Nowy numer 43/2020 Archiwum

Epokowa operacja

Medycyna. Zastosowanie nowatorskiej metody leczenia przez neurochirurgów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu odbiło się szerokim echem na całym świecie i to nie tylko w środowiskach medycznych.

To wszystko brzmi trochę jak scenariusz do filmu science fiction. Człowiek, który ze względu na poważny wypadek i przerwanie rdzenia kręgowego nie może chodzić, walczy i wstaje. Wszystko dzięki autonomicznemu przeszczepowi komórek gleju węchowego pozyskanych z opuszki węchowej oraz rekonstrukcji uszkodzonego rdzenia za pomocą własnych nerwów obwodowych pacjenta. Brzmi zawile, ale liczy się efekt, a ten jest prawdziwie zaskakujący. Osiągnięcie neurochirurgów ma w tej chwili przede wszystkim charakter naukowy. Prof. Włodzimierz Jarmundowicz, kierownik Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zwraca uwagę, że to dopiero początek długiej i trudnej drogi, podczas której trzeba będzie udowodnić, że obrana terapia przyniesie efekt u kolejnych pacjentów z podobnym uszkodzeniem rdzenia kręgowego.

Marzenie: chodzenie

Kilkadziesiąt ciosów nożem miało mieć śmiertelny skutek. Przeżył, ale jedno z pchnięć przecięło rdzeń kręgowy. To był brutalny napad, który całkowicie zmienił życie Dariusza Fidyka. Był lipiec 2010 r., gdy 38-latek stracił całkowicie czucie i władzę w nogach. Jak tłumaczy dr Paweł Tabakow, neurochirurg, kierownik naukowy projektu, neurony nie przekazywały impulsów do mięśni ciała poniżej pasa. O chodzeniu nie mogło być mowy.

Pan Dariusz nie kontrolował również czynności fizjologicznych. Stał się całkowicie zależny od innych. – Jeden, drugi szpital, rehabilitacja, dom i załamanie, a potem małe światełko w tunelu – wspomina miniony czas Dariusz Fidyka. Podkreśla przy tym, że często mówił sobie, iż w gorszej sytuacji nie może się już znaleźć. W tym nastawieniu tliła się wiara, że jeszcze kiedyś stanie na nogi. Po przejściu odpowiednich badań został zakwalifikowany do nowatorskiej operacji. Polegała ona na pobraniu z części jego mózgu – opuszki węchowej – komórek glejowych (są one odpowiedzialne za odżywianie i ochronę neuronów związanych z węchem), namnożeniu ich w warunkach laboratoryjnych i wszczepieniu w miejsce przerwania rdzenia. – To oczywiste, że przeszczep to nie wszystko. Rehabilitacja jest nieodzowna. Efekt jest sumą tych dwóch elementów – zaznacza. Zabieg został przeprowadzony w kwietniu 2012 r. Od tamtej pory pan Dariusz jest niejako „na etacie”. Każdego dnia ćwiczenia mające postawić go na nogi zajmują nawet 8 godzin. – Pierwsze wrażenia czucia przyszły 6–9 miesięcy po operacji. Tłumaczyłem sobie, że nastąpiło to, czego oczekiwaliśmy ja i cały zespół prowadzący eksperyment – dodaje. Zaznacza, że nic nie wydarzyło się w jednym momencie. Wrażenia sensoryczne pojawiały się w różnych miejscach i w różnym czasie. Postępy są jednak wyraźne. Operacja i rehabilitacja pozwoliły na odzyskanie możliwości samodzielnego funkcjonowania w życiu. – Jakie sobie stawiam cele? Wybiegam tylko rok do przodu. Chciałbym wtedy chodzić przy balkoniku.

Absolutny przełom

Osiągnięcie lekarzy z Wrocławia to wynik ciężkiej pracy. Dr Paweł Tabakow zwraca uwagę, że projekt zaczął być realizowany 12 lat temu, a bezpośrednie przygotowania wystartowały przed 6 laty. – Pierwszą operację zrobiliśmy w 2008 r., a ostatnią dwa lata temu, właśnie u pana Dariusza. Przygotowania były wyjątkowo trudne, bo musieliśmy stworzyć interdyscyplinarny zespół – zaznacza. Klinika neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nawiązała współpracę z lekarzami Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk. Pozwoliło to na przeprowadzenie szeregu badań przedklinicznych poprzedzających eksperyment. Dołączyli też naukowi współpracownicy – wybitni neurobiolodzy z University College London kierowanego przez prof. Geoffreya Rais- mana uważanego za odkrywcę właściwości naprawczych komórek gleju węchowego. Do tej pory przeprowadzono cztery tego typu operacje. Postępy neurologiczne u ostatniego z pacjentów są największe. – Nie oznacza to, że w poprzednich przypadkach nie było żadnej poprawy. Pierwsi 3 pacjenci dostali komórki z błony węchowej jamy nosowej. Byli leczeni nieco inną metodą, bo ich uszkodzenie rdzenia nie było takie samo jak u pana Dariusza – zaznacza dr Tabakow. Inny rodzaj uszkodzenia wymusił modyfikację metody. Pacjent cierpiał na nieulecznalną chorobę pourazową, a rehabilitacja nie była w stanie przywrócić jakichkolwiek funkcji motorycznych i czuciowych w kończynach dolnych. – Zastosowaliśmy eksperymentalną terapię. Stworzyliśmy pomost dla odrostu włókien w rdzeniu kręgowym – wyjaśnia, choć ma świadomość, że dokładny opis doświadczenia niewiele mówi osobom niezwiązanym z medycyną. Dr Tabakow podkreśla również, że dla uczestników projektu ważne są kwestie etyczne. Zaznacza, że stosowane komórki są dorosłe i dojrzałe. – To nie są komórki embrionalne pozyskiwane z płodów, od innych ludzi lub bankowane. To komórki własne pacjenta. Pacjent sam ma w sobie lek dla siebie – mówi. W jakim stopniu pan Dariusz odzyska sprawność? Stefan Okurowski, kierownik Zakładu Neurorehabilitacji „Akson”, przekonuje, że zależy to od wielu czynników i nie da się jednoznacznie tego określić. – Wszyscy trzymamy kciuki, żeby postępy były istotne życiowo, aby umożliwiły mu np. funkcjonowanie bez wózka w mieszkaniu. To już będzie bardzo duży sukces – przekonuje. Podkreśla, że z punktu widzenia przemieszczania się może być tak, że wózek będzie wciąż bardziej efektywny, natomiast z punktu widzenia profilaktyki zdrowia, chód jest bardzo istotnym przejawem naszej aktywności. – Dlatego to, co możemy dziś w przypadku pana Dariusza obserwować, jest absolutnym przełomem – dodaje.

Ważna jest wytrwałość

Stefan Okurowski, kierownik Zakładu Neurorehabilitacji „Akson” – Opiekujemy się panem Darkiem od kiedy został zakwalifikowany do projektu, czyli od lipca 2011 r. Przez pierwszych 8 miesięcy był usprawniany w naszym zakładzie w standardowym systemie rehabilitacyjnym, niewiele odbiegającym od tego, którym został objęty po operacji. Nasze działanie niestety nie dało żadnych rezultatów i dlatego podjęto decyzję o transplantacji komórek glejowych. Możemy powiedzieć, że po operacji zdecydowanie zmieniła się masa mięśniowa po lewej stronie, a także wrażenia sensoryczne, wyrównały się trochę odruchy rdzeniowe. W efekcie przekłada się to na poprawę zdolności lokomocyjnych. Do tej pory w podobnych przypadkach program usprawniania nie przewidywał możliwości odzyskania możliwości chodu. Efekty kuracji przychodzą w wolnym tempie, co wynika ze specyfiki odbudowy funkcji samego rdzenia. Tego wszystkiego wciąż się jeszcze uczymy. Najbardziej pocieszające jest to, że poprawia się prędkość i estetyka chodu. Niebawem prawdopodobnie podejmiemy trening na bieżni. Te postępy bardzo nas motywują. Trzeba pamiętać, że oprócz aspektu medycznego oraz przekonania, że pacjentowi uda się osiągnąć założone cele, ważna jest również wytrwałość w oczekiwaniu na rezultaty.

Nie wszystkim pomożemy

Dr Paweł Tabakow, neurochirurg z Kliniki Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, kierownik naukowy projektu – Pacjentów z uszkodzonym rdzeniem kręgowym jest bardzo wielu. Niestety dużej grupie nie będziemy w stanie pomóc. To dlatego, że są oni wiele lat po wypadku, z zanikowymi zmianami w rdzeniu, albo w znacznym stopniu nie spełniają kryteriów kwalifikacji do projektu. Nasza metoda będzie skierowana do pacjentów ze świeżym i ostrym uszkodzeniem rdzenia kręgowego w pierwszych miesiącach i latach po wypadku i o specyficznym rodzaju tego uszkodzenia – w wyniku jego przecięcia. Jeżeli uda się udowodnić, że ta metoda jest skuteczna, możemy poszerzyć wskazania i skupić się na tej grupie pacjentów, którym teraz nie możemy pomóc. Aktualnie chcemy doprowadzić do podpisania umów między naszą uczelnią – szpitalem, a fundacjami zagranicznymi, które będą mogły wesprzeć nasze dalsze badania, a następnie rozpocząć nowy nabór pacjentów. Od momentu zakwalifikowania pierwszego pacjenta w ciągu 6 miesięcy, odbędzie się operacja. Miejmy nadzieję, że będzie to już pod koniec 2015 r.

Ostrożność i nadzieja

Fakt przełomowego charakteru przeprowadzonego leczenia jest bezsprzeczny. Należy być jednak ostrożnym w wyciąganiu zbyt daleko idących wniosków. Osoby z przerwanym rdzeniem kręgowym, które nie chciały wypowiedzieć się oficjalnie dla „Gościa”, zastanawiają się nad sensem zastosowania terapii w ich przypadku. Zauważają, że życie pisze różne scenariusze. Oprócz poświęcenia czasu na rehabilitację wiele z nich podejmuje aktywność zawodową. „Z czegoś musimy przecież żyć” – mówią, żałując trochę, że nie mogą poświęcić się maksymalnie odzyskiwaniu sprawności. Moi rozmówcy z zainteresowaniem będą jednak śledzić doniesienia o kolejnych sukcesach wrocławskich neurochirurgów. Podkreślają, że z przekazu medialnego, który usłyszeli, wyłania się światło nadziei, że kiedyś i dla nich znajdzie się rozwiązanie medyczne i będą jeszcze mogli chodzić. Karol Białkowski

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama