GN 48/2020 Archiwum

Nie ze stron komiksu, ale z kart historii

Film. – W erze Jamesa Bonda, Supermana czy Transformersów chcieliśmy przypomnieć społeczeństwu, że w Polsce mamy swoich i, co najważniejsze, prawdziwych bohaterów – mówią twórcy serialu.

Zaczęło się od przeczytanej książki otrzymanej w liceum za dobre wyniki w nauce. – Później ta historia długo leżała w zakamarkach mojej pamięci. Wracała od czasu do czasu. Można powiedzieć, że nie dawała spokoju, bo nadaje się na scenariusz filmowy. Aż w końcu chwyciliśmy za kamerę, znaleźliśmy tych ludzi i pojechaliśmy do nich – mówi Tomasz Maziarz z grupy filmowej Action Academy z Wrocławia. Czasu było niewiele, bo rozmówcy bardzo wiekowi. Czasu nie można oszukać, dlatego z roku na rok jest ich coraz mniej. Katalizatorem do działań okazali się także… śpiący harcerze.

– Oglądaliśmy różne filmy dokumentalne, przedstawiające postaci polskich spadochroniarzy i kiedyś zobaczyliśmy, jak na jednym z nich zasypiali harcerze. Obraz ukazujący tę niezwykłą historię kompletnie ich nie zaciekawił – wspomina Tomasz Lewandowski, współproducent projektu. Nagrywając kolejne rozmowy z bohaterami, coraz mocniej „wkręcali” się w temat. – Zapragnęliśmy stworzyć własny film. Czuliśmy, że możemy go zrobić dobrze, czyli w jak najbardziej interesujący sposób opowiedzieć ich los. Akcja to przecież nasz chleb powszedni. Jesteśmy kaskaderami – zdradza Lewandowski. I tak powołali do życia projekt historyczno-filmowy: nowatorski serial o słynnych żołnierzach spadochroniarzach, czyli cichociemnych. Jego tytuł mówi bardzo wiele: „Kuźnia bohaterów”.

Prawda, ale w nowatorskim stylu

Jak na razie grupie filmowej Action Academy udało się zrealizować trzy pilotażowe odcinki, które we Wrocławiu podczas pokazu przedpremierowego zaprezentowano niewielkiej publiczności. Wśród niej zasiadł jeden z ostatnich żyjących cichociemnych, 94-letni Aleksander Tarnawski, oraz dowódca słynnej Jednostki Wojskowej „Grom” im. Cichociemnych płk Piotr Gąstal. Odbiór pierwszych filmowych fragmentów okazał się bardzo pozytywny. – Obraz na pewno nie przekłamuje prawdy historycznej. Wiernie pokazuje, co przechodziliśmy podczas szkolenia, a przy tym jest atrakcyjny dla widza. Przypomniał mi tamte dawne czasy, odświeżył trochę pamięć, obudził sentymenty – mówi Aleksander Tarnawski ps. Upłaz, który współpracował z ekipą filmową i występuje w „Kuźni bohaterów”. – Cichociemni niejako powierzyli nam swoje dzieje. Chcieliśmy tym filmem pokazać, że zasłużyliśmy na ich zaufanie – oświadczają pomysłodawcy. Jak na razie przygotowany dotychczas materiał czeka na oficjalną premierę, która odbędzie się prawdopodobnie w połowie maja podczas zjazdu cichociemnych oraz ich rodzin w Warszawie. Twórcy mają jednak zdecydowanie bardziej obiecujące plany. Docelowo chcą przygotować 10 odcinków półgodzinnych, które trafią do szerszej, nawet zagranicznej widowni. Nie ukrywają, że główną rolę w tej kwestii odgrywają pieniądze. Wciąż poszukują sponsorów. – Przy założeniu, że uda się zdobyć dość szybko potrzebne dofinansowanie, myślę, że w ciągu dwóch lat jesteśmy w stanie wyprodukować całą serię, choć odcinki mogą się pojawiać sukcesywnie – deklaruje T. Maziarz. Prace nad stworzonym dotychczas materiałem filmowym trwały trzy lata. Były wywiady z bohaterami, producenci zajęli się także dokładną działalnością badawczą, analizując szereg dokumentów dotyczących losów cichociemnych. – Byliśmy w Studium Polski Podziemnej w Londynie, czytaliśmy różne książki, przeglądaliśmy dokumentacje i na tej podstawie zbudowaliśmy scenariusz – opowiada jeden z kaskaderów. – Przyjęliśmy specyficzną formułę filmu, paradokumentalną z elementami animacji. Nasi bardzo wiekowi już rozmówcy wielu rzeczy nie pamiętają, a źródła obfitują w ciekawe informacje, dlatego nie wszystko w filmie opowiadają cichociemni. Ich słowa są wstępem do tematu, który potem rozwijamy w swoim stylu, dość niekonwencjonalnym – uzupełnia tajemniczo T. Lewandowski. Zapewnia przy tym, że w projekcie pojawiają się fakty szerzej jeszcze nie publikowane.

Kaskaderska kompetencja

Można postawić twórcom serialu pytanie: po co kolejny taki obraz o polskich żołnierzach, skoro tyle filmów dokumentalnych już powstało? Owszem, znajdziemy historyczne pozycje o cichociemnych, jednak kluczowy w tym przypadku jest sposób pokazania tej historii. Widz nie zdaje sobie sprawy, jak wyglądały przygotowania i treningi partyzantów Polskich Sił Zbrojnych w Anglii i Szkocji do akcji desantowych. Samo opowiadanie do kamery czy tekst już nie zaciekawi współczesnego, szczególnie młodego odbiorcy. – Nikt nie poruszył tego tematu w sposób kompleksowy, a jednocześnie przyciągający uwagę. Stwierdziliśmy, że wiemy, jak to interesująco pokazać i uświadomić widzowi skalę trudności oraz niebezpieczeństwa szkolenia pierwszych polskich komandosów. Nie zasypujemy mnogością informacji. Działamy poprzez obraz, dynamiczny montaż i technologię, którą dysponujemy – tłumaczy Tomasz Maziarz. Wydaje się, że zawód kaskadera idealnie pasuje do zobrazowania morderczego szkolenia cichociemnych, które przechodzili na Wyspach podczas II wojny światowej. – Interesowała nas wysoka realność tego, co odtwarzamy. Dlatego korzystamy z naszego doświadczenia z planów filmowych, gdzie zastępujemy aktorów właśnie w scenach akcji. Potrafimy dobrze zaprezentować np. walkę wręcz, której uczyli się polscy żołnierze podczas przysposobienia – mówi T. Lewandowski. – Nie jest nam obcy także temat realizowanych w filmie skoków spadochronowych. Członkowie ekipy filmowej mieli ich za sobą po kilkaset, więc zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak to najlepiej ukazać, na co zwrócić uwagę – dodaje współproducent T. Maziarz.

To kiedy kręcimy?

Zupełnie inaczej patrzy się na produkcję takiego przedsięwzięcia, gdy dowiadujemy się, że wszystkie osoby w nią zaangażowane robiły to za darmo, łącząc to ze swoimi obowiązkami zawodowymi. – Dotychczasowy fragment filmowy zrobiliśmy przy minimalnym budżecie. Wszyscy pracowali non profit. Część ekipy nawet dopłacała do projektu, bo zdarzały się chwile, że czegoś brakowało. Nikt nawet się wtedy nie zająknął i wykładał swoje pieniądze – mówi Tomasz Maziarz. Film stał się zajęciem dodatkowym, dlatego trudno było zgrać terminy. Każdy miał swoje prywatne lub zawodowe zobowiązania. – Nie mogliśmy tak naprawdę niczego od nikogo wymagać, np. od profesjonalnych aktorów dyspozycyjności, gdy mają swoją pracę w teatrze. Stworzyliśmy więc grafik, który uwzględniał potrzeby i możliwości wszystkich osób. Zadanie okazało się niezwykle skomplikowane – wspomina drugi współproducent. Pracując w branży filmowej ponad 10 lat, pomysłodawcy projektu skorzystali z zawiązanych na ścieżce zawodowej kontaktów, aby zebrać całą ekipę. Bazowali przede wszystkim na swojej grupie kaskaderów, których uzupełniali profesjonalni aktorzy. – Większość osób, do których zwróciliśmy się z pomysłem zrobienia takiego filmu, zgodziła się bez wahania – stwierdza T. Maziarz. Do współpracy jako pierwsze włączyło się także Centrum Technologii Audiowizualnych, potem dołączały inne organizacje. Główny cel? Popularyzacja chlubnej historii polskich spadochroniarzy komandosów, ale nie tylko. – Każdy kolejny wywiad z cichociemnym nas zmieniał. Dawał kopa, aby tę prace filmową wykonać jak najlepiej. Rozmowy z bohaterskimi żołnierzami motywowały do zrobienia całości dla nich, by oddać im należną pamięć. Opluwani i napiętnowani po wojnie razem ze swoimi rodzinami, przez lata nazywani bandytami, dzisiaj doświadczają pewnej rehabilitacji. Nigdy przecież nie otrzymali należnej im czci ani nagrody za zasługi – wyjaśniają twórcy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama