Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bliźniacy 
przy jednej ulicy

Ekumenizm na co dzień. Niewielkie Malczyce są lokalnym historyczno-obyczajowym fenomenem. Od kilkudziesięciu lat w naturalnej zgodzie żyją tu obok siebie wierni Kościoła prawosławnego i katolickiego.


Pociąg dojeżdża o 8.38. Pogoda dopisuje, chyba najlepsza od kilkunastu dni – słonecznie, wręcz wiosennie. Obok sklepu dwie starsze panie rozmawiają ze sobą, stojąc z zakupami. Podchodzę, zagajam, nawiązuje się rozmowa o dwóch tutejszych parafiach: rzymskokatolickiej i prawosławnej. – My tu, od kiedy pamiętam, żyjemy ze sobą w przyjaźni. A przyjechałam do Malczyc zaraz po wojnie, w 1947 roku. Cerkiew już wtedy stała. Nigdy nie było żadnych awantur na tle religijnym. Ludzie się szanują – opowiada pani Stanisława. Pani Maria potwierdza. – Zdarza się, że uczestniczymy w różnych nabożeństwach w cerkwi, np. ślubach albo pogrzebach bliskich czy znajomych. A oni do nas też przychodzą. Nie ma zakazu czy nawet niechęci – dodaje. Ks. Michała Szlagę, proboszcza prawosławnej parafii Zwiastowania Przenajświętszej Bogarodzicy, katoliccy mieszkańcy miejscowości znają dobrze. Nawet opowiadając, używają stwierdzenia: „nasza cerkiew”. A idąc na cmentarz i mijając ją po drodze, żegnają się, mężczyźni natomiast zdejmują czapki. – Przecież wierzymy w jednego Boga. Jesteśmy jednością – tak mawiają w Malczycach.


Pożyteczna sympatia


Chwilkę po godzinie 9 dzwonię do drzwi plebanii przy parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Z jej proboszczem ks. Bolesławem Sylwestrzakiem idziemy do parafii prawosławnej, która znajduje się kilkaset metrów dalej, przy tej samej ulicy Adama Mickiewicza.
– Dobrze nam się współpracuje. Lubimy się i podejmujemy od czasu do czasu razem różne akcje. Zdarzało się, że poprosiłem go o kazanie u nas, potem ja głosiłem u niego. Wierni nie mają nic przeciwko, a myślę, że wręcz przeciwnie: gdy widzą, że my we dwóch żyjemy w sympatii, sami też czują zobowiązanie bycia wobec siebie życzliwymi – opowiada ks. Bolesław Sylwestrzak. 
Po krótkiej chwili ks. Michał Szlaga wita gości szerokim uśmiechem. – Niebawem mogą przyjechać z drewnem do ogrzewania. A propos naszej rozmowy, dostanę je za darmo od katolików! – zaznacza celowo ostatni wyraz gospodarz, mrugając przy tym okiem. Zasiadamy do stołu i niespodziewanie jemy śniadanie. Mieliśmy tylko porozmawiać, ale, jak to ujął gospodarz, wspólny posiłek jednoczy.


Być sobą


Parafia prawosławna liczy około 250 osób (60 rodzin), przy 3 tys. wiernych jej rzymskokatolickiej sąsiadki. W samych Malczycach do cerkwi uczęszcza 10 rodzin, reszta to przyjezdni z terenu gminy średzkiej i malczyckiej. – Średnio w niedzielnych nabożeństwach uczestniczy ok. 100 osób – mówi ks. Michał Szlaga. Wspólnota parafialna właśnie w tym roku obchodzi 65 lat istnienia. 8 czerwca 1950 r. odprawiono tu pierwszą uroczystą liturgię.
90 proc. jej wiernych, przesiedlonych w akcji „Wisła”, pochodzi z Łemkowszczyzny, ze wsi Banica. Zdecydowaną większość w Malczycach tworzą katolicy, ale lokalna społeczność tak tego nie postrzega. Sami księża zaznaczają, że nikt nikogo uporczywie nie nawraca. W miejscowości spotkamy małżeństwa mieszane, można powiedzieć ekumeniczne.
– Jeśli przychodzą do mnie narzeczeni obu wyznań, nigdy nie zakazuję chodzenia do kościoła katolickiego ani nie namawiam do zmiany wyznania. Nic na siłę. Każdy ma być sobą i powinien sumiennie pilnować swoich obowiązków religijnych – stwierdza ks. Michał. Przytacza także niepisaną tradycję, która głosi, że potomkowie męscy idą w kwestii wyznania za ojcem, a córki za mamą. – W ciągu trzech lat ochrzciłem trójkę dzieci z małżeństwa mieszanego w obrządku rzymskokatolickim, bo tak zadecydowali rodzice – mówi ks. Bolesław. – Owszem, jest mi z tego powodu przykro, lecz najważniejsze, że nowo narodzeni zostali ochrzczeni. Za to zdarza się, że u mnie w chórze śpiewają katoliczki, żony prawosławnych mężczyzn – odpowiada ks. Michał. Sakrament w obu wyznaniach ma taką samą moc. Związki tzw. mieszane nie muszą składać podwójnej przysięgi. W ich gestii leży, czy wolą ją złożyć w obrządku katolickim, czy prawosławnym.


Ekumenizm na co dzień


Współpraca lokalna obu doktryn chrześcijaństwa przekłada się także na ścieżki oficjalne, choćby edukację. Uczniowie z parafii Zwiastowania Przenajświętszej Bogarodzicy uczęszczają na religię do salki przy cerkwi, a lekcję prowadzi ks. Michał. – Zebrałem grupę łączoną z różnych klas, więc nie było sensu kombinować z planem lekcji. W porozumieniu z władzami szkoły dzieci przychodzą do punktu katechetycznego przy parafii – tłumaczy. W czasie zajęć uczy także języka łemkowskiego, aby wzmacniać tożsamość młodych ludzi. Nigdy jednak nie dochodziło do żadnych sporów na tle narodowościowym czy religijnym. – Powiem więcej, moim zdaniem mieszkańcy Malczyc są dumni, że mają takie dwie parafie – zaznacza pracujący tu od 30 lat proboszcz Michał Szlaga. – Rzadko zdarza się, że zarówno kościół katolicki, jak i cerkiew poświęcone są w jednym miejscu Matce Bożej – dodaje ks. Bolesław Sylwestrzak.
Styczeń nazywa się powszechnie miesiącem ekumenizmu. Od 18 do 25 stycznia przeżywaliśmy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. W niewielkiej wsi oddalonej ok. 45 km od Wrocławia ekumenizm staje się doświadczeniem codzienności, normą, czymś, co wpisano w losy mieszkańców. – Wydaje mi się, że prawdziwy ekumenizm wychodzi oddolnie w społeczeństwie, nie zaś odgórnie. Gesty hierarchów kościoła apostolskiego uważam za potrzebne, ale to, co najpiękniejsze, dzieje się na dole społecznej drabiny, czyli na przykład na naszych ulicach – stwierdza prawosławny kapłan.


Bariery 
leżą tylko w głowach


Czy istnieją zatem tematy, w których proboszczowie się nigdy nie zgodzą? – Nie postrzegamy tego w ten sposób. Wiadomo, że dzielą nas kwestie teologiczne, choć, trzeba podkreślić, nie fundamentalne. Różnimy się oczywiście czterema dogmatami – wyjaśnia ks. Michał. – Ale dlaczego ja mam się kłócić z księdzem o cokolwiek? Znamy swoje stanowiska, poglądy oraz nauczanie i nie przeszkadza nam to żyć i tworzyć coś dobrego wokół siebie – dodaje ks. Bolesław. Razem jeszcze niedawno poświęcili nowo wybudowaną salę gimnastyczną. Wspólnie błogosławią uczniów choćby podczas uroczystości rozpoczęcia czy zakończenia roku szkolnego.
Rzuca się w oczy swoboda, jaką czują wobec siebie obaj rozmówcy. Często między fakty z życia parafii wplątują anegdoty i dowcipy. Temat wizyty duszpasterskiej od razu stał się okazją do żartów. – Tak, chodzimy po kolędzie, oczywiście później od księży rzymskokatolickich, bo u nas jest inny kalendarz – opowiada ks. Michał. – Zaczynamy po święcie Trzech Króli i poświęceniu wody, czyli od 19 stycznia. Odwiedzamy także mieszane rodziny. Swoją drogą, bardzo lubię do nich przychodzić, bo już wiedzą, po wizycie księdza katolickiego, jaką mają złożyć ofiarę! A może mnie dadzą o 10 zł więcej? – rozbawił wszystkich żartem ks. Michał.


Tęsknota za pełnią


– Nie jest tajemnicą, że nasze dwa kościoły to bracia bliźniacy, którzy się rozeszli. Wzrastałem w latach, kiedy stosunki między tymi wyznaniami nazwałbym gorszymi od poprawnych. Urodziłem i wychowałem się w miejscowości, w której nie było cerkwi. Jestem Łemkiem, zostałem ochrzczony u katolików i nawet służyłem do Mszy św. jako ministrant, czego nigdy nie ukrywałem – wspomina ks. Michał. Podkreśla jeszcze, że współcześnie dialog międzywyznaniowy wygląda zdecydowanie lepiej, chociaż obaj, z zaprzyjaźnionym księdzem sąsiadem, pragną czegoś wielkiego, a jednocześnie przecież tak realnego: jedności eucharystycznej. Z pasją mówią o trwałej wspólnocie w sakramencie Komunii św. która byłaby milowym krokiem w kierunku pełnego porozumienia chrześcijan, szczególnie tych, jak określili to księża z Malczyc, z bliźniaczych kościołów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama