GN 47/2020 Archiwum

Misja dla wszystkich panów

Dzień Ojca. Wielu mężczyzn ma problem z określeniem 
swojego miejsca w rodzinie i w społeczństwie. 
A rola taty jest nie do przecenienia. 
Warto się z nią zmierzyć, czerpiąc z dobrych wzorców. 


Współcześni tatusiowie borykają się z wieloma wyzwaniami – podstawowym jest znalezienie właściwego balansu między utrzymaniem rodziny a spędzaniem z nią odpowiedniej ilości czasu. Według danych z przeprowadzonych w Anglii badań, przytaczanych przez ks. Aleksandra Radeckiego, tamtejsze dzieci spędzają 3–4 godziny dziennie w internecie, a z ojcami zaledwie 7 minut... tygodniowo.

To nie jest coś oczywistego


Piotr Czekierda, prezes zarządu fundacji „Rodzina i przedsiębiorczość”, zwraca uwagę, że nie można porównywać obecnych problemów związanych z ojcostwem z tymi z przeszłości. – Każdy czas ma swoje wyzwania i szanse. Moja refleksja jest taka, że ojcostwo nie jest dzisiaj czymś oczywistym – mówi. Przekonuje, że dawniej ścieżka rozwoju męskiego była dość powszechna: dorastanie, ożenek i dzieci. Jeśli ktoś nie decydował się na założenie rodziny, wynikało to albo z bardzo świadomej realizacji innego powołania, albo z powodów zdrowotnych. – Dzisiaj ojcostwo jest wyborem. Ludzie bardzo często się zastanawiają, czy chcą być w ogóle rodzicami. Statystyki pokazują, że jesteśmy pod względem demograficznym na końcu świata, więc zakładam, że punktem wyjścia jest założenie, iż „nie będziemy mieli dzieci” – tłumaczy. Z czego to wynika? – Pamiętam rozmowy z moimi znajomymi. Dla nich dość naturalny jest wybór między tym, czy jeździć w dalekie podróże po świecie, czy mieć dzieci – zaznacza. Tych „wyborów” jest znacznie więcej. Przeszkodą dla rodzicielstwa bywa dom, nowy samochód czy dobra praca. – Przez działalność fundacji chcemy pokazać, że jest to niewłaściwe myślenie. Wcale nie trzeba wybierać. To fałszywy pogląd. Można mieć i to, i to – przekonuje. Dodaje, że badania wcale nie potwierdziły tego, iż brak dzieci lub ich mała liczba sprzyjają karierze.


Dużym wyzwaniem dla współczesnych ojców są kwestie ekonomiczne. Dzieje się tak zwłaszcza w tych rodzinach, gdzie wychowuje się więcej dzieci. – Mój mentor kiedyś powiedział: „Ty musisz się ciągle uczyć, jak zarabiać więcej i pracować mądrzej, bo jesteś potrzebny swojej rodzinie. Ona potrzebuje twojego czasu”. To stwierdzenie jest dla mnie motywacją do znajdowania coraz lepszych sposobów funkcjonowania na rynku – tłumaczy P. Czekierda. Jak przekonuje, kolejną przyczyną tego, iż młodzi nie chcą mieć większej liczby dzieci, jest słaby „projekt rodzinny” – mąż i żona nie mają ustalonych wspólnych celów również na drodze kariery, rozwoju społecznego czy osobistego. – Jeśli rywalizują na tym polu, nawet podświadomie, to prawdopodobnie nic dobrego z tego nie wyjdzie. Natomiast jeśli mądrze ustalą pewną strategię i możliwości wzajemnego wsparcia, to będą spełnieni zawodowo, a po drodze znajdzie się czas i przestrzeń na urodzenie i wychowanie dzieci – tłumaczy. – Rodzina powinna napędzać mądre działania ekonomiczne.


Fundacja prowadzona przez P. Czekierdę zajmuje się szkoleniami dla rodziców, również tylko dla mężczyzn. Na spotkaniach dla ojców zawsze jest komplet. Jak zaznacza prezes, skończyły się już czasy, gdy uczestnicy takich warsztatów utożsamiani byli tylko z problemami, z którymi sobie nie radzą. Przekonuje, że dziś myślenie jest zupełnie odwrotne: szkolenie gwarantuje rozwój i świadczy o tym, że mężczyźni chcą być lepszymi tatusiami. Jakie tematy są podejmowane? – To, co się przewija najczęściej, to aspekt dobrego liderowania w rodzinie, w którą stronę ją prowadzić, jak to robić, jak budować silne partnerstwo z żoną czy jak rozwiązywać konkretne problemy wychowawcze – wylicza P. Czekierda. Jednym z głównych problemów, jakie zauważa wśród uczestników, jest brak umiejętności budowania autorytetu silnego ojca, który wywiera pozytywny wpływ na życie całej rodziny. – To trochę uboczny wynik równouprawnienia. Ojcowie słyszą, że macierzyństo i ojcostwo są tym samym, ale widzą, że w praktyce to nie działa. To jest partnerstwo, ale jest ono oparte na unikatowym wkładzie obojga rodziców – dodaje. Zaznacza również, że pewnym zaskoczeniem dla panów jest to, że najważniejszą osobą w całej układance rodzinnej ma być dla nich żona. Jeśli relacja z nią jest dobra, partnerska, serdeczna i pełna przyjaźni, to zwykle wszystko się układa.

„Najwyżej” adoptujemy


Marian ojcem jest w teorii. Wraz z małżonką właśnie ukończyli kurs przygotowawczy do adopcji i znaleźli się na liście oczekujących na dziecko. – Ta droga jest zupełnie inna jak większości par. Polega na szeregu szkoleń, dzięki którym mamy przewagę nad... rodzicami biologicznymi. Posiedliśmy już jakąś wiedzę – mówi. Dodaje jednocześnie, że podjęcie decyzji o przysposobieniu dziecka nie jest łatwe. Przekonuje, że czymś oczywistym była dla nich chęć poczęcia naturalnego, jednak okazało się to niemożliwe. – Podczas jednej z rozmów powiedziałem nieopatrznie, że „najwyżej adoptujemy”. Nie doceniałem tej drogi, która jest równie dobra. To „najwyżej” powiedziałem z pewnym przekąsem i dziś już bym tak nie zrobił – tłumaczy.


Decyzja o adopcji była przemyślana i dojrzewała dość długo. W listopadzie ubiegłego roku małżonkowie z 5-letnim stażem zgłosili się do Archidiecezjalnej Poradni Adopcyjnej we Wrocławiu. Szkolenia rozpoczęli w kwietniu tego roku, a teraz rozpoczęli w swoim życiu czas adwentu – radosnego, choć niecierpliwego oczekiwania. – To może się wydarzyć równie dobrze za dwa miesiące, jak i za dwa lata. Nie znamy dnia ani godziny, ale już teraz towarzyszą nam ogromne emocje – tłumaczy przyszły tato. Podkreśla, że przygotowanie do bycia rodzicami adopcyjnymi jest żmudne, wymaga wiele wyrzeczeń i wysiłku – jest trudniejsze niż w przypadku naturalnego biegu rzeczy. Jednocześnie zaznacza, że wraz z żoną chcą zadaniu jak najlepiej podołać.


Czego małżonkowie dowiedzieli się na kursach? Przede wszystkim tego, jak ważne jest zbudowanie więzi. – Ta sytuacja będzie nowa zarówno dla nas, jak i dla dziecka, ale to na naszych barkach spoczywa obowiązek zadbania o stworzenie takiego środowiska rozwoju, by między nami wszystkimi zaistniała miłość – mówi. Kolejnym elementem jest nieocenianie. – Chodzi o to, by nie wzbudzać negatywnych wspomnień i nie skrzywdzić. Każde dziecko, czy to zupełnie maleńkie, czy to starsze, ma swoje przeżycia – dodaje. Już teraz chwali sobie wiedzę z zakresu rozwoju dziecka. Jest przekonany, że to pozwoli dobrze reagować na sytuacje, w których się znajdą. – Chcę być dobrym ojcem i z Bożą pomocą mi się uda – zaznacza.

Zdrowe ojcostwo


Ks. Aleksander Radecki jest ojcem od 23 lat. Dba o rozwój duchowy kleryków Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Podkreśla, że do ojcostwa powołany jest każdy mężczyzna, również kapłan. – W parafii proboszcz i jego pomocnicy powinni się stawać ojcami duchownymi dla wiernych. Ludzie oczekują od swoich duszpasterzy postawy ojca, choć nie zawsze świadomie. Dzieje się tak tym bardziej, im bardziej brakuje taty w rodzinie – tłumaczy. Przekonuje, że właśnie dlatego formacja seminaryjna powinna być ukierunkowana również na pełnienie funkcji paternalistycznych. – Ważne jest, by w czasie studiów klerycy doświadczyli ojcostwa ze strony swoich przełożonych, bo potem to procentuje w ich posłudze – dodaje.


Duszpasterz zaznacza, że kryzys ojcostwa jest widoczny w postawach większości młodych mężczyzn. – Zgadzam się z twierdzeniem, że najlepiej i najskuteczniej uczy się ojcostwa od własnego taty, dziadka lub wujka, ale z braku dobrych wzorców istnieje dziś potrzeba dodatkowych działań – przekonuje. Mężczyzna bowiem nie staje się ojcem tylko i wyłącznie ze względu na aspekt biologiczny i fizjologiczny. – Z cechami i umiejętnościami bycia tatą człowiek się nie rodzi i nie jest gotowy od razu do pełnienia tej ważnej funkcji – mówi. Jakie jest więc jej źródło? Oprócz przykładu w rodzinie ks. A. Radecki wymienia również zdobywanie wiedzy teoretycznej we wszelkich możliwych działaniach oraz pokorne doświadczenie ojcostwa w praktycznym działaniu. – Można zatem powiedzieć, że ojcostwo to stan, ale i nieustanny proces – ojcem trzeba się stawać – analizuje. Z tego względu cieszy go fakt, że jest dostępnych coraz więcej inicjatyw warsztatowych, podczas których tatusiowie mogą czerpać ze swoich wzajemnych doświadczeń. Od mądrego i silnego rodzicielstwa zależy również jakość ojcostwa duchowego, z którego korzystają wszyscy wierni. – Z tego wynika, jak ważna jest rola taty – podsumowuje.

Zrób coś dla rozwoju

W wakacje rusza projekt „Made in family” organizowany przez fundację „Rodzina i przedsiębiorczość”. Będzie się on składał z czterech 6-godzinnych spotkań, na których będą poruszone tematy: 1) Jak silna jest nasza rodzina; 2) Talenty: jak je rozpoznać i rozwinąć; 3) Droga ku wolności finansowej rodziny; 4) Projekt rodzinny – efektywne sposoby planowania i osiągania rodzinnych celów. Szczegóły uczestnictwa i zapisy na: www.frip.org.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama