Gość Bielsko-Żywiecki 49/2020 Archiwum

Nie chcę błyszczeć w blasku pradziadka

Krzysztof Kosior odwiedził Wrocław i spotkał się z jego mieszkańcami przy okazji II Wrocławskich Dni z rotmistrzem Pileckim. W rozmowie z nami prawnuk ochotnika do Auschwitz opowiada m.in. o tym, co daje w jego życiu pokrewieństwo z bohaterem narodowym oraz jak podchodzi do pomysłu odzieży patriotycznej.

Maciej Rajfur: Jako prawnuk rotmistrza Witolda Pileckiego czuje pan jakiś moralny obowiązek kultywowania pamięci o swoim bohaterskim krewnym?

Krzysztof Kosior: Z pewnością tak. Babcia, czyli córka Witolda, uczyła mnie, abym pamiętał i przekazywał tę pamięć innym, w szczególności młodszym. Staram się być w miarę na bieżąco z historią pradziadka, choć nie jestem w stanie przeczytać wszystkich publikacji, które obecnie wychodzą. Dużo się dzieje wokół postaci Witolda. Z drugiej strony to wielki plus, że powstają coraz to nowsze książki traktujące o losach rotmistrza i ja sam dowiaduję się kolejnych ważnych faktów. Jestem za to wdzięczny autorom.

Odczuwa pan na sobie presję społeczną, która z góry nakazuje niezłomną patriotyczną postawę i szeroką wiedzę historyczną?

Nie doświadczam chyba czegoś takiego, choć zdaję sobie sprawę, że ludzie mogą się czuć zawiedzeni. Być może inaczej wyobrażają sobie potomka wielkiego rotmistrza. Jestem dość młodą osobą i nie roszczę sobie prawa do wiedzy absolutnej na temat Witolda Pileckiego. Nie znałem go osobiście. Na pewne pytania nie umiem odpowiedzieć, a nie chcę wymyślać. To na pewno trochę trudne, ale staram się opowiadać to, co wiem, zgodnie z moim sumieniem.

Udaje się wypełniać swoją rolę?

Kiedy spotykam się z ludźmi, podróżując po Polsce, mam w głowie stale jedno ważne stwierdzenie: w tym, co Witold Pilecki dokonał, nie ma żadnej mojej zasługi. Jest tylko pokrewieństwo i staram się temu, czego ludzie ode mnie oczekują, sprostać. Chcę mieć swój wkład w procesie odradzania pamięci o żołnierzach wyklętych i bardzo podoba mi się, że społeczeństwo, a szczególnie młodzież, interesuje się tym zapomnianym przez lata fragmentem polskiej historii.

Wiadomo, że nie wszystkim odpowiada wielki powrót do przestrzeni publicznej bohaterów skazywanych w PRL-u nawet na śmierć za walkę o wolną ojczyznę.

Oczywiście, każdy ma własne poglądy i przekonania polityczne. Uważam jednak, że przykład mojego pradziadka pokazuje, że można dla dobra ojczyzny stanąć ponad nimi i zrobić coś wspólnie. Pilecki, tworząc ruch oporu w KL Auschwitz, połączył takie nazwiska jak Dubois i Mosdorf oraz innych. Gdy ma się wspólny cel, łatwiej go osiągnąć poprzez wzajemną współpracę. Tacy ludzie jak rotmistrz powinni łączyć, nie dzielić. To postać apolityczna, kierująca się miłością do ojczyzny i swojej rodziny, czyli wartościami uniwersalnymi.

Dzisiaj można powiedzieć o pewnej modzie na patriotyzm w pozytywnym sensie. Odzież, różne naklejki, emblematy, naszywki, a nawet pościel z symbolami patriotycznymi. Wpisuje się pan w ten nurt?

To dość skomplikowane. Ja nie chcę błyszczeć w blasku pradziadka, dlatego osobiście w koszulce z Pileckim bym nie wystąpił, ale nie mam nic przeciwko. Trzeba jednak z rozwagą tym dysponować. Kiedyś zaproponowałem mojej babci wypuszczenie linii koszulek. Nie zgodziła się. Uznała to za zbyt popkulturowe, może infantylne. Bała się, że wizerunkiem jej ojca będą sobie ludzie np. wycierać pot z twarzy i rzucać potem pomięty ciuch w kąt. Oczywiście, można także nosić ją z dumą i w ten sposób okazywać szacunek dla polskich bohaterów. Dlatego sam w tym nie uczestniczę, lecz gdy mijam na ulicy młodzież z podobizną Pileckiego, cieszy mnie to.

Jakie wartości, te które przywołuje postawa pradziadka-bohatera, są Pana zdaniem najważniejsze?

Myślę, że miłość i to taka podwójna: do ojczyzny i do rodziny. Wsparta dodatkowo jeszcze głęboką wiarą, którą Witold miał w sobie i która mu bardzo pomogła. Moja babcia od ojca nauczyła się prawdomówności i dlatego myślę, że kluczowa w życiu okazuje się prawda. Im więcej lat mam na karku, tym bardziej uświadamiam sobie, jak wielką rolę ona ogrywa w naszych relacjach. Przede wszystkim prawda buduje zaufanie, a bez niej bardzo wiele traci się w oczach otoczenia. To takie podstawowe wartości, które rodzina mi przekazała. Przywołując jeszcze postać rotmistrza Pileckiego, wskazałbym troskę o naturę, którą uwielbiał mój pradziadek. Czerpiemy ze świata wiele dobrego, więc powinniśmy go także chronić i szanować. Warto się zachwycić przyrodą, która nas otacza.


Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama