Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niebieska armia w Kotowicach

Ich życie toczy się głównie na obozie, a do niego przygotowują wyjazdy zimowe. Wiele wilczków przeżywa wtedy pierwsze przełomowe podróże ze swoimi gromadami.

Formacja, integracja, zabawa, wyzwanie – tak najkrócej można byłoby określić zimowiska, na które wyjeżdżają po Nowym Roku Skauci Europy. Te 3–4-dniowe wypady zagościły na dobre w kalendarzu ruchu harcerskiego. Najmłodszą jego gałąź, żółtą, tworzą wilczki, czyli dzieci w wieku od 9 do 12 lat. Styczniowa wyprawa z gromadą inicjuje przygodę ze skautingiem. Nierzadko dzieci przechodzą wtedy pierwsze, mobilizujące do samodzielności rozstanie z rodzicami. – Ten czas asymiluje grupę, integruje ją. Pomaga także przygotować najmłodszych do oczekiwanego letniego obozu i, co czasem trudne, przebywania przez osiem dni bez rodziców – opowiada z uśmiechem Bożena Żak, druhna Wrocławskiego Szczepu św. Klary.

Bóg w każdym działaniu

Zajrzeliśmy do podwrocławskich Kotowic, gdzie swoje zimowisko przeżywały 2. i 4. Wrocławska Gromada Wilcząt, a więc łącznie 35 dziewczynek. Nad nimi czuwały dwie akele, czyli szefowe swoich gromad, które organizowały cały wyjazd i układały plany poszczególnych dni. Obowiązkowym punktem, w miarę możliwości, jest Eucharystia. Dzieci zdają sobie sprawę z jej wagi i chętnie w niej uczestniczą. Formacja skautów przebiega w duchu głęboko chrześcijańskim, nastawiona jest na pomoc bliźniemu. – Pan Bóg obecny jest w każdym naszym działaniu tutaj, nawet jeśli nie wszędzie bezpośrednio i namacalnie. Na początku dnia modlimy się z dzieciakami podczas apelu porannego. A wilczki mają już swoją specjalną modlitwę. Zwracamy się do Boga także przed posiłkiem i po nim – opowiada Kamila Kamińska, stojąca na czele 4. gromady. Oprócz tego przewodniczki czytają i analizują z podopiecznymi wybrane fragmenty Pisma Świętego. Rozmowa o słowie Bożym trwa ok. 20 minut, żeby nie zanudzić i nie zniechęcić dzieci. – Poruszamy tematy wiary w naszym życiu i chcemy zawsze wyciągać z dziećmi pozytywne wnioski – tłumaczy Bożena Żak, akela 2. gromady.

Rozwój poprzez zabawę

Naturalnie przychodzi w końcu czas na rozrywkę oraz zdobywanie umiejętności godnych skauta. Przeprowadzane są warsztaty topograficzne, kurs pierwszej pomocy, nauka wiązania węzłów i prace manualne, np. wykonywanie kukiełek. Niektóre zajęcia udowadniają, że wyobraźnia dziecięca nie zna granic. Przed dziewczynkami stawia się wyzwania, które je mobilizują. Same zainteresowane również wykazują ambicję i zaangażowanie w różnego rodzaju zadaniach. – Bardzo nam się podoba na zimowisku. Jeśli będzie okazja, chciałybyśmy pojechać drugi raz. Najlepsze według mnie są zabawy wymyślane przez akelę, np. robienie laleczek. My swoje nazwałyśmy Ewa i Klara. A nasze koleżanki zrobiły muchy i komary z materiału – opowiadają żywiołowo Hania i jej najlepsza przyjaciółka Jagoda. Gdy nadchodzi wieczór, cała grupa siada w kółku przy zapalonych świecach i śpiewa harcerskie, edukacyjne piosenki. Wilczki stają przed kolejnym przyjemnym sprawdzianem. Próbują swoich sił w aktorstwie, odgrywając przygotowane przez siebie rozmaite scenki teatralne. Wszystko w atmosferze przyjaźni i wzajemnego wsparcia.

Próba dla wszystkich

Zimowisko skautów ma wiele różnych wymiarów. Dla jego uczestników utożsamiane jest z wielką przygodą. Dla opiekunów jawi się jako prawdziwe wyzwanie i naprawdę ciężka, wymagająca praca (opanować tłum rozemocjonowanych dziewczynek nie jest łatwo). Dla rodziców to w pewnym sensie próba charakteru, wytrzymałości i, podobnie jak u dzieci, nowe doświadczenie. – Podejście mamy i taty do naszych wyjazdów bywa różne, choć w większości pozytywne. Zauważamy je choćby w różnicach w pakowaniu swoich pociech. Niektórzy przygotowują kilka razy więcej rzeczy, niż podajemy wcześniej na liście, a potem się martwią: „A jak ta moja malutka Marysia to uniesie?” – mówi z uśmiechem akela Kamila Kamińska. Dla wielu nie wydaje się oczywiste, że wilczki śpią na karimatach w śpiworach. Nie potrzebują luksusu, wręcz przeciwnie. Surowe warunki kształtują u najmłodszych charakter i uczą szybkiego przystosowania. W Kotowicach dzieci były ulokowane w budynku szkoły podstawowej i nocowały w klasach. Wiadomo, że przychodzą czasem chwile słabości, a tęsknota zaczyna doskwierać, ale wszystko mija jak krótkie zachmurzenie. – Cieszymy się, że możemy odpocząć od rodziców – mówi pewnym głosem Hania. – Raczej oni od nas – dodaje nieśmiało koleżanka obok. Przez weekend nieduże Kotowice gościły niewielką żeńską armię w niebieskich mundurach i granatowych beretach. Gdybyś zobaczył taką w swojej okolicy, nie uciekaj, tylko zapamiętaj, że zawsze możesz na nie liczyć.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama