Nowy numer 24/2018 Archiwum

Bliżej nas niż myślisz

Z Wrocławia do Damaszku jest ponad 3,5 tys. km – nie tak daleko. Są wśród nas ludzie, którzy doświadczyli „oddechu piekła”, jakie rozpętało się tam kilka lat temu.

Zmasakrowane ciała, połamane krzyże, zrujnowane kościoły – zabytki pamiętające czasy kształtującego się Kościoła pierwszych wieków. Takie sceny stały się codziennością mieszkańców Syrii – kraju ogarniętego wojną, która stała się czasem prawdziwej rzezi chrześcijan. Jeannette, która uciekła stamtąd trzy lata temu, a obecnie mieszka w stolicy Dolnego Śląska, pamięta dobrze chwile, kiedy nikomu nawet się nie śnił taki horror.

Gdy wali się świat

– Syria była przykładem harmonijnego życia obok siebie chrześcijan i wyznawców islamu – wspomina, wymieniając mozaikę wyznawców religii żyjących w jej kraju: katolicy, prawosławni, chrześcijanie syryjscy, grekokatolicy, melchici, maronici, Chaldejczycy, Ormianie, sunnici, szyici, druzowie, alawici… – Od wieków nie było między nimi problemów religijnych – mówi. Przypomina wizytę Jana Pawła II w Syrii w 2001 r., jego spotkanie z islamskim wielkim muftim w Meczecie Umajjadów.

– Wyznawcy Chrystusa cieszyli się swobodą kultu, policja zabezpieczała nawet ulice w czasie chrześcijańskich procesji, które szły z obrazami, figurami, publicznie zanoszoną modlitwą. Wybuch wojny w 2011 r., w której życie straciło już ponad 200 tys. osób, diametralnie zmienił sytuację. Na okrutne ataki narażeni są zwłaszcza chrześcijanie. Do Syrii, jak tłumaczy Jeannette, przyjechali ekstremiści muzułmańscy z różnych krajów świata. Wchodzą do domów, ucinają głowy, wbijają krzyże w szyje… – W niektórych miastach chrześcijanie w ogóle nie wychodzą z domów, w szczególności kobiety, które są porywane, gwałcone i zabijane. Wiele chrześcijańskich miast zostało zbombardowanych – opowiada Syryjka. – Mieszkańcy żyją w zamknięciu, bez jedzenia i lekarstw. Na chrześcijan nakładany jest comiesięczny podatek. Kobiety zmuszane są do zakrywania twarzy. Zniszczone kościoły nie mogą być odnawiane, nie można pokazywać oznak chrześcijaństwa, na przykład krzyża.

Znad Eufratu nad Odrę

– Miałam bardzo dobrą pracę w europejskim banku w Damaszku, z wynagrodzeniem lepszym niż pensja polskiego bankowca, byłam otoczona przez krewnych i przyjaciół – wspomina Jeannette. – Niestety, przebywanie w Syrii stało się bardzo niebezpieczne. Nie ma nadziei na szybkie zakończenie walk. Mamy zresztą przykład Iraku, gdzie wojna zaczęła się 12 lat temu i wciąż trwa. Pierwszym powodem, dla którego wybrała Polskę, byli, jak tłumaczy, przyjaciele, których ma w naszym kraju. Pomogli jej w przyjeździe. – Lubię Polskę. Polacy są mili, nie są rasistami jak mieszkańcy innych europejskich krajów – dodaje. – Czuję, że jestem tu u siebie, choć tęsknię bardzo za Syrią, zwłaszcza za moją rodziną. Wybrałam Wrocław, bo podoba mi się to miasto i mam szansę na znalezienie tu pracy. Bywała w Polsce jeszcze przed wybuchem wojny, na wakacjach. – Pierwsze wrażenie? Bardzo przyjacielscy i chętni do pomocy ludzie – mówi. – Niespodzianką był widok pełnych kościołów. Podróżowałam po całej Europie i nie widziałam nigdzie czegoś takiego. Co do polskiej kultury, tradycji – odnajduję wiele elementów wspólnych z syryjskimi. Niestety, bardzo trudny jest dla mnie polski język. Mówię płynnie po francusku, angielsku i arabsku, ale polski… Trzy lata próbuję się go nauczyć i wciąż nie potrafię mówić w tym języku. To mój poważny problem. Chciałabym pozostać w Polsce i, jeśli to będzie możliwe, pomóc przyjechać tu także mojej rodzinie – mamie, dwóm braciom i siostrze z jej dziećmi. Jeannette jest katoliczką. Nie widzi wyraźnych różnic, jeśli chodzi o tradycję, o sposób sprawowania liturgii w polskim i syryjskim Kościele. – Obecnie chrześcijanie w Damaszku wciąż mogą spotykać się na liturgii, bo są chronieni przez siły rządowe. Poza stolicą (i niektórymi miastami) nie mogą chodzić do kościołów – mówi. – W Polsce nie było mi trudno odnaleźć swoje miejsce w Kościele. Wielu księży kontaktowało się ze mną, miałam możliwość udziału w modlitwie w języku angielskim.

Nasza sprawa

Co będzie dalej z jej krajem? Jeannette mówi, że jeśli muzułmańscy ekstremiści wraz z rebeliantami przejmą władzę, zmienią rząd, chrześcijanie nigdy już nie będą bezpieczni. Uważa, że możemy realnie im pomóc – nasze media muszą mówić o ich cierpieniach, a Polska powinna włączyć się w walkę z terrorystami. – Polacy mogą również pomóc chrześcijanom w przyjeździe do waszego kraju, otoczyć ich opieką, zwłaszcza rodziny z dziećmi; jeśli to możliwe, wspomagać chrześcijańską społeczność żywnością i pieniędzmi – mówi. Kto chciałby w konkretny sposób wesprzeć syryjskich uchodźców, uczynić to może, m.in. przekazując środki na konto Caritas Polska z dopiskiem: SYRIA

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma