebie samych. Zależy mi bardzo na tym, by nasze seminarium opuszczali kapłani miłosierni, którzy będą brać odpowiedzialność za innych. Od momentu przyjęcia święceń stają się bowiem pasterzami, a pasterz ma to do siebie, że pociąga za sobą owce. Zatem jeśli sam będzie podążać w złym kierunku, poprowadzi owce ku zgubie.


Papieski Wydział Teologiczny jako uczelnia posiada swój zarząd i Senat, który podejmuje decyzje. Jako Wielki Kanclerz na pewno będę wspierał wszystkie działania, których efektem będzie dalszy rozwój PWT. Pragnąłbym, by absolwenci tej szkoły byli przygotowani nie tylko pod względem kompetencji zawodowych, ale przede wszystkim by byli dobrymi ludźmi, promieniującymi wiarą w Chrystusa.

Podczas jednej z pierwszych wizyt we Wrocławiu po nominacji do pracowników kurii mówił Ksiądz Arcybiskup, że liczy na ich pomoc. Czy w początkach swojego pasterzowania w Kościele wrocławskim uzyskał Ksiądz Arcybiskup wsparcie, na które liczył?

– Bez wsparcia osób, które Bóg postawił na mojej drodze, powierzając mi troskę o Kościół wrocławski, początki mojej posługi w stolicy Dolnego Śląska byłyby bardzo trudne. Doświadczałem go i doświadczam nie tylko ze strony pracowników kurii, ale także innych instytucji oraz indywidualnych osób. Wszyscy przecież należymy do Kościoła, który nie jest mój, ale Jezusa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama