Nowy numer 48/2020 Archiwum

Poszli wszyscy do stajenki

Żywa szopka w Miękini trwała tylko jeden dzień. To wystarczająco długo, by sprawić wiele radości całym rodzinom.

- Pomysł wyszedł od księdza proboszcza, Waldemara Kocendy. Podchwyciliśmy temat i zaraziliśmy entuzjazmem całą radę parafialną - mówi Wanda Mickiewicz, szefowa Akcji Katolickiej w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Miękini. Jak zaznacza duszpasterz, w realizację dzieła było zaangażowanych sporo osób. - Każdy był odpowiedzialny za jakiś odcinek przygotowań - wyjaśnia.

Przedsięwzięcie nie było wcale proste, bo wokół plebanii nie było pomieszczenia przygotowanego na przyjęcie żywych zwierząt. - Szopkę zrobiliśmy z pomieszczenia, które służyło do przechowywania metalowych ławek, które na wiosnę wystawiamy wokół kościoła. W ten sposób uzyskaliśmy puste pomieszczenie, w którym wybudowaliśmy odpowiedniej wielkości boksy - tłumaczy Stanisław Ziejka, członek rady parafialnej. Podkreśla, że wszystkie prace trwały dwa tygodnie. W. Mickiewicz dodaje, że w porządkowanie pomieszczenia zaangażowali się chłopcy z Ochotniczej Straży Pożarnej.

Poszli wszyscy do stajenki   Żywa szopka cieszyła się ogromną popularnością Karol Białkowski /Foto Gość Jak się okazało największy problem był ze zwierzętami. - Miękinia niby jest wsią, ale faktycznie jest sypialnią dla Wrocławia. W naszej miejscowości jest tylko jedno gospodarstwo rolne. Stamtąd wypożyczyliśmy cielęta i barany, kozy przywieźliśmy z sąsiedztwa, a króliki podrzucili nam państwo z osiedla. Natomiast koń dotarł do nas z parafii obok - wylicza szefowa parafialnej Akcji Katolickiej. Przekonuje, że wszyscy gospodarze zadeklarowali, że jeśli w przyszłym roku inicjatywa zostanie ponowiona, to oni przyprowadzą swoje zwierzęta już na Wigilię, po to, by szopka funkcjonowała przez całe święta.

Zarówno pani Wanda jak i pan Stanisław przekonują, że żywa stajenka została wybudowana, by dać radość mieszkańcom miejscowości, zwłaszcza dzieciom, które niejednokrotnie, mimo, że mieszkają na wsi, nie widziały nigdy z bliska zwierząt hodowlanych.

Ks. W. Kocenda zwraca uwagę, że szopka miała służyć zintegrowaniu społeczności lokalnej. Głównym punktem programu było popołudniowe misterium bożonarodzeniowe, kolędowanie i ognisko.

- Ufam, że w miarę jak będziemy tę inicjatywę podejmować w przyszłych latach, to będzie ona rosła i uatrakcyjniała święta - mówi ksiądz proboszcz. Nie wyklucza, że za rok pojawią się kolejne okazy, np. osioł, czy... wielbłąd. - W Miękini nie ma rzeczy niemożliwych - dodaje S. Ziejka.

_____________

Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama