Nowy numer 3/2021 Archiwum

Obaj popełnili poważny błąd

Przy okazji wizyty we Wrocławiu katolicki publicysta i pisarz Szymon Hołownia specjalnie dla "Gościa Wrocławskiego" skomentował ostatnie wydarzenia w TVP związane z Tomaszem Lisem i Janem Pospieszalskim.

Szymon Hołownia to dziennikarz, który pracował razem z Tomaszem Lisem w tygodniku "Newsweek Polska". Gościł także w programie Jana Pospieszalskiego. Zna obie te osoby pracujące dla Telewizji Polskiej. Jak odnosi się do ostatnich, dość głośnych incydentów związanych z ich programami? Przypomnijmy, że najbliższy, czwartkowy program Pospieszalskiego „Bliżej” został zawieszony. Gościć miał w nim Paweł Kukiz. Tomasz Lis zaś feralnie cytował na antenie TVP 2 wpis z fałszywego konta Kingi Dudy.

- Trudno jest mi komentować rzeczy, o których tylko słyszałem, ale z tego, co do mnie doszło, zarówno kolega Lis, jak i kolega Pospieszalski popełnili bardzo poważny błąd warsztatowy - mówi S. Hołownia.

Jego zdaniem, w obu przypadkach zawiódł dziennikarski profesjonalizm. - Nie uważam się za eksperta w tej sprawie, ale jestem w stanie założyć, że w przypadku Tomasza Lisa spowodowane to było dezinformacją, czyli po prostu brakiem profesjonalizmu. Nie zostały sprawdzone źródła i ktoś za szybko zdecydował się rzucić na antenie krzywdzące dla innego człowieka słowa. Gdy rozmawiamy o programie Jana Pospieszalskiego, sądzę, że zachowano się w nim ewidentnie i z premedytacją. W moim odczuciu z przekroczeniem granic etyki zawodowej - komentuje katolicki publicysta.

Zaznaczył przy tym, że J. Pospieszalski zrobił pewne rzeczy intencjonalnie, natomiast w przypadku T. Lisa to kwestia domniemań. - Żyjemy współcześnie bardziej w rzeczywistości infotaiment, a nie informacji. Jestem 20 lat dziennikarzem i wychowywałem się w innej rzeczywistości. Uczono mnie, że nie wolno opublikować informacji, jeśli nie została sprawdzona w dwóch źródłach. Dzisiaj świat tak pędzi do przodu, że nawet nie ma czasu zweryfikować tego pierwszego - dodaje S. Hołownia.

W rozmowie przyznaje, że dziennikarstwo J. Pospieszalskiego nie jest jego ulubionym. - Dobrze ze sobą żyjemy, choć rzadko się zgadzamy. Nie pałam miłością do dziennikarstwa ideologicznego, ideologizowanego. Wiele osób taki typ uprawia. Model dziennikarstwa wyznaniowego, czyli takiego, w którym nie ma rzeczywistości, a są pewne prawdy podawane do wierzenia, w którym istnieją pewne bóstwa i jeden obóz czci takie, a inny takie, nie jest moim dziennikarstwem. Nie odpowiada mi sytuacja, gdy zarówno Jan Pospieszalski, jak i Tomasz Lis w nie popadają - oświadcza „Gościowi Wrocławskiemu” publicysta.

Gdzie zaś szuka informacji dotyczących kampanii wyborczej i kandydatów? - W internecie i we wszystkich dostępnych źródłach. Wydaje mi się, że jestem świadomym wyborcą, nawet bez tego całego tańca godowego, dość banalnego, jeśli chodzi strategię. Mnie wystarczą fakty, ja nie potrzebuję emocji. Nie narzekam na niedostatek informacji, a wręcz przeciwnie - mam ich wystarczająco dużo, żeby zagłosować, nawet jeżeli nie obejrzę debaty w TVN - mówi S. Hołownia.

Polub nas, a nie przegapisz żadnej naszej informacji:

e

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama