Nowy numer 48/2020 Archiwum

Piękno, kryminał i nuty sprzed wieków

Marcowy "Wieczór Tumski" upłynął z "Madonną pod Jodłami" oraz "Kodeksem Wrocławskim".

– Kościół przez wieki był i jest mecenasem sztuki w najlepszym znaczeniu tego słowa – mówił Stanisław Rybarczyk, otwierając marcowe spotkanie na Ostrowie Tumskim. Potwierdzeniem wagi tego mecenatu są dwa dzieła, plastyczne i muzyczne, które stały się bohaterami wiosennego „Wieczoru Tumskiego”.

O pierwszym z nich, „Madonnie pod jodłami” Lucasa Cranacha Starszego, opowiadali dwaj historycy sztuki: ks. Krzysztof Kanton oraz dr Dariusz Galewski. Zebrani usłyszeli najpierw pełną dramatyzmu opowieść o losach obrazu, który wyszedł spod pędzla mistrza prawdopodobnie ok. 1510 r. Podarowany bp. Janowi Turzonowi, przez wieki przebywał we wrocławskiej katedrze – najpierw w kaplicy św. Jana Ewangelisty, potem w katedralnym skarbcu. W 1943 r. ewakuowano go do Henrykowa, a po wojnie powrócił do Wrocławia.

Długo wszyscy przekonani byli, iż oryginał wciąż przebywa na Ostrwie Tumskim. Do czasu, gdy w 1961 r. pewne wydawnictwo francuskie zwróciło się do wrocławskiej kurii z prośbą o dobrej jakości zdjęcia arcydzieła. Przed ich wykonaniem obraz postanowiono odrestaurować. Konserwator Daniela Stankiewicz, wzruszona wizją obcowania z dziełem mistrza, przystąpiła do pracy i… zdumiała się. Obraz wyglądał nieco inaczej niż powinien, zgodnie z literaturą. Miał nawet inne rozmiary. – Okazało się, iż jest to marna kopia oryginału – wyjaśnił ks. K. Kanton. I przedstawił niezwykłe przygody malowidła.

Obraz miał wisieć podczas wojny w zakrystii henrykowskiego kościoła, gdzie pewien radziecki żołnierz przełamał go na pół. Ks. Kurt Engelbert przywiózł arcydzieło z powrotem do Wrocławia. Gdy otrzymał nakaz wyjazdu, przekazał go współpracownikowi, ks. Siegfriedowi Zimmerowi. Ten z kolei oddał go do odnowienia; „przy okazji” jednak doprowadził – z pomocą Georga Kupke – do namalowania kopii (sam malował krajobraz i część detali, a włosy Madonny „poprawiał” z pomocą żyletki i igły). Wyjeżdżając z Wrocławia, przemycił obraz przez granicę – owijając go ceratą i używając w podróży jako blat pod naczynie z herbatą. Uwagę celników odwrócił kilkoma złotymi monetami umieszczonymi w bagażu.

Kiedy w 1965 r. ks. Zimmera znaleziono martwego w mieszkaniu, obrazu w nim już nie było. Może został ukradziony, może wcześniej odsprzedany. – Przez lata pojawiał się i znikał to tu, to tam – opowiadał ks. Kanton, dodając, że nawet papież Paweł VI chciał go swego czasu zabezpieczyć w Muzeach Watykańskich. Po długich perypetiach, staraniach prawników i zaangażowaniu polskiego MSZ, w 1212 r. powrócił do Wrocławia. Dziś podziwiać go można w Muzeum Archidiecezjalnym.

O jego znaczących detalach a także o samym autorze, L. Cranachu, opowiedział dr D. Galewski. W muzycznej części spotkania zabrzmiały utwory z „Kodeksu wrocławskiego” z końca XV w. – mającego ogromne znaczenie dla renesansowej kultury muzycznej Wrocławia i Śląska, jednego z dwóch zachowanych w całości rękopisów śląskich. Pod kierownictwem artystycznym Tomasza Dobrzańskiego wystąpił zespół „Ars Cantus” oraz muzycy grający na fletach podłużnych.


Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama