Nowy numer 48/2020 Archiwum

Po co studentowi teatr?

„Wróć na ziemię, dziewczyno” w wykonaniu Moniki Kończal jest jej czwartym monodramem. Po spektaklu odbyła się dyskusja młodzieży akademickiej.

Kolejne spotkanie w ramach cyklu „Akademia Intelektu” w „Maciejówce” dotyczyło sztuki teatralnej. – Skończyłam studia wiedzy o teatrze w Poznaniu i przeniosłam się do Wrocławia, bo spotkałam się z wielką otwartością i dzięki niej mogę się rozwijać. Oprócz teorii zawsze równolegle przyciągała mnie scena. Teraz sama wymyślam swoje występy – mówi Monika Kończal, która reprezentuje nurt minimalistyczny.

Spotkanie i nić porozumienia

O co chodzi w teatrze? Żeby widz się dobrze bawił, żeby uwierzył w wizję świata tam przedstawionego, żeby doszedł do głębszych refleksji? Kulturalna mapa Wrocławia, jak zauważyła Monika Kończal, zawiera bogatą ofertę teatralną. – Dzisiaj mamy duży wybór, sami decydujemy, co konkretnie chcemy zobaczyć, i nikt nie narzuca nam, jaką postawę mamy obrać wobec tego, co zobaczymy – mówi młoda aktorka. Zauważa, że we współczesnym świecie teatru mieszają się praktycznie wszystkie znane konwencje, nurty i szkoły gry aktorskiej. Bogata oferta nasuwa jednak pytanie: „Czy ja chcę i potrafię z niej korzystać?”.

– Podstawowym błędem w myśleniu o teatrze jest pojmowanie go jako instytucji. A tak naprawdę chodzi tu o spotkanie aktora i widza, o nić porozumienia między nimi – tłumaczy M. Kończal. Nie podważa ona oczywiście działania znanych miejsc instytucjonalnych we Wrocławiu, jak np. Opery Wrocławskiej, Teatru Muzycznego Capitol, czy Teatru Współczesnego. – Na tym teatr w stolicy Dolnego Śląska jednak się nie kończy! – apeluje.

Teatralny underground

Często młodzi ludzie z różnych powodów ograniczają się do najbardziej popularnych i rozreklamowanych miejsc kultury. Albo sami wiedzą o istnieniu czegoś więcej oprócz Opery Wrocławskiej i Teatru Muzycznego Capitol, albo ufają mniejszym instytucjom, zakładając, że cena biletu nie zawsze gwarantuje wysoką jakość produktu kulturalnego, który otrzymują. Monika Kończal poleciła dwa mniej znane punkty na teatralnej mapie stolicy Dolnego Śląska. – Jeśli podejmujemy temat rytuału, ruchu, muzyki i kinestezji, warto wybrać się do Teatru Pieśni Kozła oraz Instytutu Jerzego Grotowskiego, które realizują przeróżne przedsięwzięcia artystyczne oraz badawcze – proponuje aktorka. Zachęca też do zwrócenia się w kierunku „teatralnego podziemia”, czyli projektów niekomercyjnych, często początkujących, za którymi nie stoją wielkie budżety finansowe. – Z moimi współlokatorami planujemy organizować spektakle. Mamy dość duże mieszkanie. Zbieramy jeszcze potrzebne „graty”. Sztuka nie może pojawiać się tylko „na salonach”. Wręcz przeciwnie, musi wymykać się ramom finansowym. Ja nie widzę na razie swojego miejsca w instytucjonalnym teatrze. Występuję w sposób spontaniczny i chcę ludzi zarażać pasją do rzeczywistości teatralnej samej w sobie, a nie złożonej z reflektorów, ogromnej sceny i kostiumów – wyjaśnia Monika Kończal.

Najlepiej na własnej skórze

Czy bycie w teatrze stało się moralnym obowiązkiem? Szczególnie u młodzieży akademickiej, która tworzy niejako narodowe elity? Chyba niekoniecznie. Wydaje się, że nadchodzi pewna zmiana pokoleniowa. To, co dla niektórych było niegdyś kulturalnym zobowiązaniem z góry, dzisiaj wydaje się czymś dodatkowym, czasem nawet egzotycznym. – Nigdy nie byłam w teatrze. Po prostu nie miałam ku temu okazji. Większość ze zdziwieniem pyta: „A ze szkołą nie byłaś?”. Ciągle gdzieś jest jednak we mnie duże pragnienie pójścia i zobaczenia, jak tam jest – mówi Ewa Szabała z DA „Maciejówka”, studentka IV roku matematyki. Jak twierdzi wielu ekspertów, doszliśmy do takiego momentu w teatrze, kiedy wszystko już było. Trudno widza zaskoczyć, a jednocześnie skłonić go do sensownej refleksji. W zależności od tego, do jakiej placówki kulturalnej się wybierzemy, rzeczywistość zostanie nam przedstawiona na scenie w różnoraki sposób. W jednym przypadku będzie to jej wierne odzwierciedlenie, w innym pojawi się z kolei wszystko w krzywym zwierciadle albo w sposób satyryczny i humorystyczny. Jak brzmi zatem odpowiedź na tytułowe pytanie? – Twórcy proponują nam różną estetykę i konwencję, ale to my mamy wybór. Po co studentowi teatr? Aby na własnej skórze przekonał się, co go tak naprawdę interesuje, co chce odkrywać i co mu odpowiada. Nawet jeżeli spektakl nie spełnia naszych oczekiwań, to obejrzenie go zawsze coś w nas zostawia. Co takiego? Musimy sami się przekonać – kończy intrygująco Monika Kończal.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama