Nowy numer 44/2020 Archiwum

Przełamali nieśmiałość

Jeszcze trzy lata temu w parafii św. Andrzeja Apostoła w Środzie Śląskiej było kilkunastu ministrantów. Dziś to pokaźnych rozmiarów wspólnota.


Przynależność do służby liturgicznej w podwrocławskiej miejscowości stała się modna zarówno wśród kilkuletnich chłopców, jak i ich ojców.

- To zasługa opiekuna służby liturgicznej. Gdyby nie jego zainteresowanie i zachęcanie, nic by z tego nie było - mówi proboszcz ks. Wiesław Pindel. Współpraca duszpasterzy i rodziców sprawiła, że podczas większych uroczystości w prezbiterium brakuje miejsc. W życie parafii chcą się angażować również mamy i córki.


Wyjście do ludzi


Ksiądz Bartłomiej Polański został skierowany do Środy Śląskiej w sierpniu 2011 r.

- Jednym z moich zadań stała się opieka nad służbą liturgiczną. Gdy tu przyjechałem, nie było nowych chętnych do posługi przy ołtarzu. Wszystko opierało się na „starych” ministrantach - wspomina. Już w następnym miesiącu rozpoczął się pierwszy kurs dla kandydatów.

- Zacząłem wychodzić do chłopaków tak jak ks. Bosko. Rzadko który z nich przyszedł sam, bez zachęty od duszpasterzy - wyjaśnia.
Największe wrażenie zrobili na ks. Bartłomieju dwaj gimnazjaliści.

- W tym wieku decyzję o dołączeniu do grona ministrantów określiłbym jako spore wyzwanie. Presja rówieśników jest ogromna, a służba liturgiczna nie uchodzi za coś pociągającego - wyjaśnia.

Aby było inaczej, salezjanie ze Środy Śląskiej zadbali o wiele dodatkowych propozycji. Są grupy sportowe, atrakcyjne wyjazdy, a także nagrody za sumienne wypełnianie posługi.

- Mimo to, poza niedzielą, frekwencja na Mszach św. nie zachwyca. Jest to jednak spowodowane dużą liczbą zajęć dodatkowych w tygodniu - wyjaśnia duszpasterz.
Kurs na ministranta trwa ok. pół roku. To spotkania formacyjne oraz ćwiczenia praktyczne - chłopcy muszą wiedzieć, jak zachować się przy ołtarzu, a także bez problemów orientować się, kiedy np. zadzwonić dzwonkami. Kandydaci poznają również terminologię liturgiczną.

Po kilku tygodniach doskonale wiedzą, w jakim momencie dokonuje się lavabo, czym jest puryfikaterz, jakie funkcje spełniają turyferariusz i nawikulariusz.


Budowanie rodzin


Prezes ministrantów parafii św. Andrzeja, Rafał Skibicki, zaznacza, że po 3,5 roku liczba posługujących przy ołtarzu wzrosła do ok. 70 osób, więc opiekun potrzebuje realnego wsparcia.

- Pomagam ks. Bartłomiejowi. Prowadzę zbiórki, gdy jest nieobecny, oraz ranking ministrantów, wspólnie ustalamy również grafik kolędowy, a na wyjazdach jestem opiekunem - wyjaśnia.
Służba przy ołtarzu zrodziła poważne konsekwencje przynajmniej dla kilkunastu rodzin.

- Podszedłem raz do grupki rodziców oczekujących po Mszy św. na synów. Zapytałem, czy ojcowie nie chcieliby dołączyć do swoich dzieci - opowiada ks. Bartłomiej. Po jakimś czasie kilku z nich się zdecydowało.

- W tej chwili jest ich 12. Zawsze im powtarzam, że są moimi dodatkowymi oczami pilnującymi chłopców - dodaje. Zwraca też uwagę, że nie wszyscy mają synów ministrantów.

- Dla ojców córek też jest miejsce przy ołtarzu.
 Widzimy, że w kościołach maleje liczba służących do Mszy. Mam wrażenie, że nasze świadectwo przełamuje nieśmiałość - mówi Grzegorz Skalski, ojciec lektora i dwóch ministrantów. Skąd ona się bierze? Przekonuje, że jest to spowodowane nowoczesnymi mediami, które mają za zadanie nas ze sobą komunikować. Efekt jest jednak odwrotny.

- Dzieci się izolują i trudno je zachęcić do jakiegokolwiek zaangażowania. Dlatego dziękujemy naszym duszpasterzom za tę inicjatywę. Oni wciągnęli nas do służby liturgicznej, a my robimy to samo z naszymi chłopakami - dodaje. - Mamy nadzieję, że będą się tym zarażały również inne parafie.
Jest jeszcze jeden bardzo istotny element, na który zwracają uwagę zarówno ojcowie, jak i duszpasterze. Zaangażowanie męskiej części rodzin pociągnęło również mamy i córki. I dla nich znalazła się odpowiednia propozycja w postaci zespołu muzycznego.

- Nic tak mobilizująco nie działa na rodziców jak dzieci. Jeśli zorganizujemy coś dla najmłodszych, to wraz z ich rodzinami mamy pełny kościół ludzi. Tak jest też w tym wypadku - analizuje ks. B. Polański. Podkreśla, że decyzja syna o wstąpieniu w szeregi ministrantów w kilku przypadkach sprawiła, iż rodzice zaczęli regularnie uczestniczyć w Eucharystii. - Tego elementu duszpasterskiego nie da się przecenić - przekonuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama