Nowy numer 25/2018 Archiwum

Kapłan w drodze

Jubileusz. Uczestnikom Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej towarzyszy w tym roku dodatkowa intencja. Pątnicy dziękują za 50 lat kapłaństwa głównego przewodnika, ks. Stanisława Orzechowskiego.


Gdyby wyrwać ze snu w środku nocy kogoś, kto uczestniczył chociaż w jednej pielgrzymce na Jasną Górę, i zapytać go, z czym mu się ona kojarzy, na pewno jedną z najpopularniejszych odpowiedzi byłaby: „Orzech”. Charyzmatyczny kapłan, duszpasterz wielu środowisk swoimi naukami porwał wiele tysięcy osób z kilku pokoleń Dolnoślązaków. 33 lata temu zapoczątkował ruch, którego nie można już zatrzymać. W pieszych pielgrzymkach wrocławskich wzięło dotąd udział kilkaset tysięcy ludzi. Do Częstochowy zmierzają kolejni.


Solidarna zrzutka


– Wielkie rzeczy zawsze zaczynają się od drobiazgów. W sierpniu 1980 r., podczas strajków, zostałem zaproszony do zajezdni autobusowej na ul. Grabiszyńskiej, aby odprawić dla robotników Mszę św. – mówi ks. S. Orzechowski. Dlaczego wybrano właśnie jego? Inicjatorem zaproszenia był Maciej Ziemba – obecnie ojciec dominikanin, wtedy absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. – Znaliśmy się trochę wcześniej na płaszczyźnie duszpasterskiej. Stąd gdy szukał księdza, który odprawiłby w zajezdni Eucharystię, „strzelił” w moją stronę – tłumaczy ks. Stanisław.
W tamtym czasie wszyscy, łącznie z polskimi biskupami, byli zdezorientowani w zaistniałej sytuacji. Wrocławska kuria zachęcała, by nie mówić do uczestników Mszy św. homilii. – Zapytałem, co zatem powinienem zrobić, przecież nie można było milczeć przy takiej okazji. Odpowiedź mnie trochę rozczarowała. Miałem przeczytać jakiś list biskupów. Ostatni był na temat pokuty. To pasowało trochę jak pięść do oka – wspomina. Ostatecznie homilii nie było, ale ks. S. Orzechowski czuł wyczekujące spojrzenia, by skomentować w jakiś sposób aktualne wydarzenia. – Ja wiedziałem, że brak reakcji byłby walkowerem. Pozwoliłem sobie więc przed błogosławieństwem powiedzieć z uznaniem o tym, co się działo. To była rzecz historyczna – przekonuje.
Sytuacja rzeczywiście była wyjątkowa. Po jednej stronie płotu, w zajezdni, byli strajkujący. Z drugiej strony ok. 20 tys. mieszkańców Wrocławia. – Improwizowałem. Powiedziałem, że dopiero teraz widzę, czym jest ta „Solidarność” – to łączność jednych i drugich – mówi. „Orzech” dodał też, pozornie zupełnie bez związku, że ci, którzy są poza zajezdnią, zaraz pójdą do domu na kolację, a ci strajkujący zostaną i nie wiadomo, czy mają co jeść. Zaproponował, by przerzucić przez płot jakieś pieniądze, by można było kupić żywność. – Szkoda, że nie ma tego na zdjęciach. Dokładnie za chwilę widziałem taki łuk przelatujących na stronę zajezdni pieniędzy. To było piękne i symboliczne – wspomina.


Jaruzelski na pielgrzymce


Konsekwencją wydarzeń z sierpnia 1980 r. było m.in. powstawanie pieszych pielgrzymek. Dotyczyło to całego kraju. – Gdyby nie powstała „Solidarność”, to na pewno nie pojawiłaby się taka możliwość – mówi „Orzech”. Zwraca uwagę, że wynikało to z realizacji postulatów strajkujących robotników, którzy domagali się m.in. wolności wyznania. Na fali Porozumień Sierpniowych latem 1981 r. na Jasną Górę ruszyły tysiące wiernych. Inicjatorem zorganizowania samodzielnej pielgrzymki ze stolicy Dolnego Śląska był kard. Henryk Gulbinowicz. Do realizacji zadania wyznaczył oprócz ks. Orzechowskiego również ks. Andrzeja Dziełaka. – Ksiądz kardynał dowiedział się, że uczestniczyłem już wcześniej kilka razy w pielgrzymce warszawskiej. Liczył na moje doświadczenie – tłumaczy ks. Stanisław. Podkreśla jednocześnie wielkość postawionego wyzwania. – Zaczęliśmy pracę jesienią 1980 r. Musieliśmy przede wszystkim wytyczyć trasę i pomyśleć o miejscach odpoczynków i noclegów. Wszystko musiało spełniać pielgrzymkowe kryteria. Było nas niewielu i byliśmy w tych działaniach pionierami. Dziś odpowiedzialność rozkłada się na wiele osób – zaznacza.
Piętno „Solidarności” pielgrzymka nosiła przez wiele lat. Wynikało to, oczywiście, z ogromnej powszechności ruchu. – To byli także pątnicy. Na trasie wielokrotnie opowiadali o tym, co się wydarzyło, oraz snuli plany, co dalej. W stanie wojennym jedną z najważniejszych naszych intencji była modlitwa za internowanych o ich uwolnienie. Kiedy już do tego doszło, ci ludzie ruszyli na Jasną Górę w kolejnych latach, by za tę łaskę dziękować – opowiada. Było ich tak wielu, że powstały dla nich dwie samodzielne grupy.
Bliskie kontakty z ludźmi „Solidarności” oznaczały też kłopoty. Już na drugiej pielgrzymce, w 1982 r. Służba Bezpieczeństwa wykazała ogromne zainteresowanie inicjatywą. – Były przesłuchania i bardzo negatywna ocena mojej działalności – wspomina kapłan. Przypomina, że na pielgrzymkę pofatygował się sam szef UB. – Zaproszono mnie do Wołgi i postawiono ultimatum, że jeśli będą solidarnościowe elementy, to może być źle. Bardzo niespotykanie zareagowali pątnicy. Zaczęli... podnosić auto i potrząsać nim – dodaje z uśmiechem. Przyznaje też, że ślady inwigilacji były na całej trasie, m.in. wbijano szpilki w kable od nagłośnienia, by uniemożliwić słuchanie przemawiających społeczników. Ksiądz S. Orzechowski wspomina również sytuację, gdy ktoś się przebrał za gen. Wojciecha Jaruzelskiego i na rampie mleczarni odbierał... defiladę. – Tak go dobrze ucharakteryzowali, że nie było wątpliwości. Ja się zastanawiałem, skąd ci młodzi ludzie zdobyli mundur. Oczywiście dzięki „aniołom stróżom” zdjęcia z wydarzenia dostały się do UB i miałem kolejne nieprzyjemności – mówi. „Orzech” podkreśla, że wszystkie bliższe spotkania z aparatem państwowym miały swój pozytywny wydźwięk: – Przekonałem się o tym, co to znaczy mieć odwagę. Ja się bałem, ale nauczyłem się ten strach przezwyciężać.


Osobiste „dziękuję”


Ksiądz Stanisław Orzechowski traktuje pieszą pielgrzymkę wrocławską nie tylko jako swoje duszpasterskie zadanie, ale także osobiście. Wiąże się to z chorobą, która mogła mu zamknąć drogę do kapłaństwa. – Po pierwszym roku seminarium, gdy miałem iść do wojska, zostałem rutynowo przebadany. Okazało się, że w moich płucach są dziury wielkości pomarańczy. To była straszna diagnoza – opowiada. Ówczesny rektor jednoznacznie stwierdził, że w takim układzie nie ma możliwości, by młody kleryk pozostał w seminarium. – Jakimś dziwnym trafem nie oddał mi papierów. Zacząłem się leczyć, chociaż w tamtych czasach polegało to na kuracji przede wszystkim dobrym słowem i klimatem – wspomina.
Młody chłopak postanowił „załatwić” sprawę tak, jak to robiono u niego w rodzinie. – Z racji tego, że tata pracował na kolei, mieliśmy darmowe bilety i co najmniej raz w roku jechaliśmy do Częstochowy, by oddać się Matce Bożej. Gdy sprawy mojego kapłaństwa zawisły na włosku, postanowiłem udać się na Jasną Górę – dodaje. Modlitwa przed cudownym obrazem była krótka: „Matko Boża, jeśli chcesz, abym był księdzem, to zrób coś z tą gruźlicą”. Po trzech miesiącach po chorobie nie było śladu. Lekarze podejrzewali wcześniejsze kłamstwo, ale były dowody w postaci zdjęć. Rektor postanowił zaryzykować. Zaznaczył, że jeśli gruźlica nie wróci, to święcenia dojdą do skutku. – To było ciężkie życie. Przez pięć lat formacji co miesiąc miałem kontrolę, czy wszystko jest w porządku. Ważne, że nawroty się nie zdarzyły – mówi.
Każdorazowa możliwość pielgrzymowania do tronu jasnogórskiego była więc dziękczynieniem za zdrowie i za kapłaństwo. Jak zaznacza, po ponad 30 latach od tamtych wydarzeń pojawiły się kolejne problemy zdrowotne. U „Orzecha” zdiagnozowano nowotwór na strunach głosowych, który kilkakrotnie wracał. – Już miałem przetarte szlaki. Za każdym razem odmawiałem tę bardzo krótką modlitwę przez wstawiennictwo Matki Bożej. I się udawało. Dlatego wciąż pielgrzymuję. Za wrócone zdrowie trzeba dziękować – podkreśla.
W ciągu ponad 33 lat pielgrzymka bardzo się zmieniła. Jej główny przewodnik jest świadom, że za tymi przeobrażeniami stoją ludzie. – Jestem bardzo wdzięczny zwłaszcza księżom. Kiedyś na szlak wyruszało nawet kilkanaście tysięcy ludzi, a oni zawsze stawali na wysokości zadania – służyli i czuwali – tłumaczy. Podkreśla także ogromne znaczenie służb pielgrzymkowych, dzięki którym całość funkcjonuje dziś doskonale. – Doszło do tego, że nie muszę się zajmować organizacją, bo świeccy robią to zdecydowanie lepiej. Cieszę się, że mogę się skupić na nauczaniu podczas Mszy św. na całej trasie. To kosztuje bardzo wiele pracy, ale dzięki temu spełnia się moje powołanie – zaznacza.


Orzechowy jubileusz


Msza św. dziękczynna, podczas której będzie celebrowany jubileusz 50-lecia kapłaństwa twórcy i głównego przewodnika pieszej pielgrzymki wrocławskiej na Jasną Górę, odbędzie się 9 sierpnia w Blachowni pod Częstochową. Początek Eucharystii zaplanowano na godz. 10 na błoniach pod tzw. górką przeprośną. Organizatorzy i jubilat zapraszają wszystkich byłych pielgrzymów oraz przyjaciół ks. Stanisława do udziału w tym wydarzeniu i wspólnej modlitwy.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma