Nowy numer 24/2018 Archiwum

Strażniczka historii, opiekunka żaków

Człowiek legenda, znawczyni biologii i teologii. Łącząc swe talenty, od 4 dekad wspiera działanie organizmu jakim jest Papieski Wydział Teologiczny.

Pani Elżbieta pełniła swoją służbę w cieniu katedralnych wież, jeszcze zanim w 1974 r. rozpoczęła pracę w uczelnianym dziekanacie. – Wtedy katechizowałam w katedralnej parafii i kontynuowałam naukę na studiach licencjackich – wspomina. – Byłam na seminarium u ks. prof. Józefa Majki. Na początku listopada 1974 r. poprosił, żebym została po zajęciach. Chciał, żebym zaopiekowała się istniejącym wtedy Instytutem Pastoralnym – m.in. księgozbiorem, z przedwojennymi jeszcze rocznikami kościelnymi, całą buchalterią.

Dzieje w indeksach zamknięte

Kiedy stoi dziś przed regałami pełnymi segregatorów z dokumentacją dotyczącą poszczególnych studentów, widać serdeczną troskę, jaką otacza wszystkie ich sprawy. – Tutaj można znaleźć ślad po każdym, kto miał kontakt z PWT. Nawet jeśli tylko złożył podanie o przyjęcie, a studiów nie podjął – tłumaczy, spoglądając na archiwum. Stoją tu rządkiem prace magisterskie, doktorskie (w sumie PWT dorobił się prawie 300 doktorów; ma też prawo przeprowadzania przewodów habilitacyjnych). W niezliczonych podaniach, zaświadczeniach, indeksach kryje się mnóstwo ludzkich historii. Wielu z nich towarzyszyła pani Elżbieta. Miała niepowtarzalną okazję śledzić rozwój raczkującej jeszcze uczelni.

W 1968 r. Stolica Apostolska wydała zgodę na powołanie Akademickich Studiów Teologicznych we Wrocławiu, natomiast w 1974 r. zgodziła się na używanie w nazwie słowa „papieski” – stąd Papieski Fakultet (potem Wydział) Teologiczny. Pamięta pierwszy rocznik studentów świeckich i sióstr zakonnych, liczący jedynie 15 osób. Był rok akademicki 1977/1978. – Trzeba było wówczas dokładnie sprawdzać, kogo się przyjmuje. To były trudne czasy – mówi. – Pamiętam, jak odbierałam na Podwalu paszport rektora. Zabrano mnie do piwnicy, próbowano dowiedzieć się, co ksiądz robi, z kim się spotyka. Ponawiane były próby podsyłania nam informatorów ówczesnych władz. Dekonspirowaliśmy ich, często z pomocą studentów. Elżbieta Krawiec najpierw ukończyła biologię na Uniwersytecie Wrocławskim, potem studia katechetyczne w Gietrzwałdzie k. Olsztyna. Uzupełniała je następnie we Wrocławiu, gdzie skończyła studia licencjackie, a także doktoranckie. Wspomina, że stanęła wobec wyboru: praca naukowa czy zajęcie się uczelnianymi papierkami. Wybór padł na drugą opcję. Była pilnie potrzebna w dziekanacie. – Najpierw byłam sama – mówi. – Pracowało się od rana do godz. 16, 17, czasem jeszcze zabierało się pracę do domu. Korzystało się z maszyny do pisania. Wydaje mi się, że największym osiągnięciem w naszej pracy, oprócz komputerów, była kserokopiarka. Dawniej, gdy trzeba było np. napisać zaproszenie na Radę Wydziału dla 15–20 profesorów, to było czasochłonne zajęcie. Przez kalkę można było przygotować maksymalnie do 4 kopii jednorazowo. Pamiętam, jak podczas stanu wojennego, aby klerycy spoza Wrocławia mogli pojechać do domu, trzeba było uzyskać zgodę władz, m.in. wrocławskich, warszawskich, partyjnych, wojskowych. Na każdego alumna przypadało 7 podań…

Na posterunku

Obecna lokalizacja dziekanatu to bodajże 8. czy 9. z kolei miejsce. Najpierw E. Krawiec pracowała w Krzywej Wieży, w różnych miejscach seminarium, w budynku przy ul. Katedralnej 1. Praca wymagała sporo bieganiny. Kiedyś, nosząc pokaźną stertę książek, poślizgnęła się obok katedry i złamała lewą rękę. Wspomina, że studenci garnęli się do studiowania. To byli głównie katecheci chcący kontynuować naukę, ale nie tylko. – Zawsze znaleźć można było też osoby spragnione wiedzy teologicznej – nauczycieli, lekarzy, pielęgniarki. Ówczesnym katechetom przyszło pracować w trudnych warunkach – dodaje. – Bywało nawet, że dojeżdżali po kilkadziesiąt kilometrów rowerami i motocyklami do sal katechetycznych, ale czasem także do prywatnych mieszkań. Pani Elżbieta podkreśla, że owi żacy byli prawdziwymi bohaterami. – Jak moja dawna uczennica, Małgosia. Na 6.00 rano jechała do pracy w mleczarni przy ul. Żmigrodzkiej; po pracy, na 14.00, przyjeżdżała na wykłady. O 20.00 szła do domu. Studenci bywali śledzeni, czuli na plecach oddech obserwujących ich osób. PWT tymczasem rozwijał się, przez dziekanat przewijały się nowe osoby. Powstawały kolejne kierunki, w tym studia podyplomowe. Pani Ela obecnie pracuje w archiwum i pomaga uczestnikom studium doktoranckiego. – Nasi studenci i absolwenci w swoich środowiskach bardzo ofiarnie służą Kościołowi. Warto dodać, że raz po raz dzwoni do nas ktoś z wojska, straży granicznej, więziennictwa, pytając, czy dana osoba rzeczywiście tu pracowała. Chcą ją zatrudnić, bo mają nadzieję, że stąd przychodzą ludzie uczciwi. Ukończenie właśnie PWT bywa atutem wobec pracodawców. Pani Elżbieta trwa na swoim posterunku. Dzięki niej zmieniający się wciąż dziekanat zachowuje ciągłość. – Praca jest niełatwa, ale piękna, bo przychodzą tu piękni ludzie – mówi E. Krawiec.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma