Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ludzie i liczby robią wrażenie

W ostatnim sezonie za ukochaną drużyną przejechali ok. 10 tys. kilometrów. Dla niepełnosprawnych kibiców nie ma barier, są tylko wyzwania.

Świat osoby niepełnosprawnej zamyka się często w czterech ścianach. Bo nie ma warunków, bo brakuje chęci. W efekcie pojawia się zgoda na własne kalectwo. Wrocławski Klub Kibiców Niepełnosprawnych daje cierpiącym nadzieję na to, że mogą normalnie żyć i czerpać z każdego dnia satysfakcję. Ludzi pełnosprawnych zaś ciągle zaskakuje, a nawet zawstydza swoimi śmiałymi pomysłami i ich wręcz natychmiastową realizacją. Witajcie w świecie, w którym słowo „bariera” zamienia się w „wyzwanie”.

Jak Polska długa i szeroka

Mimo niepełnosprawności członkowie KKN-u od siedmiu lat wiernie kibicują swojej drużynie. Gdy Śląsk rozgrywa mecz u siebie, zawsze zasiadają na trybunach. Gromadzą średnio ok. 250 osób niepełnosprawnych, co jest najlepszym wynikiem w kraju. Jeśli chodzi o mecze wyjazdowe, można powiedzieć, że jeżdżą już praktycznie wszędzie. Jak Polska długa i szeroka. Gdańsk, Warszawa, Białystok, Szczecin, Kielce. – Niektóre podróże bywają naprawdę wykańczające np. do oddalonej o 500 km Łęcznej. Tam spotkanie zaczyna się w piątek o godz. 20, więc wyruszamy tego samego dnia i wracamy w sobotę nad ranem – mówi Paweł Parus, prezes KKN-u. Sam porusza się na wózku inwalidzkim. W podróż za Śląskiem średnio udaje się 25–30 osób, a najwięcej nawet 50. Jeżeli KKN dokądś nie dociera, to przez bariery, które wynikają z budowy stadionu, choć nawet te wrocławianie nauczyli się pokonywać. – Przełamujemy też z przekory zakazy stadionowe. Staramy się o pozwolenia przyjazdu od klubów, gdy pozostałym kibicom Śląska się tego zabrania – uśmiecha się Paweł Parus. Łącznie Klub Kibiców Niepełnosprawnych był obecny na 13 z 15 wyjazdowych spotkań Śląska Wrocław!

Grupa kibiców, ale i przyjaciół

Większość wyjazdów zostało dofinansowane z projektu Urzędu Marszałkowskiego. Dzięki temu łatwiej przekonać ludzi do podjęcia wyzwania. – Nie każdego stać na opłatę ponad 100 złotych, a za 10 czy 20 zł pojedzie – dodaje prezes KKN-u. Członkowie zgodnie stwierdzają, że idealna podróż wiąże się nie tylko z piłkarskimi emocjami. Uczestnicy lubią ze sobą spędzać czas wolny w rozmaity sposób. Integracja stała się nieodłącznym elementem przygody. – Staramy się także wspólnie odpoczywać np. nad jeziorem, na rybach, na pikniku czy grillu w malowniczych okolicach miasta, do którego zmierzamy. Zawsze przy takiej opcji mamy ogromne zainteresowanie wyjazdem – tłumaczy P. Parus. Duże doświadczenie wrocławskiego KKN-u pozwala ocenić, jak bardzo zmienia się infrastruktura polskiej piłki nożnej dla niepełnosprawnych kibiców. – Dzisiaj już ciężko w Ekstraklasie znaleźć obiekt, który zupełnie nie spełnia wymogów. Jeszcze niedawno było odwrotnie. Czasem z konieczności oglądamy rywalizację z perspektywy murawy, co nie jest komfortowe, ale wtedy cieszymy się z faktu, że możemy po prostu tam być i kibicować – opowiada prezes stowarzyszenia.

Przylądek Wrocławskiej Nadziei

Podsumowując ostatni sezon w wykonaniu KKN-u, nie można zapomnieć o historycznym dla niego momencie. 18 kwietnia br. na Stadionie Miejskim we Wrocławiu podczas meczu z Lechią Gdańsk udało się zgromadzić aż 1005 osób niepełnosprawnych. Tym samym pobito rekord świata pod względem liczby uczestników niepełnosprawnych imprezy sportowej. Dopinając swego, członkowie KKN-u potwierdzili proste, ale jakże prawdziwe przysłowie: „Dla chcącego nic trudnego”. Ich świat jednak nie kręci się tylko wokół futbolu. Są obecni m.in. na żużlu, w siatkówce czy koszykówce. Łącznie w sezonie 2014/2015 przejechali na różne sportowe wydarzenia ok. 15 000 kilometrów! To tyle, ile wynosi droga od ich siedziby przy ul. Szewskiej 66/67 na… kraniec Afryki – Przylądek Dobrej Nadziei. Jednak jak widać, nie trzeba znaleźć się aż tam, aby doświadczyć nadziei, która nadaje życiu sens.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama