Nowy numer 33/2018 Archiwum

Karabin to nie wszystko

Ktoś pomyśli, że to tylko zabawa dla dużych chłopców. Jednak za taką pasją idzie coś więcej. Dużo więcej.

Adam Raś jest z bractwem od początku. Zanim rozpoczął swoją ekstremalną przygodę, był innym człowiekiem. Pierwszą styczność z taką formą spędzania czasu wspomina w kategoriach przełomu, który wyrwał go z szarej codzienności i marazmu. – Kiedyś przypadkowo trafiłem na wiosenny piknik. Działało tam bractwo podobne do naszego. Po raz pierwszy doświadczyłem wtedy takiej miniprzygody i od razu się nią zafascynowałem. Pamiętam tę chwilę do dziś – opowiada 32-latek. Potem się zaczęło.

Zamiast marychy przyjaźń

Nawiązują do przedwojennego harcerstwa katolickiego. Wzorują się także mocno na Narodowych Siłach Zbrojnych. – Jesteśmy organizacją ideową. To, co robimy, nie wynika z żadnej wyrachowanej psychologii, pochodzi tylko z serca i oddania ojczyźnie. Poprzez swoje działanie propagujemy patriotyzm. A wszystko tak naprawdę dąży do tego, abyśmy w razie zagrożenia byli w stanie obronić swoją rodzinę i kraj. Przy okazji przeżywamy razem wiele przygód, doskonalimy swoje umiejętności, uczymy się od siebie nawzajem, tworzymy zwartą drużynę – opowiada Adam. Bractwo to nie tylko niezwykłe przeżycia i adrenalina, ale przede wszystkim poznawanie siebie, walka z własnymi słabościami, pokonywanie granic, udowadnianie, zwłaszcza sobie, że można i że warto. Patriotyczne stowarzyszenie proobronne czerpie z polskiej historii. Jego członkowie zgłębiają historię wojskowości i walki o niepodległość ojczyzny w XX wieku. Dzikie leśne przeżycia, różnego rodzaju misje mają twarde podłoże merytoryczne: Bóg, honor, ojczyzna. Można powiedzieć, że członkowie nawzajem się formują. – W kraju nie dzieje się najlepiej. Brakuje ducha w narodzie, który podeptał najpiękniejsze wartości. Zewsząd zalewają nas różne niebezpieczne ideologie, począwszy od multikulturalizmu. Stajemy w opozycji do takich czasów, czerpiąc z bogatej polskiej kultury i historii. Chcemy wyrwać młodych ludzi z bezczynności, picia piwa pod sklepem i palenia jointów, czyli marnowania życia – stwierdza stanowczo Adam Raś.

Praca u podstaw

Bieganie z karabinem po lesie i strzelanie to niewielki procent działań, jakie podejmuje się w BSOG. Taka wisienka na torcie. W tym wszystkim najsmaczniejszy jest bowiem tort. Owszem, broń jest atrakcyjna i przyciąga, ale jeżeli ktoś chce się tylko „polansować” z kałasznikowem w ręku, postrzelać dla rozrywki i rywalizacji – trafił pod zły adres. – Niektórzy mówią, że kawałek dzieciństwa zostawiliśmy sobie na dorosłe życie – żartuje A. Raś. Nie można jednak tak spłaszczać sprawy. Bractwo proponuje cykl profesjonalnych szkoleń tygodniowych, na których nabywa się umiejętności z dziedziny topografii, orientacji w terenie, działań patrolowych lekkiej piechoty, zagadnień związanych z wojskowością, sztuką przetrwania z dala od cywilizacji. Teorię uzupełnia praktyka – survival w lesie. Do „Orlego Gniazda” nie wstępuje się od razu, będąc gotowym na misje z karabinkiem w ręku. Po szeregu kilkumiesięcznych ćwiczeń zainteresowany przystępuje do egzaminu aplikacyjnego. Wymagająca próba udowadnia, że potrafi wiedzę i umiejętności wykorzystać w praktyce. Wykonanie zadania trwa zazwyczaj… 3 dni. –Mislim (z ang.), czyli symulacja działań wojennych, to największe wyzwanie w bractwie. Dowództwo układa bogaty scenariusz, do którego w rzeczywistości, np. na 10 km kw., wrzuceni są ludzie – tłumaczy A. Raś. Krótko mówiąc: hardkor.

Sprawdzony lek na lenistwo

Oprócz wielu umiejętności, np. obsługi i obycia z bronią (bractwo używa wiernych replik m.in. słynnych M4, kałasznikowa oraz glocka), funkcjonowanie w takiej ekipie hartuje charakter. Adam sam przyznaje, że wcześniej inaczej postrzegał pewne sprawy i gnuśniał w lenistwie. – Przychodził weekend, więc oglądałem filmy, zamówiłem pizzę i siedziałem w domu np. przed ekranem TV. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. W bractwie wytrenowałem tego lenia. Mam swoje założenia, swój pomysł na siebie. Nauczyłem się systematyczności, determinacji w osiąganiu celu. Czuję wewnętrzną mobilizację – wyjaśnia. Podkreśla, że Bractwo Strzeleckie „Orle Gniazdo”, jak sama nazwa wskazuje, to grupa związanych ze sobą ludzi, ale nie tylko pod względem pasji. Łączą ich trwałe relacje przyjacielskie, świadomość, że mogą na siebie liczyć. Tego nie można kupić, choćby w najlepszym sklepie z bronią, ani znaleźć choćby w najpiękniejszym lesie. – Wolę budzić się z zakwasami niż z kacem – kończy dobitnie członek BSOG.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma